Jak informuje portal Politico, przez niemiecki Bundestag – od konserwatystów kanclerza Friedricha Merza, przez Lewicę, aż po Alternatywę dla Niemiec (AfD) – przetacza się fala oburzenia po słowach izraelskiego ministra bezpieczeństwa narodowego. Itamar Ben-Gwir zaapelował o przeprowadzanie nocnych, ukierunkowanych zabójstw w Strefie Gazy, co skłoniło czołowych polityków niemieckiej koalicji rządzącej do wezwania Unii Europejskiej do nałożenia na niego sankcji.
– Uważam, że w Strefie Gazy powinny być przeprowadzane ukierunkowane zabójstwa, eliminujące 30, 40 osób każdej nocy – stwierdził lider skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła w minioną sobotę (15 sierpnia). Jak dodał, nie chodzi wyłącznie o osoby stanowiące bezpośrednie zagrożenie. – Nie, tam są ludzie, którzy nie są godni życia. Nie powinni żyć. To nawet nie są ludzie – oświadczył minister.
Ostra reakcja niemieckich polityków
Słowa te spotkały się z wyjątkowo ostrą reakcją ze strony CDU/CSU. W rozmowie z Politico członek Bundestagu z ramienia tego ugrupowania Jürgen Hardt stanowczo potępił „nieludzkie wypowiedzi” Ben-Gwira.
– Unia Europejska powinna nałożyć na niego sankcje na znak powszechnego obowiązywania godności ludzkiej i praw człowieka – ocenił Hardt, dodając, że izraelski rząd bez Ben-Gwira oraz skrajnie prawicowego ministra finansów Bezalela Smotricza znacznie zbliżyłby Europę i Izrael.
Smotricz – podobnie jak Benjamin Netanjahu – ścigany jest międzynarodowym nakazem aresztowania. W odwecie za tę decyzję Międzynarodowego Trybunału Karnego izraelski minister stwierdził, że wysiedli palestyńską beduińską wioskę Chan al-Ahmar na Zachodnim Brzegu.
W podobnym co politycy chadecji tonie wypowiedział się o słowach Ben-Gwira Adis Ahmetović ze współrządzącej SPD. Zaapelował on do niemieckiego rządu o poparcie sankcji wobec obu izraelskich polityków, podkreślając, że szokowali międzynarodową opinię publiczną już na długo przed swoimi ostatnimi oświadczeniami.
Lewica i AfD mówią jednym głosem
Krytyka płynie ze wszystkich stron niemieckiej sceny politycznej. Dietmar Bartsch z Lewicy (Die Linke) również nazwał słowa izraelskiego ministra „głęboko nieludzkimi” i wezwał Berlin oraz Brukselę do rozważenia zakazu wjazdu dla Ben-Gwira.
Z kolei Markus Frohnmaier z prawicowej AfD ocenił, że nawoływanie do masowego zabijania ludzi niebędących bezpośrednim zagrożeniem to przekroczenie „wyraźnej granicy”. Marlene Schönberger z Zielonych nazwała zaś izraelskiego polityka „skrajnie prawicowym ekstremistą”. Zaznaczyła, że jego stanowisko nie ma absolutnie nic wspólnego z prawem Izraela do obrony własnej i swoich obywateli.
Politico zauważa, że tak mocny i zgodny głos parlamentarzystów to znaczący zwrot w polityce Berlina. Do tej pory Niemcy wielokrotnie blokowały unijne działania wymierzone w Izrael, w tym czerwcowe propozycje sankcji wobec Ben-Gwira. Ponieważ sankcje UE wymagają jednomyślności, to m.in. od decyzji Niemiec zależy ewentualny ruch całej wspólnoty.
Rząd na razie nie reaguje
Na razie jednak rząd kanclerza Merza nie podjął oficjalnych działań w tej sprawie. Jak podaje Politico, w rządowych kuluarach pojawiają się obawy, że nałożenie sankcji na Ben-Gwira na kilka tygodni przed zaplanowanymi na 27 października wyborami w Izraelu, mogłoby paradoksalnie przynieść mu polityczne korzyści.
Kwestia kontrowersyjnych wypowiedzi ministra oraz sytuacji w Strefie Gazy z pewnością zdominują zaplanowane na 1 i 2 września spotkanie szefów dyplomacji państw UE w Irlandii, w którym weźmie udział niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul.













