Komentując postanowienia rady, premier Orban oświadczył w zamieszczonym w sieci nagraniu, że „do ochrony i kontroli części gazociągu znajdującej się na terytorium Węgier zostanie skierowane wojsko”. – Doszło do akcji sabotażu gazociągu TurkStream w serbskiej Wojwodinie (północnej prowincji kraju). Szczęśliwie nikt nie został ranny, a dostawy działają bez przeszkód – powiedział Orban.
Orban wysyła wojsko do ochrony gazociągu
– Europa mierzy się obecnie z kryzysem energetycznym bez precedensu. Kraje europejskie potrzebują i będą potrzebować jeszcze więcej rosyjskich dostaw surowców energetycznych – zaznaczył węgierski premier i dodał, że gazociąg, w pobliżu którego doszło do incydentu, pokrywa 60 proc. węgierskiego zapotrzebowania na gaz.
Orban oskarżył w nagraniu Ukrainę o wieloletnie próby „odcięcia Europy od rosyjskich dostaw surowców energetycznych”. – Ukraińskie plany są zagrożeniem dla Węgier – stwierdził premier.
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto, cytowany przez rzecznika rządu w Budapeszcie Zoltana Kovacsa, określił niedzielny incydent „atakiem terrorystycznym”, który „wpisuje się w serię ukraińskich ataków w ostatnich tygodniach”. Dodał, że węgierscy żołnierze będą rozmieszczeni na całej długości gazociągu, od granicy z Serbią po granicę ze Słowacją. Rzecznik węgierskiego rządu poinformował także, że Szijjarto konsultował się w sprawie z serbskimi, tureckimi i rosyjskimi urzędnikami ds. energetyki.
Ukraina zaprzecza udziałowi w incydencie
„Kategorycznie odrzucamy próby fałszywego powiązania Ukrainy z incydentem dotyczącym materiałów wybuchowych znalezionych w pobliżu rurociągu TurkStream w Serbii” – napisał Tychyj.
Rzecznik MSZ podkreślił, że Ukraina nie ma z tym zdarzeniem nic wspólnego. „Najprawdopodobniej jest to rosyjska operacja pod fałszywą flagą, stanowiąca część intensywnej ingerencji Moskwy w wybory na Węgrzech” – zaznaczył.
Wcześniej w niedzielę (5 kwietnia) prezydent Serbii Aleksandar Vuczić ogłosił, że na północy kraju – przy gazociągu dostarczającym rosyjski surowiec na Węgry – odkryto ładunek wybuchowy „o dużej sile rażenia”, który mógł „zagrozić dużej liczbie osób i spowodować poważne zakłócenia w dostawach gazu”.
Vuczić poinformował o sprawie premiera Węgier Viktora Orbana, który zwołał na niedzielne popołudnie nadzwyczajną radę obrony Węgier. „Śledztwo trwa” – zaznaczył Orban.
Materiały wybuchowe przy gazociągu w Serbii
Gazociąg jest częścią systemu rurociągów Balkan Stream, którym rosyjski gaz ziemny przesyłany jest przez Turcję, Bułgarię i Serbię na Węgry. W lutym br. Orban nakazał wzmocnienie bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej po wielokrotnym oskarżeniu Ukrainy o to, że dąży do zakłócenia dostaw surowców energetycznych na Węgry.
Do incydentu doszło na tydzień przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. Główna partia opozycyjna tego kraju, TISZA, wyprzedza Fidesz Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median uzyskała poparcie na poziomie 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz – 35 proc. Środowe badanie ośrodka 21 Research Center wykazało, że TISZA cieszy się poparciem 56 proc. zdecydowanych wyborców, a ugrupowanie Orbana – 37 proc.
Lider Tiszy Peter Magyar zasugerował, że incydent mógł być rządową operacją pod fałszywą flagą. „Węgrzy mają wszelkie powody, by obawiać się, że ustępujący premier, kierując się radami rosyjskich agentów, próbuje zasiać strach w swoim społeczeństwie poprzez operacje pod fałszywą flagą” – ocenił w poście na X.
Czytaj także: Węgry na chwilę przed wyborami. „Jeśli buntownicy wyjadą, możesz rządzić tak, jak chcesz”. Tekst Róży Rzeplińskiej na Wyborcza.pl.
Z Budapesztu Jakub Bawołek (PAP)
Redagowała Kamila Cieślik












