Wtorkowa decyzja Orlenu o obniżeniu hurtowych cen paliw może przełożyć się na niższe stawki na stacjach, ale skala zmian ma być ograniczona. Jak wynika z informacji PAP, powołującej się na analityka e-petrol.pl, kierowcy mogą liczyć na spadki rzędu kilku albo kilkunastu groszy na litrze. Nie oznacza to jednak trwałego powrotu do wyraźnie tańszego tankowania, bo sytuacja na światowych rynkach pozostaje bardzo niestabilna.
Obniżka cen paliw
Orlen obniżył we wtorek hurtową cenę benzyny bezołowiowej Eurosuper 95 o 45 zł na metrze sześciennym, a oleju napędowego Ekodiesel o 87 zł. Zgodnie z nowym cennikiem oznacza to poziomy odpowiednio 5688 zł i 7171 zł za metr sześcienny. Zdaniem Jakuba Boguckiego z e-petrol.pl taki ruch powinien przełożyć się na obniżki detaliczne na poziomie kilku lub kilkunastu groszy.
To kolejna reakcja koncernu na silne wahania na rynku surowców. Tydzień wcześniej Orlen obniżył marżę na diesla niemal do zera. Była to odpowiedź na gwałtowny wzrost cen ropy po ataku na Iran. Obecna zmiana, jak ocenił analityk e-petrol.pl, wynika z sytuacji na rynku międzynarodowym i nie jest zaskoczeniem. Zwrócił przy tym uwagę, że to nie sama decyzja spółki była najważniejsza, lecz wcześniejsza zmiana na światowym rynku paliw, którą Orlen przeniósł na polski grunt.
Ekspert zaznaczył jednak, że tempo wprowadzania nowych cen detalicznych zależy od właścicieli poszczególnych stacji. Powód jest prosty: punkty sprzedaży nadal mają zapasy paliwa kupionego po wyższych stawkach. To oznacza, że obniżki nie muszą pojawić się wszędzie w tym samym czasie. Na stacjach może być jednocześnie dostępne zarówno droższe, jak i tańsze paliwo, a to będzie wpływać na szybkość reakcji rynku.
Sytuacja w Polsce jest bezpośrednio związana z tym, co dzieje się na globalnym rynku ropy. Jak przypomina PAP, początek tygodnia przyniósł mocne przeceny ropy WTI i Brent, sięgające nawet 11 proc. Była to reakcja na deklaracje prezydenta USA. Donald Trump poinformował o prowadzeniu rozmów z Iranem i o pięciodniowym wstrzymaniu planowanych ataków na tamtejsze elektrownie. Już we wtorek ceny surowca zaczęły jednak znowu rosnąć i szybko odrobiły część wcześniejszych strat.
Właśnie dlatego analitycy nie chcą mówić o trwałym powrocie do niższych cen paliw. Jakub Bogucki podkreślił, że konflikt na Bliskim Wschodzie się nie zakończył, a przekonanie, że wracają niskie ceny, może okazać się mylące. To oznacza, że obecna obniżka hurtowa może jedynie złagodzić wcześniejszą falę podwyżek, ale nie daje gwarancji dłuższej stabilizacji.
Podobne ostrzeżenia płyną także z międzynarodowej branży energetycznej. Szef Chevronu Mike Wirth ocenił podczas konferencji CERAWeek, że rynki energii nie doszacowują skutków szoku podażowego wywołanego wojną w Iranie. Według serwisu Barron’s uważa on, że konsekwencje ewentualnego zamknięcia cieśniny Ormuz nie są jeszcze w pełni widoczne w kontraktach terminowych na ropę.
Ropa znika z rynku
Dane S&P Global Energy pokazują, że z rynku Bliskiego Wschodu zniknęło już od 6,5 do 7 mln baryłek ropy, a ta liczba może jeszcze wzrosnąć. W reakcji na przedłużający się konflikt i ograniczenia w dostawach Goldman Sachs podniósł prognozę ceny ropy WTI z 72 do 79 dolarów za baryłkę. To wyraźny sygnał, że okres dużej zmienności cen paliw może potrwać dłużej.
Temat cen paliw od tygodni pozostaje jednym z najważniejszych na rynku. Po ataku na Iran na początku marca Orlen zapewniał, że nie widzi zagrożenia dla ciągłości dostaw do Polski, ponieważ nie sprowadza ropy z tego regionu. Mimo to eksperci ostrzegali wtedy, że sam konflikt może podbić ceny przez reakcję światowych rynków. Tak się właśnie stało. Brent zanotowała 9 marca historyczny skok o ponad 30 proc., co szybko odbiło się na stacjach w Polsce. Obecna obniżka hurtowa ma więc złagodzić skutki tamtej fali, ale nie oznacza końca nerwowości na rynku.












