-
Papież Leon XIV i spokój (przed burzą?)
-
Już nie C9
-
Kardynałowie „zmłotkowani” tematem
-
Amerykański papież vs. amerykański prezydent
Gdy w maju 2025 roku Robert Prevost wstępował na tron Piotrowy, wielu zastanawiało się, jaki będzie następca Franciszka. Od tego czasu zdążyliśmy nieco poznać „nowego papieża”. Jaki kształt przybiera pontyfikat Leona XIV? Rozmawiamy z dr Pauliną Guzik z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, szefową działu zagranicznego amerykańskiej agencji informacyjnej OSVnews.
Papież Leon XIV i spokój (przed burzą?)
– Papież Leon XIV działa zupełnie inaczej niż Franciszek – wskazuje dr Guzik. – Franciszek był właściwie bożym wariatem, który jak coś wymyślił, to pięć minut później to realizował, niekoniecznie konsultując to z kimkolwiek. Powstały dzięki temu niezliczone ilość dzieł dla biednych, choć Franciszek takim podejściem lubił też odpalać „bomby” na pograniczu zmiany doktryny, której ostatecznie nie ruszył na milimetr. Leon jest inny i mam wrażenie, że za jego pontyfikatu w Watykanie zapanował spokój, co ma dobre i złe strony – mówi Interii.
Jak zauważa, spokój jest potrzebny, „żeby dobrze ocenić grunt”. – Można zakładać, że pontyfikat Roberta Prevosta będzie długi. To stosunkowo młody, sprawny fizycznie papież. Mam wrażenie, że na spokojnie chce podjąć decyzje, z kim chce rządzić. Do tej pory papież Leon XIV nie dokonał zbyt wielu nominacji kardynalskich, czyli rządowych nominacji watykańskich. Można się zastanawiać, kiedy te kluczowe nominacje padną i czy w ogóle będą zmiany – dodaje.
I tu rozmówczyni Interii przypomina, że na przykład na czele Dykasterii Nauki Wiary stoi nominowany przez papieża Franciszka kardynał Victor Manuel Fernandez, którego wybór w 2023 roku wzbudził niemałe kontrowersje. Kard. Fernandez, silnie krytykowany przez środowiska konserwatywne, uważany jest za postępowca, jest autorem deklaracji Fiducia Supplicans, która zezwala na duszpasterskie i nieformalne błogosławieństwa par homoseksualnych. Głośno komentowana była również napisana przez laty przez Fernandeza książka o seksualności. Jak deklarował niedawno duchowny, dziś by takiej pozycji nie napisał.
– Z kolei prefektem Dykasterii Komunikacji jest Paolo Ruffini, człowiek, który publicznie bronił oskarżonego o molestowanie dwudziestu kobiet Marco Rupnika. Minęły już miesiące, a papież Leon XIV nie podjął decyzji, żeby dokonać tu zmiany personalnej – wskazuje dr Guzik.
Do tej pory Leon obsadził jedynie stanowisko, które sam zwolnił, zostając papieżem. Prefektem ds. Biskupów został abp Filippo Iannone OCarm.
Jednocześnie za nami pierwszy zwołany przez Leona nadzwyczajny konsystorz, czyli spotkanie kardynałów.
Ci początkiem stycznia zjechali do Rzymu, by przez dwa dni – jak zapowiadał Watykan – modlić się i „udzielać wsparcia i rad Ojcu Świętemu w wykonywaniu jego odpowiedzialnej misji kierowania Kościołem powszechnym”.
– Styczniowy nadzwyczajny konsystorz pokazuje, że Leon XIV kontynuuję franciszkową misję synodalności, ale robi to w swoim stylu. Pokazuje wszystkim kardynałom: jesteście ważni i będziecie ze mną współrządzić Kościołem. Papież Franciszek działał inaczej. On miał swoich C9, czyli dziewięciu kardynałów z Ameryki Południowej, którym ufał, z którymi współpracował i to oni byli jego doradcami – mówi dr Guzik.
Kardynałowie „zmłotkowani” tematem
Dr Guzik – jako badaczkę zjawiska wykorzystywania seksualnego w Kościele a także autorkę artykułów w tym temacie – pytamy również o to, jak Leon podchodzi do tych kwestii.
– Wydaje się, że jest to dla papieża kwestia ważna, o czym może świadczyć fakt, że pierwszym gremium watykańskim, z jakim spotkał się Leon XIV po wyborze, była papieska komisja ds. ochrony małoletnich – wskazuje dr Guzik.
Wspomniana komisja to organ Kurii Rzymskiej powołany w 2014 roku przez Franciszka w odpowiedzi na kolejne ujawniane przypadki krzywdzenia małoletnich przez duchownych. Na jej czele stoi obecnie abp Thibault Verny, który w 2025 roku zastąpił wieloletniego przewodniczącego Komisji kard. Seana O’Malleya.
Rozmówczyni Interii wskazuje też na drugi sygnał i przywołuje wspomniany już konsystorz.
– Kwestie wykorzystywania seksualnego w Kościele nie były jednym z oficjalnych zagadnień, a papież ni z gruszki, ni z pietruszki w specjalnym apelu zwrócił uwagę, a wręcz „zmłotkował” kardynałów tym tematem, mówiąc, że to skandal, że biskupi nie spotykają się ze skrzywdzonymi i że prosi, by im to przekazać – mówi.
W tym kontekście dr Guzik przytacza jedno z wydarzeń z początku roku, gdy papież Leon spotkał się z mężczyzną, który w dzieciństwie – jako uczeń jednej z irlandzkich szkół – wraz z bratem został skrzywdzony przez księdza. Historię chłopców, Marka i Davida, opisano w radiowym reportażu Blackrock Boys.
– Jeden z braci, dziś już nieżyjący, opowiada w reportażu o swojej krzywdzie i o tym, że nikt go nigdy za nią nie przeprosił. Dziś jego brat spotyka się z papieżem. Ze spotkania wychodzi oszołomiony, poruszony i trzymając zdjęcie zmarłego brata, mówi, że przeprosiny od Leona XIV otrzymał. To pokazuje bardzo ludzkie podejście papieża – takie, które wskazuje, że jako lider Kościoła bierze za te krzywdy instytucjonalną odpowiedzialność. Wielu biskupom na świecie takie pojmowanie przywództwa nie mieści się w głowie, i papież Amerykanin swoim przykładem pokazuje im drogę reformy tegoż przywództwa, i nawrócenia na skrzywdzonych – komentuje nasza rozmówczyni.
Zdaniem dr Guzik w ostatnich latach w kwestii ochrony małoletnich na szczeblu watykańskim wiele zostało zrobione, jeśli chodzi o legislację. Jednocześnie badaczka zwraca uwagę na aspekt, o którym od lat mówią też osoby skrzywdzone – w prowadzonych przez Watykan sprawach pokrzywdzeni wciąż czekają na status strony (a nie tylko świadka) w sprawach, żeby chociażby mieć dostęp do informacji o swoim procesie.
Amerykański papież vs. amerykański prezydent
Kiedy urodzony w Chicago Robert Prevost został wybrany papieżem, słychać było głosy, że akurat ten Amerykanin w Watykanie nie jest największą radością dla administracji obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
I choć brat Roberta Prevosta, Louis, w wywiadzie dla hiszpańskiego portalu ABC określił się jako konserwatywny zwolennik ruchu MAGA (Make America Great Again), wskazał jasno, że w kwestiach politycznych ma z Robertem różne opinie.
– Myślę, że relacje z Waszyngtonem w oficjalnej warstwie są bardzo poprawne, niekoniecznie bardzo ciepłe, o czym mogą świadczyć dwie sprawy – mówi dr Guzik.
Pierwszą z nich jest stanowisko papieża dotyczące migracji. Podejście amerykańskiej administracji do tej sprawy zdaje się Leona XIV szczególnie uwierać. Papież też nie boi się o tym mówić publicznie.
Przypomnijmy wypowiedź z listopada 2025, gdy w rozmowie z dziennikarzami mówił tak:
„Musimy szukać sposobów, by traktować ludzi humanitarnie, traktować ich z godnością, jaką posiadają. Jeśli ktoś przebywa w Stanach Zjednoczonych nielegalnie, istnieją sposoby, by (ten problem – red.) rozwiązać. Są sądy. Jest system sprawiedliwości”.
Leon podkreślił, że każdy kraj ma prawo decydować, kto, jak i kiedy do niego wjeżdża. „Ale kiedy ludzie żyją dobrym życiem, a wielu z nich przez 10, 15, 20 lat tak żyje, a potem traktuje się ich w sposób, który jest, delikatnie mówiąc, skrajnie niegrzeczny – a niestety, doszło do pewnych aktów przemocy – myślę, że biskupi jasno wyrazili swoje stanowisko” – dodał, odnosząc się do specjalnego orędzia biskupów katolickich USA, w którym ubolewali nam polityką migracyjną Donalda Trumpa.
– W styczniu papież Leon wygłosił programowe przemówienie do dyplomatów, w którym odnosił się do godności człowieka i wspominał w nim także migrantów i kraje, gdzie godność ludzka nie jest respektowana. Nie wymienił Stanów Zjednoczonych z nazwy, ale myślę, że miał na myśli także swój kraj – mówi Paulina Guzik.
Druga wskazana przez nią sprawa to decyzja, że w 2026 roku papież Leon nie przyjedzie do USA. – Myślę, że to jest mocny polityczny sygnał wysłany do administracji Trumpa – ocenia rozmówczyni Interii.
W 2026 roku w USA odbędą się tzw. wybory śródokresowe. Amerykanie wybiorą wszystkich członków Izby Reprezentantów oraz jedną trzecią Senatu. Głosowanie to de facto stanie się formą referendum nad drugą kadencją administracji Donalda Trumpa, z możliwością powstania rządu podzielonego, jeśli demokraci odzyskają większość w Izbie.
– To jasny znak, że papież nie chce brać udziału w kampanii wyborczej. Były wielkie nadzieje Amerykanów, że Leon przyjedzie beatyfikować słynnego telewizyjnego arcybiskupa Fultona Sheena w tym roku, że być może wygłosi przemowę podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrześniu, ale Watykan powiedział, że pielgrzymki do Stanów w 2026 roku nie będzie. Jednocześnie papież wybiera się do Peru, a ma też peruwiańskie obywatelstwo – choć pielgrzymka ta nie jest jeszcze potwierdzona, to nie jest także „zaprzeczona.” Tym mocniej widzę w tym geście sygnał formalnej rezerwy – komentuje dr Guzik.
I przytacza pojawiające się w ostatnich dniach w amerykańskich mediach zestawienie.
– Choć nie wiadomo ile w tym faktów, ile opinii, kilka dni temu amerykańscy komentatorzy połączyli symbolicznie dwa wydarzenia – rzekome zaproszenie wystosowane przed JD Vance’a na 250-lecie Stanów Zjednoczonych 4 lipca i faktyczne zobowiązanie na ten dzień papieża – w centralnym dniu obchodów amerykańskiego święta niepodległości, Leon pojedzie na Lampedusę, wyspę-symbol imigranckiego losu, bo to tam migranci przybywają do bram Europy, ginąc często w morskich wodach, gdy toną byle jakie łódki przemytników. Może tą decyzją pokazał, że jednak ten spokojny papież niesie także coś z dziedzictwa Franciszka, bożego wariata? – mówi.












