W obliczu konfliktu z prezydentem USA Donaldem Trumpem wokół Grenlandii Europa powinna mieć plan B, „także dla NATO” – oceniła w rozmowie z dziennikiem „Handelsblatt” współprzewodnicząca niemieckich Zielonych Franziska Brantner. „Niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone faktycznie zaatakują Grenlandię, Europa ma obowiązek zachować jedność i musi stać się zdolna do samodzielnej obrony. W przeciwnym razie zostaniemy zjedzeni na śniadanie” – oceniła.
Jak podkreśliła, nie chodzi o osłabianie czy kwestionowanie NATO, które pozostaje centralnym sojuszem, obejmującym także Kanadę, Turcję i Wielką Brytanię. „Jednocześnie musimy przyjąć do wiadomości, że Trump widzi to inaczej, chce doprowadzić do rozłamu w stosunkach transatlantyckich i narazić NATO na niebezpieczeństwo” – dodała.
„Koalicja chętnych” może być zalążkiem
Dlatego – jej zdaniem – należy rozwinąć w Europie „nowe zdolności wojskowe i stworzyć niezależne struktury decyzyjne”. „Nie da się tego osiągnąć z dnia na dzień. Jednak każdy dzień opóźnienia sprawia, że stajemy się bardziej podatni na szantaż” – przekonuje Brantner.
Jak dodaje, punktem wyjścia mogłaby być tzw. koalicja chętnych dla wsparcia Ukrainy. „Nie chodzi tu o ogromną konstrukcję, ale na początku tylko o ramy. Koalicja może przekształcić się w koalicję kompetencji – grupę tych, którzy chcą iść naprzód. Należą do niej w każdym razie Polacy, Francuzi, Włosi i Bałtowie. Jeśli Viktor Orban zdecyduje się pójść inną drogą, nie może to was powstrzymać. Ważne są między innymi Wielka Brytania i Norwegia. Takie struktury mogłyby początkowo działać jako uzupełnienie NATO, a dopiero potem samodzielnie, gdyby Trump zablokował NATO od wewnątrz” – wyjaśniła niemiecka polityczka.
FAZ: Najcięższy wstrząs w historii NATO
O sytuacji w NATO pisze też w środę 21 stycznia niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ). Komentator gazety Nikolas Busse ocenia, że Sojusz przeżywa głęboki kryzys, który jest „najcięższym wstrząsem” w jego blisko 77-letniej historii.
„Zakusy Trumpa na Grenlandię to sytuacja, której wcześniej nie można było sobie wyobrazić w sojuszu wolnych i suwerennych państw. Nękanie sojuszników, a nawet podejmowanie przeciwko nim działań militarnych, było czymś, co znaliśmy z Układu Warszawskiego” – pisze autor.
„Sojusz definiuje się jako wspólnota wartości, nawet jeśli nie wszyscy jego członkowie zawsze byli demokracjami. W rzeczywistości jednak to przede wszystkim zagrożenia spajają sojusz. W przeciwieństwie do czasów zimnej wojny, Rosja nie jest już postrzegana w Waszyngtonie przez wszystkie partie jako największe zagrożenie – rolę tę pełnią obecnie Chiny. Fakt, że Trump argumentuje w kwestii Grenlandii koniecznością obrony przed Rosją, jest tylko połowicznie sprzecznością” – ocenia Busse.
„Trump chce robić interesy z Putinem”
Wskazuje na strategię bezpieczeństwa narodowego Trumpa, w której stwierdza się niejasno, że dyplomacja amerykańska musi „zarządzać” stosunkami europejsko-rosyjskimi. „Trump chce również robić interesy z Putinem. Jest to konflikt poglądów i interesów, który dotyka sensu istnienia NATO. Jeśli Ameryka nie chce już powstrzymywać agresywnej Rosji, a nawet ją naśladuje, jaką ochronę sojusz może jeszcze zapewnić Europie?” – pyta niemiecki komentator.
Według niego drugim problemem jest „słabość Europy”. „To, że stary kontynent jest poddawany presji zarówno ze strony Rosji, jak i Ameryki, jest możliwe tylko dlatego, że w wyniku długiej serii błędnych decyzji pozbawiono go dwóch najważniejszych środków władzy: siły gospodarczej i militarnej. Regulacyjna gorączka w Brukseli, sceptycyzm wobec technologii w wielu społeczeństwach, rozrost państwa socjalnego, deindustrializacja spowodowana ochroną klimatu, a przede wszystkim trwające od dziesięcioleci rozbrojenie – wszystko to osłabiło Europę do tego stopnia, że dla ludzi, takich jak Trump czy Putin, musi ona wydawać się łatwym łupem” – pisze dziennikarz „FAZ”. I dodaje: „NATO może odeprzeć atak z zewnątrz, ale nie z wewnątrz. Europejczycy będą musieli stać się bardziej niezależni, i to znacznie szybciej i gruntowniej, niż jeszcze niedawno sądzili. Nie docenili jednej rzeczy: kto czerpie bezpieczeństwo od innych, naraża się na ryzyko, że nie zostanie ono zapewnione” – konkluduje.
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.













