Najważniejsze punkty wizyty zaplanowano na środę, w Warszawie. Jak przekazał sam Péter Magyar, w stolicy spotka się z najważniejszymi przedstawicielami polskich władz: prezydentem Karolem Nawrockim, premierem Donaldem Tuskiem, marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym oraz marszałkiem Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską.
Zanim jednak dojdzie do rozmów na szczycie, węgierski przywódca będzie we wtorek w Krakowie, gdzie zaplanowano spotkanie z metropolitą krakowskim, kardynałem Grzegorzem Rysiem. W harmonogramie uwzględniono również wizytę w Katedrze na Wawelu.
Jak donosi Radio Kraków, premier złoży tam trzy wieńce: przed pomnikiem św. Jana Pawła II oraz wewnątrz świątyni – przy krzyżu św. Jadwigi i przy grobowcu króla Stefana Batorego. W ten sposób Magyar odda hołd postaciom o fundamentalnym znaczeniu dla polsko-węgierskiego dziedzictwa historycznego.
Warto zaznaczyć, że lider partii TISZA w swoich publicznych wystąpieniach wielokrotnie odwoływał się do spuścizny papieża Polaka. Jego słynne wezwanie „Nie lękajcie się!” stanowiło zresztą jedno z głównych haseł, które towarzyszyło Magyarowi przez całą kampanię wyborczą.
Ze stolicy Małopolski premier Węgier wieczorem uda się pociągiem do Warszawy. Wybór tego środka transportu nie jest przypadkowy. Wśród ministrów towarzyszących szefowi rządu znalazł się bowiem Dávid Vitézy, minister transportu i inwestycji, którego głównym zadaniem ma być uzdrowienie węgierskiej kolei.
Strona węgierska wprost wskazuje na ogromny skok cywilizacyjny polskich kolei, zrealizowany – jak ironicznie ujął to Péter Magyar – „ze złych unijnych funduszy”. Polski sukces, osiągnięty przy wsparciu środków z Brukseli, ma w tej narracji stanowić dowód na to, że podobny scenariusz jest możliwy nad Dunajem.
Kontekst finansowy jest tu kluczowy. Wiceprzewodniczący partii TISZA, Márk Radnai, zapowiedział, że „w ciągu najbliższych kilku tygodni Bruksela odblokuje Węgrom 12 bilionów forintów” (równowartość 33,6 mld euro).
Temat rychłego uruchomienia tych funduszy przewija się w wystąpieniach Magyara od dawna. Zgodnie z zapowiedziami celem jego trzeciej zagranicznej podróży będzie właśnie Bruksela, gdzie ma zostać podpisane porozumienie polityczne otwierające dostęp do zamrożonych pieniędzy.
Péter Magyar w Warszawie. I nie tylko on
Rozbudowany skład węgierskiej delegacji, która przyjechała do Polski, nadaje tej wizycie rangę niemalże konsultacji międzyrządowych – formatu, którego w dwustronnych relacjach nie widziano od lat.
Péterowi Magyarowi, oprócz ministra transportu, towarzyszyć będą: wicepremier i minister spraw zagranicznych Anita Orbán, minister gospodarki i energetyki István Kapitány, minister obrony Romulusz Ruszin-Szendi, minister rolnictwa Szabolcs Bóna, minister kultury Zoltán Tarr oraz doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Péter Tóth.
Tóth, jako szef kampanii wyborczej, był architektem sukcesu Tiszy – i choć odmówił ostatecznie wejścia do rządu w randze ministra, zachował ogromne wpływy, obejmując kluczowe stanowisko doradcze.
Warto odnotować także logistyczny wymiar tej podróży. Z Budapesztu do Krakowa premier udał się samolotem rejsowym z przesiadką w Wiedniu, przy czym świadomie zrezygnował z klasy biznes na rzecz ekonomicznej.
W ten sposób Péter Magyar stara się odciąć od wizerunku polityka pławiącego się w luksusach, chociaż nie ma wątpliwości, że zarzuty dotyczące nadużywania rządowych samolotów nie dotyczyły przecież lotów służbowych.
Po zakończeniu rozmów w Warszawie szef węgierskiego rządu wyruszy do Gdańska na spotkanie z byłym prezydentem Lechem Wałęsą. Następnie wróci do stolicy, skąd – ponownie rejsowym lotem – uda się prosto do Wiednia, a stamtąd wrócić pociągiem do Budapesztu.
Choć jest to wizyta w dużej mierze kurtuazyjna, nie sposób zignorować jej szerszego, politycznego kontekstu. Polska odgrywa kluczową rolę w strategii węgierskich przywódców – wystarczy przypomnieć, że Viktor Orbán w 2010 i 2014 r. kierował swoje pierwsze kroki po wygranych wyborach właśnie do Warszawy.
Władze w Budapeszcie wciąż liczą, że polski rząd wstawi się za nimi nie tylko w kwestii odblokowania unijnych miliardów, ale również w nadchodzących negocjacjach dotyczących nowej perspektywy budżetowej UE. Dla Warszawy to z kolei doskonały moment, aby wyegzekwować od partnera realizację konkretnych oczekiwań.
W tym kontekście kluczowa staje się obecność w delegacji Istvána Kapitányego, ministra gospodarki i energetyki. To od jego resortu zależeć będzie realizacja przedwyborczego postulatu partii TISZA, zakładającego znaczące zmniejszenie uzależnienia od rosyjskich węglowodorów do 2035 r.
Podczas przesłuchań ministerialnych Kapitány zastrzegał wprawdzie, że Węgry nie mogą z dnia na dzień porzucić rosyjskiego gazu i ropy; Polska może jednak odegrać ogromną rolę we wsparciu tej transformacji, co jest zbieżne z interesami zarówno Pałacu Prezydenckiego, jak i Kancelarii Premiera.
Warszawskie spotkania to idealna okazja, by skłonić stronę węgierską do zaprezentowania mierzalnych kroków w kierunku dywersyfikacji dostaw. Budowanie pozycji Polski jako regionalnego hubu energetycznego to fundament naszej racji stanu, a Budapeszt – chociażby ze względów czysto pragmatycznych i politycznych – powinien być zainteresowany pogłębianiem takiej współpracy.
Cztery miliardy do wzięcia
Kolejnym istotnym elementem rozmów będzie mechanizm SAFE, w ramach którego Węgrom przyznano 16,2 mld euro. Jego największym beneficjentem mają być zakłady powiązane z niemieckim koncernem zbrojeniowym Rheinmetall.
W składzie węgierskiej delegacji znajduje się jednak minister obrony Romulusz Ruszin-Szendi, którego warto byłoby przekonać do ulokowania przynajmniej części tych środków w polskim przemyśle zbrojeniowym. Jest to o tyle kluczowe, że gabinet Magyara ostro krytykuje zbrojeniowe decyzje swoich poprzedników.
Chodzi o dwa porozumienia ramowe, zawarte na początku marca – na krótko przed wyborami – przez rząd koalicji Fidesz-KDNP. Umowy podpisane między węgierskim Sztabem Generalnym a spółką 4iG Űr és Védelmi Zrt. (4iG Przestrzeń Kosmiczna i Obrona) opiewają łącznie na ponad 4,06 mld euro i miały obowiązywać do końca 2030 r.
Jest to podmiot zależny od grupy 4iG, którą kieruje Gellért Jászai – przez lata najbliższy współpracownik najbogatszego Węgra i przyjaciela Viktora Orbána z dzieciństwa, Lőrinca Mészárosa.
Partia TISZA uznaje ten kontrakt za niebyły. Premier publicznie wezwał oligarchów powiązanych z poprzednią władzą, aby „uznali umowę za nieistniejącą„, zapowiadając jednocześnie pełne śledztwo w tej sprawie. Dla polskiego rządu oznacza to jedno: 4 mld euro ze wstrzymanych węgierskich zamówień stanowią pulę, którą można na nowo zagospodarować.
Péter Magyar w Polsce. Szansa na nowe otwarcie
Szefowa węgierskiej dyplomacji, wicepremier Anita Orbán, podczas rozmów ze swoim polskim odpowiednikiem, Radosławem Sikorskim, poruszy najpewniej dwa kluczowe tematy.
Po pierwsze, oczekiwana jest jasna deklaracja, czy Węgry wycofają weto blokujące Polsce rekompensatę za pomoc militarną dla Ukrainy w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF). Z punktu widzenia nowego otwarcia wydaje się to krokiem w pełni naturalnym.
Po drugie, dyskusja obejmie kwestię obsady stanowisk ambasadorskich. Decyzją wicepremier w poniedziałek wezwano do Budapesztu dotychczasowego ambasadora Węgier w Polsce, Istvána Ijgyártó. We wpisie w mediach społecznościowych minister poinformowała, że ma to związek z początkiem „nowej ery w stosunkach dwustronnych”.
Warto przy tym przypomnieć, że Polska nie ma swojego ambasadora nad Dunajem od grudnia 2023 r. Niezmiernie ważne jest zatem, aby na czele placówek w Warszawie i Budapeszcie stanęli dyplomaci, którzy poza pełnieniem funkcji reprezentacyjnych będą dysponować silnym mandatem politycznym, wykonując codzienną pracę na rzecz realnego zbliżenia obu państw. Gestem przyjaznym byłoby natomiast nominowanie osób doskonale znających tak Polskę, jak i Węgry, również w zakresie języka czy kultury.
To doskonały moment, aby relacje polsko-węgierskie oprzeć wreszcie na faktycznej współpracy politycznej i gospodarczej, która przyniesie wymierne korzyści obu stronom. Nadszedł czas, by wyjść poza dyplomację opartą głównie na symbolicznych gestach. Historia dowodzi, że Budapeszt osiągał znacznie więcej, gdy wektory polityki węgierskiej i polskiej były ze sobą zbieżne.
Strategiczny sojusz z większym partnerem z Północy po prostu się Węgrom opłaca. W politycznym pragmatyzmie obowiązuje jednak żelazna zasada wzajemności – Polska również musi przy tej okazji skutecznie zrealizować swoje interesy nad Dunajem.













