Na razie nie ma pewności co do tego, jakie są szczegółowe ustalenia dotyczące zawieszenia broni. Obie strony podają na ten temat dość sprzeczne informacje. Według Iranu zaprzestanie walk obejmuje też Liban, gdzie izraelskie wojsko prowadzi własną kampanię przeciw proirańskiej bojówce Hezbollah. Premier Izraela Benjamin Netanjahu stwierdził już jednak, że porozumienie Libanu absolutnie nie obejmuje. Według Amerykanów Iran zgodził się natychmiast i bezwarunkowo otworzyć dla żeglugi cieśninę Ormuz. Irańczycy wydają się innego zdania i chcą, owszem, pozwolić na ruch, ale na swoich warunkach. Różnic jest więcej. Uzgodnienie jednej wersji będzie trudnym zadaniem do osiągnięcia podczas negocjacji w najbliższych tygodniach i od ich przebiegu zależy, czy zawieszenie broni przerodzi się w trwały pokój.
Co udało się Iranowi?
Fundamentalnym celem wojennym irańskiego reżimu było przetrwać. Nie oddać władzy nad krajem, ponieważ wygrać bezpośredniego starcia militarnego nigdy nie miał szans. I ten kluczowy cel reżim osiągnął. Nie ma żadnych sugestii, aby w ramach zawieszenia broni Teheran zgodził się na jakąś transformację władzy i byłoby bardzo dziwne, gdyby było inaczej. Nie widać żadnego zagrożenia wewnętrznego w postaci buntu obywateli, który mógłby coś tutaj zmienić. Nie ma też żadnych informacji na temat istotnych tarć wewnątrz reżimu, które mogłyby doprowadzić do jego transformacji. Owszem Amerykanie i Izraelczycy zabili wielu irańskich liderów. W tym samego najwyższego przywódcę ajatollaha Ali Chameneiego w pierwszym dniu wojny 28 lutego. Irański reżim w efekcie nie jest już taki sam. Sądząc jednak po tym, co wiemy o synu zabitego ajatollaha i jego następcy Modżtabie Chameneim, oraz o wzmocnieniu pozycji sił zbrojnych i aparatu bezpieczeństwa w warunkach wojennych, to do głosu w Teheranie nie dojdą na razie czynniki reformatorskie i pokojowe. Wręcz przeciwnie.
Iran twierdzi też, że zachowa jakąś formę kontroli nad strategiczną cieśniną Ormuz. Reżimowe media podają, iż armatorzy statków chcący z niej korzystać będą mieli od teraz płacić myto. Miałoby ono trafiać od położonego na północnym brzegu Iranu i Omanu na południowym. Wydaje się jednak wątpliwe, aby był to prawdziwy warunek zawieszenia broni. Władze Omanu już zaprzeczyły, aby miały w czymś takim brać udział. Tym bardziej taki zapis nie znajdzie się w ewentualnych porozumieniach pokojowych. Niezależnie od tego, drugim sukcesem Iranu w tej wojnie jest pokazanie, że jest w stanie kontrolować cieśninę. Amerykanie nawet nie próbowali otwierać jej siłą. Od teraz groźby Iranu odnośnie do tego kluczowego dla globalnej gospodarki szlaku żeglugowego będą miały zupełnie inną wagę.
Nie ulega jednak wątpliwości, że cena przetrwania była ogromna. Pominąwszy straty wśród członków reżimu i ogólnie około 2 tysięcy zabitych oraz 26 tysięcy rannych w Iranie (według danych oficjalnych). Amerykanie i Izraelczycy przez ponad miesiąc niemal nieskrępowanie bombardowali kraj. Według ostatnich danych podawanych przez CENTCOM (Dowództwo Centralne Sił USA), amerykańskie wojsko uderzyło w ponad 13 tysięcy celów. Izraelczycy informowali po miesiącu operacji o około 800 nalotach z użyciem 15 tysięcy sztuk amunicji. Dokładne dane na temat tego, co właściwie zniszczono, nie są znane. Izraelczycy informowali jednak w tym tygodniu, że w ramach ataków na irańską infrastrukturę trafili wszystkie najważniejsze stalownie w kraju. Zniszczone miało zostać 70 procent zdolności Iranu do produkcji stali, która była drugim po ropie najbardziej dochodowym produktem eksportowym kraju. W trakcie kampanii Amerykanie i Izraelczycy pokazywali też liczne przykłady zniszczonych zakładów zbrojeniowych i tych mogących wytwarzać produkty podwójnego zastosowania, czyli takie, które można używać zarówno do celów cywilnych, jak i wojskowych – na przykład produkty chemiczne. Można bezpiecznie zakładać, że irański przemysł zbrojeniowy został zdewastowany, podobnie jak rozmaita infrastruktura związana z przemysłem jądrowym.
Iran poniósł też istotne straty dyplomatyczne w regionie. Jego strategia wywołania chaosu w okolicy oraz globalnej gospodarce koniec końców pozwoliła mu przetrwać poprzez wywarcie presji na władze USA. Jednak atakując na masową skalę państwa arabskie Zatoki Perskiej, większą nawet niż sam Izrael, Iran zniszczył ich jakąkolwiek dobrą wolę wobec siebie. Owszem, od rewolucji islamskiej ich relacje były bardzo złe albo w najlepszym wypadku skomplikowane. Jednak ostatnich kilka lat trwała powolna normalizacja. Na przykład w 2023 roku Iran i Arabia Saudyjska wznowiły wzajemne relacje na mocy umowy wynegocjowanej z dużym udziałem Chin. Teraz Iran na nowo rozniecił wrogość swoich południowych sąsiadów, którzy dysponują znacznymi pieniędzmi oraz możliwościami.
Cele USA i Izraela
W tym przypadku trudno o jednoznacznie stwierdzenie, co było celem tej wojny. Deklaracje na ten temat ze strony Donalda Trumpa i członków jego administracji zmieniały się jak w kalejdoskopie w zależności od tego, które wydawały się realistyczne do osiągnięcia, tak aby nie musieć się tłumaczyć z tych, których osiągnąć się nie udało. W miarę rozwoju sytuacji tworzono elastyczne cele wojenne.
Można być jednak niemal pewnym, że początkowym najbardziej ambitnym celem była zmiana władz w Iranie, obalenie reżimu ajatollahów i zastąpienie go czymś, z czym będzie można się lepiej układać. Po to pierwsze uderzenie wymierzono w naradę przywództwa, a potem sam Trump nawoływał do nieokreślonej opozycji, aby „przejęła władzę, kiedy skończymy”. To ewidentnie się nie udało. Reżim jest na miejscu i jest jeszcze bardziej wrogi wobec USA oraz Izraela. Choć osłabiony za sprawą strat, jakie poniosło wojsko, aparat bezpieczeństwa i gospodarka kraju, nadal trwa. Ludność Iranu wciąż nie ma wielu powodów, aby go kochać, a dramatyczna sytuacja gospodarcza sprzed wojny teraz będzie jeszcze gorsza.
Drugim celem musiał być program jądrowy Iranu. W odpowiedzi na presję polityczną w kraju administracja Trumpa usilnie przekonywała, że wojnę trzeba było wszcząć, bo istniało „rychłe zagrożenie atomowe” ze strony Irańczyków. To miało dać prezydentowi możliwość odpowiedzi zbrojnej bez pytania o aprobatę Kongresu. W efekcie nalotów irański program jądrowy na pewno poniósł dotkliwe straty i został cofnięty o lata. I to po raz drugi, ponieważ po nalotach w czerwcu 2025 roku Biały Dom przekonywał, że program został „całkowicie zniszczony”. Irańskie zapasy wzbogaconego uranu, kluczowej kości niezgody i najcenniejszego elementu całej układanki, pozostały jednak w Iranie. W wyniku kolejnych amerykańsko/izraelskich nalotów zagrzebane są prawdopodobnie w tunelach kompleksów Fordow, Natanz i Isfahan. Można je teraz odkopać, o ile nie zostały wcześniej, przed atakami, przeniesione w inne miejsca.. Amerykanie i Irańczycy w pierwszych twierdzeniach na temat warunków zawieszenia broni przedstawiają diametralnie rozbieżne opinie w sprawie tego, co od teraz będzie Iranowi wolno, a czego nie w kontekście atomu. Według Teheranu uznane zostanie jego prawo do wzbogacania uranu. Według Amerykanów wręcz przeciwnie. I trudno sobie wyobrazić, żeby Izrael czy USA zgodziły się na to pierwsze.
Jako kolejny cel Amerykanie przedstawiali zniszczenie irańskiego programu rakietowego i dronowego, a co za tym idzie, uniemożliwienie mu skutecznego wywierania militarnej presji na region. Tu też sukces jest częściowy. Na pewno straty Irańczyków były duże. Na podstawie deklaracji i nagrań wojsk USA oraz Izraela zniszczono setki wyrzutni rakiet, liczne podziemne składy rakiet i dronów, oraz jeszcze liczniejsze zakłady ich produkcji. Jednak pomimo tego, Iran do końca konfliktu utrzymywał względnie stabilne tempo ataków na cele w regionie. Od początku drugiego tygodnia wojny było to po 20-50 rakiet i 40-115 dronów dziennie, bez wyraźnej tendencji wzrostowej lub spadkowej. USA i Izraelowi nie udało się więc w ciągu miesiąca całkowicie zniszczyć irańskiego arsenału odwetowego, choć na pewno jest on poważnie osłabiony. Jego odbudowa najpewniej będzie teraz priorytetem Irańczyków i to osiągalnym, bo używane przez nich rakiety oraz drony są względnie proste.
Kolejne cele, deklarowane w drugiej połowie wojny przez sekretarza stanu USA Marco Rubio, odnosiły się do zniszczenia irańskiego lotnictwa oraz floty. I tutaj Amerykanie mogą ogłosić największy sukces, choć był on właściwie pewny od pierwszego wystrzału i nie ma większego znaczenia. Irańskie wojsko regularne było skazane na porażkę i już poważnie osłabione po nalotach w czerwcu 2025 roku. Teraz Iran faktycznie nie ma już sił powietrznych, podobnie jak floty, a system obrony przeciwlotniczej został zredukowany do szczątkowej postaci. Odbudowa będzie znacznie trudniejsza niż arsenału rakiet i dronów, bo irański przemysł zbrojeniowy był słaby, a po miesiącu nalotów najpewniej jest w stanie zawałowym.
Kolejnym celem Amerykanów, choć już dodanym w trakcie wojny, było otwarcie cieśniny Ormuz. Wielokrotnie dawał temu wyraz sam Trump, w ostatniej fazie używając przekleństw i bardzo emocjonalnego języka. I to się Amerykanom nie udało. Mogą to osiągnąć jedynie w ramach zawieszenia broni. To jedno z największych zaskoczeń tej wojny. Mimo że Iran takim ruchem groził od dekad, Amerykanie ruszyli do walki jakby przekonani, że blokady cieśniny nie będzie. Nie poczyniono żadnych zauważalnych przygotowań, aby temu zapobiec. Podczas samej wojny nie było próby siłowego przebicia blokady ani się do tego na poważnie nie szykowano. Potencjał największego mocarstwa morskiego okazał się bardzo ograniczony na wodach Zatoki Perskiej.
Po co to było?
W ostatecznym rozrachunku Irański reżim przetrwał i jest najpewniej jeszcze bardziej twardogłowy, niż był. Ze starcia wyszedł jednak na wiele sposobów osłabiony, tak samo, jak państwo, którym rządzi. Jego pozycja pozostaje bardzo trudna, bo satysfakcja z przetrwania i pokazania władzy nad cieśniną Ormuz będzie najpewniej krótkotrwała. Zapaść gospodarcza kraju, wysokie koszty odbudowy, zdewastowane siły zbrojne i jeszcze bardziej wrogie sąsiedztwo – to pozostanie na dłużej.
Amerykanie jednak też nie mają czym szczególnie się chwalić. Owszem, spowodowali rozległe zniszczenia praktycznie bez istotnych strat, jednak nie zmienili fundamentalnie sytuacji. Iran pozostaje im wrogi, ze szczątkowym programem atomowym i siłami rakietowymi oraz dronowymi. Do tego pokazał zdolność do kontroli strategicznej cieśniny. Wszystko za cenę ogromnego zużycia amunicji precyzyjnej, które trzeba będzie uzupełniać latami, płacąc dziesiątki miliardów dolarów. Dodatkowo ich działania wywołały globalny chaos gospodarczy, poważnie podważyły wiarę w zdolność do zapewnienia bezpieczeństwa swoim arabskim sojusznikom i ponownie nadwyrężyły relację z wieloma sojusznikami z Europy oraz Azji.
Na tym tle Izrael zyskał tyle, że jego kluczowy przeciwnik został znacząco osłabiony. Jednak nie został pokonany. Izraelczycy zyskali też właściwie wolną rękę, jeśli chodzi o niszczenie proirańskiego Hezbollahu w Libanie, choć tą praktycznie mieli jeszcze przed wojną. Ponieśli jednak też znaczące koszty finansowe zmasowanych nalotów.











