![Paryż. Słynna dzielnica gnije, biurowce pustoszeją [FILIP SPRINGER] Paryż. Słynna dzielnica gnije, biurowce pustoszeją [FILIP SPRINGER]](https://i.iplsc.com/-/000M945I8SCCOG7N-C461.jpg)
Cykl „13 pięter” Filipa Springera to felietony mieszkaniowe, w których autor – nagradzany pisarz, reporter, fotograf – mierzy się z kryzysem mieszkaniowym w Polsce (i nie tylko). Na łamach Interii opisuje, jak nam się mieszka, w skali mikro i makro, i co można z tym wszystkim zrobić.
La Défense gnije. Słynna paryska dzielnica biznesowa od lat boryka się z odpływem najemców. Szacuje się, że nawet jedna piąta znajdujących się tam biur, zwłaszcza w starszych budynkach, pozostaje pusta.
O dzielnicy mówi się, że istnieje od wtorku do czwartku, bo od czasów pandemii francuskie białe kołnierzyki decydują się na pracę hybrydową. A gdy zostają w domach, po La Défense hula wiatr. Firma, która zdecyduje się tu na dłuższy najem, może liczyć na upusty rzędu 38 proc. Przy kontrakcie na dziewięć lat przez trzy lata korzysta z biur za darmo. Mimo to chętnych ubywa.
Gigantomania i hektary betonu
Realizuje się tu kilka czarnych scenariuszy, przed którymi badacze miast ostrzegali dekady temu. Pierwszy to sięgająca czasów dogmatycznego modernizmu – monofunkcyjność. Jeszcze w latach 50. ta część miasta była chaotycznym archipelagiem małych zakładów i bidonvilles – kwartałów nędzy, gdzie robotnicy i imigranci klecili domy z blachy falistej, bez kanalizacji.
Z wielką miotłą wkroczyła tu dopiero V Republika. A właściwie z linijką, cyrklem i marzeniem o francuskim Manhattanie. W 1958 roku powołano EPAD (Publiczny Zakład Zagospodarowania La Défense) podległy rządowi centralnemu. Jego urzędnicy mieli uprawnienia jak z marzeń – mogli przejąć każdy teren, wyburzyć każdą fabrykę i przesiedlić każde osiedle, jeśli stało na drodze „wielkiego planu”.
Plan był prosty w swej gigantomanii. Pierwsza dzielnica biznesowa Francji miała wyrosnąć w powietrzu. Inżynierowie EPAD postanowili poprawić naturę i stworzyli „sztuczny grunt”. Wylali hektary betonu – słynną płytę dalle – by ukryć samochody, pociągi i brud pod ziemią, a ludziom dać sterylny deptak zawieszony nad realnym światem. Deweloperom sprzedawali nie „ziemię”, lecz prawa do budowania nad płytą.
Dziś ta płyta sprawia coraz więcej problemów. Latem, w czasie fal upałów, betonowo-szklane La Défense nagrzewa się niemożebnie. Brakuje tu zieleni, a tysiące klimatyzatorów z mozołem wyrzucają na zewnątrz ciepło z nieefektywnych energetycznie budynków. Te najstarsze to architektoniczne zombie – ciasne, duszne, często pełne azbestu. Przyprawiają o ból głowy właścicieli, którzy utopili w nich miliony euro, a musieliby wydać drugie tyle na remont.
Nic dziwnego, że losem dzielnicy najbardziej przejmuje się pięciu głównych właścicieli nieruchomości (m.in. Allianz, Axa, Groupama), posiadających tu 25 proc. aktywów. Co jakiś czas zwołują narady architektów, by debatować o „humanizacji” przestrzeni.
Dziennik „Le Monde” relacjonował ostatnią z nich pod znamiennym tytułem: „Przede wszystkim: nie wywoływać paniki”. Dyskutowano śmiałe wizje, ale bez konkretów finansowych. Tymczasem Roland Cubin z Groupama stawia sprawę jasno: „Musielibyśmy wydawać na to 50 milionów euro rocznie przez 10 lat, czyli od 12 do 14 proc. przychodów dzielnicy”.
Losem La Défense martwi się szczególnie Jean-Christophe Fromantin, wiceprzewodniczący Rady Departamentu Hauts-de-Seine i mer pobliskiego Neuilly-sur-Seine. Zgłasza bombastyczne pomysły ożywienia dzielnicy – od zakopania autostrady po wielką kulturę – ale rękami i nogami wzbrania się przed naturalnym narzędziem rewitalizacji: wprowadzeniem mieszkalnictwa. Formalnie jest za, ale sprzyja głównie akademikom. Inne mieszkania nie wchodzą w grę.
Wszystko dlatego, że Fromantin jest strażnikiem Neuilly. To miejsce symboliczne. Najbogatsze i najbardziej prestiżowe „przedmieście” Paryża (choć formalnie osobne miasto), łączące stolicę z La Défense. Pieniądze przez dekady pomnażane w biurowcach lokowano właśnie tutaj. Dziś metr kwadratowy kosztuje tu średnio 11 tysięcy euro, a ceny domów zaczynają się od 3-4 milionów.
Wynajem jest równie drogi (40 euro za metr). We Francji, by wynająć mieszkanie, trzeba zarabiać trzykrotność czynszu netto. Przy 50-metrowym mieszkaniu w Neuilly oznacza to konieczność zarabiania 6 tysięcy euro miesięcznie. Przy średniej paryskiej pensji (3400 euro) i medianie (2700 euro) widać jak na dłoni, że nawet „średniaków” nie stać tu na wynajem.
Władze Neuilly z Fromantinem na czele robią co mogą, by tak pozostało. Gmina bije rekordy kar za niewywiązywanie się z ustawy SRU, nakazującej samorządom posiadanie 25 proc. mieszkań socjalnych. Celem ustawy jest miks społeczny – by nauczycielka i robotnik mieszkali obok prawnika, lekarza i bankiera. W Neuilly tak się nie dzieje, bo nikt ich tam nie chce. Gmina woli płacić rocznie siedem milionów euro kar, niż się „wymieszać”, a mer Fromantin właśnie zabezpieczył sobie wybór na czwartą kadencję.
Nieśmieszny sequel mało śmiesznej komedii
Piszę o tym, ponieważ wpadłem do króliczej nory, scrollując serwis streamingowy. Trafiłem na francuską komedię „Z willi do celi” (2024). Bohaterem jest Daniel, biznesmen, który zarobił tyle pieniędzy, „że nie mieszczą mu się w bagażniku”. W drodze do sukcesu Danielowi zdarzało się bowiem chadzać na skróty i za to właśnie trafia do więzienia.
Film jest przeciętny, ale kluczowy jest jego oryginalny tytuł: „Neuilly-Poissy„. Dla Francuzów jest on jasny: Neuilly to symbol statusu, Poissy to parszywe więzienie z XIX wieku. Tytuł oznacza więc gwałtowną degradację klasową.
Puentą tej opowieści, a może nawet nieśmiesznym sequelem filmu, jest historia byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Przed karierą krajową przez dwie dekady był merem Neuilly i to on uczynił z gminy bastion bogactwa. Niedawno został skazany w dwóch procesach na więzienie. Jeden z nich dotyczył finansowania kampanii z pieniędzy libijskiego dyktatora Muammara Kadafiego.
Prawnikom Sarkozy’ego udało się dosyć szybko zamienić więzienie na dozór elektroniczny. Były prezydent spędził więc w więzieniu raptem trzy tygodnie, wyszedł w listopadzie ubiegłego roku, a już w grudniu odbyła się premiera jego więziennych wspomnień (skądś to znamy?).
Jeśli książka ta doczeka się ekranizacji, wielce prawdopodobne, że jej polski tytuł będzie brzmiał „Z willi do willi”.











