Nie ma ostrych żuwaczek godnych drapieżnika, bo też nim nie jest. Oleica krówka żywi się głównie materią roślinną, aczkolwiek nie przez całe życie. To owad o dość ciekawym i nietypowym cyklu życiowym.
Larwy oleicy krówki pasożytują na pszczołach
Z jaj tego chrząszcza klują się bowiem larwy pierwszego stadium rozwoju, które nazywane są trójpazurkowcami. Larwy te czatują na kwiatach na nadlatujące pszczoły, ale też nie wszystkie, ale określone ich gatunki, np. lepiarki.
Przyczepiają się do nich i podróżują do uli i barci, gdzie żerują na pszczelich zapasach. Najpierw zjadają jaja żywicielek i jako larwa drugiego stadium rozwoju (pędrak) żerują na pyłku i miodzie. Kiedy przejdą te stadia, przekształcają się jeszcze w trzy dodatkowe formy od pseudopoczwarki do poczwarki i owada dorosłego.
Beczkowaty chrząszcz w czarnym kolorze – jak wspomnieliśmy – nie ma drapieżnych żuwaczek, ale dysponuje inną bronią. Chrząszcz ma bowiem w ciele truciznę. To kantarydyna, jeden z terpenów, którego działanie u tego owada jest sprawą dość zagadkową.
Wygląda bowiem na to, że nie ma on wpływu na tych, którzy chcieliby się małą krówką posilić, niekiedy wręcz przeciwnie – z pomocą kantarydyny wykrywają oni zdobycz. Natomiast związek ma pewne znaczenie w rytuałach godowych chrząszczy, co może tłumaczyć, dlaczego wydzielają go jedynie samce (oleista ciecz ścieka im po odnóżach). Samice dostają kantarydynę podczas kopulacji i przekazują potomstwu.
To trucizna, która może podziałać drażniąco na ludzi. Niegdyś wykorzystywano ją w medycynie oraz obrzędach miłosnych.
Jeden chrząszcz nie wyprodukuje jej na tyle dużo, by mogła poważnie zaszkodzić człowiekowi, ale alergicy powinni uważać. Kantarydyna oleicy krówki może podrażnić skórę. Szczególnie wtedy, gdy potrzemy substancją oczy albo nos.

Ludzie boją się oleicy. Zupełnie bez powodu
Oleica krówka jest chrząszczem toksycznym, ale bez przesady. Trzeba znać umiar. W 2021 r. wybuchła afera, która zaczęła się od zaledwie jednego zdania opublikowanego przez Nadleśnictwo Dojlidy.
Leśnicy napisali w nawiązaniu do oleicy o „kropelce trucizny, która może zabić”. To jednak tylko teoria, ale to wystarczyło, by ludzi wystraszyć.
Doszedł do tego dziwaczny wygląd tego chrząszcza i tak oto mieliśmy w sezonie ogórkowym sporo ostrzeżeń przed „groźnym chrząszczem”.
A wygląda on rzeczywiście przedziwnie, bowiem tak beczkowatego ciała nie ma żaden polski chrząszcz. Oleica krówka jest jak mały, czarny (chociaż lśniący), napuchnięty czołg mozolnie przemieszczający się wśród traw.
Szukają tam swoich przysmaków, takich jak koniczyna, buraki czy mniszki, a nawet liście ziemniaków. W pobliżu pół buraczanych czy ziemniaczanych powinniśmy znaleźć te owady bez trudu.

Akurat kwiecień jest momentem, gdy mamy wysyp tych chrząszczy. Wyłaniają się z kryjówek wraz ze wzrastająca temperaturą. Przezimowały już jako dorosłe imago i teraz jest czas, gdy sporo tych małych czołgów możemy dostrzec w ogródku. Przemierzają teren, by poszukać partnera i odbyć gody, po których samica złoży nawet 10 tysięcy jaj.
Poza oleica krówką mamy w Polsce jeszcze pięć gatunków oleic. Jedną z nich jest oleica pstra, dość rzadka i o ciele pokrytym jaskrawymi plamami. Jest także oleica fioletowa o bardziej niebieskawym zabarwieniu i szczuplejsza, mniej beczkowata niż krówka. One także pasożytują w pszczelich gniazdach i również mają w ciele nieduże dawki trucizny.