
-
Koszty adaptacji do zmian klimatu i spadająca opłacalność inwestycji w paliwa kopalne zmieniają kalkulacje rządów, banków i funduszy.
-
Technologie odnawialne, takie jak fotowoltaika i energetyka wiatrowa, stają się coraz tańsze i wypierają paliwa kopalne, niezależnie od działań politycznych, w tym polityki Donalda Trumpa.
-
Nowe inwestycje i przewaga przemysłowa przesuwają centrum energetyczne świata w stronę technologii elektrycznych, a globalne inwestycje w czystą energię już przewyższają te związane z ropą, gazem i węglem.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Świat wchodzi w 2026 r. z kolejną serią sygnałów ostrzegawczych. Ostatnie lata były rekordowo ciepłe, a skutki ocieplenia coraz częściej przekładają się na realne koszty gospodarcze i polityczne: od długotrwałych susz, przez fale upałów, po niszczące powodzie i zakłócenia w rolnictwie oraz energetyce. Granica 1,5°C wzrostu średniej temperatury globalnej, przez lata traktowana jako abstrakcyjny punkt odniesienia, zaczyna być postrzegana jako realny próg ryzyka dla stabilności gospodarek.
Coraz wyraźniej widać, że presja klimatyczna i presja ekonomiczna zaczynają działać w tym samym kierunku. Z jednej strony rosną koszty adaptacji do ekstremalnych zjawisk pogodowych, z drugiej – maleje opłacalność długoterminowych inwestycji w infrastrukturę opartą na paliwach kopalnych, która musi się zwrócić przez dekady. To zmienia kalkulacje nie tylko rządów, lecz także banków, funduszy i ubezpieczycieli.
Równolegle przyspiesza tempo wymiany technologicznej. Fotowoltaika, energetyka wiatrowa, magazyny energii i elektryfikacja transportu w wielu zastosowaniach osiągnęły już konkurencyjność kosztową wobec paliw kopalnych. Tam, gdzie nowe technologie są tańsze lub bardziej przewidywalne, polityka zaczyna gonić rynek – nawet jeśli robi to z opóźnieniem.
Trump kontra trend, czyli polityka na wstecznym
W tym krajobrazie Donald Trump ponownie próbuje wystąpić w roli hamulcowego transformacji energetycznej. Wsparcie dla sektora ropy i gazu, osłabianie regulacji środowiskowych oraz wykorzystywanie paliw kopalnych jako narzędzia polityki zagranicznej wpisują się w strategię obrony starego modelu. Ropa i gaz mają w niej być fundamentem amerykańskiej siły gospodarczej i geopolitycznej.
Problem polega na tym, że w energetyce „hamowanie” ma swoje granice. Można zmieniać bodźce podatkowe, przesuwać inwestycje publiczne i opóźniać projekty, ale znacznie trudniej odwrócić wieloletni spadek kosztów technologii, które są produkowane masowo na globalny rynek. Polityka jednego państwa może spowolnić transformację lokalnie, lecz nie jest w stanie zatrzymać trendu, który napędza skala produkcji i globalny popyt.
Widać to także w zachowaniu samych koncernów naftowych. Coraz częściej deklarują one ostrożność wobec nowych, kapitałochłonnych projektów wydobywczych, zwłaszcza w krajach o niestabilnych instytucjach lub wysokim ryzyku politycznym. Amerykański Exxon odmówił niedawno zainwestowania w wydobycie ropy w Wenezueli uznając, że po prostu się mu to nie opłaca. Inwestycje, które miałyby się zwracać przez 20-30 lat, stają się trudne do uzasadnienia w świecie, w którym popyt na ropę może osiągnąć szczyt znacznie wcześniej.
W efekcie nawet w obrębie sektora paliw kopalnych rośnie napięcie między krótkoterminowym zyskiem a długoterminową niepewnością. Odbudowa wydobycia w trudnych regionach świata zakłada, że ropa i gaz będą potrzebne w obecnej skali przez dekady. Tymczasem rynek coraz częściej sygnalizuje nadpodaż, a elektryfikacja transportu zaczyna podkopywać fundamenty popytu na paliwa płynne.
Nowa mapa potęgi: „elektropaństwa” i surowce XXI wieku
Równolegle kształtuje się nowa mapa geopolityczna energetyki. Chiny zbudowały dominującą pozycję w łańcuchach dostaw dla fotowoltaiki, energetyki wiatrowej, baterii i samochodów elektrycznych. Ich przewaga nie opiera się na jednym surowcu, lecz na skali produkcji, integracji przemysłu i kontroli kluczowych etapów przetwarzania.
To przesunięcie oznacza zmianę logiki globalnej rywalizacji. Jeśli w XX wieku o wpływach decydowały złoża ropy i gazu oraz szlaki ich transportu, to w XXI wieku coraz większe znaczenie mają zdolności produkcyjne, dostęp do metali potrzebnych do elektryfikacji oraz stabilność systemów energetycznych opartych na OZE.
-
Postrzałki i zmarznięte ptaki. Dzikich pacjentów w zimie przybywa
-
Wielka zmiana dla turystów. Popularna usługa znika z lotnisk
Dla wielu krajów rozwijających się otwiera to nową ścieżkę rozwoju. Elektryfikacja oparta na odnawialnych źródłach pozwala ominąć kosztowny etap budowy drogiej infrastruktury paliwowej i ograniczyć zależność od importu ropy czy gazu. W praktyce oznacza to, że transformacja energetyczna przestaje być wyłącznie projektem bogatych gospodarek. Pierwszym na świecie krajem, który zakazał importu samochodów spalinowych stała się w 2024 r… Etiopia, która jednocześnie wybudowała na Nilu jedną z największych hydroelektrowni świata, która ma zapewnić niemal 100 proc. zapotrzebowania na prąd kraju nawet po całkowitej elektryfikacji transportu.
Nie bez znaczenia są też przepływy kapitału. Globalne inwestycje w czyste technologie energetyczne już dziś przewyższają nakłady na węgiel, ropę i gaz, a różnica ta systematycznie rośnie. Nowe moce wytwórcze, fabryki i sieci coraz częściej projektowane są z myślą o elektrycznym, a nie paliwowym modelu gospodarki.
COP, koalicje chętnych i pytanie o „miękkie lądowanie”
Polityczny spór o przyszłość paliw kopalnych toczy się dziś na kilku poziomach. Z jednej strony trwa formalny proces negocjacji klimatycznych, w którym coraz częściej mówi się wprost o odchodzeniu od węgla, ropy i gazu, a nie tylko o redukcji emisji. Z drugiej – pojawiają się inicjatywy państw gotowych działać szybciej, poza powolnym mechanizmem globalnego konsensusu.

To istotne, bo realne wyzwanie nie polega już na uznaniu problemu, lecz na zaplanowaniu samego procesu. Transformacja energetyczna może być stopniową przebudową gospodarki, rozłożoną w czasie i wspartą polityką osłonową, albo serią gwałtownych reakcji na kryzysy klimatyczne, cenowe i społeczne.
Na tym tle strategia „więcej ropy” wygląda coraz bardziej jak próba leczenia strukturalnego problemu doraźnymi środkami. Może ona podtrzymać część sektorów w krótkim okresie, ale nie odpowiada na pytanie, które coraz częściej zadają inwestorzy, przemysł i rządy: gdzie będzie popyt za 10-20 lat i kto będzie kontrolował technologie, które ten popyt obsłużą.
Jeśli więc paliwa kopalne rzeczywiście znalazły się na równi pochyłej, nie dlatego, że ktoś wygrał ideologiczną debatę. Raczej dlatego, że w coraz większej liczbie zastosowań przestają być najtańszą, najbezpieczniejszą i najbardziej przyszłościową opcją.












