Umowę podpisano w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 (WZL2), które należą do PGZ. Dotychczas firma specjalizowała się w remontach i modernizacjach samolotów poradzieckich oraz w ograniczonym stopniu nowszych maszyn zachodnich. Teraz ma wejść w masową produkcję rakiet manewrujących opracowanych w USA. Choć według komunikatu prasowego, początkowo mowa o montażu, czyli składaniu ich z elementów dostarczonych z zagranicy. Dopiero później polski zakład ma przejść do produkcji.
Umowa została podpisana w obecności premiera Donalda Tuska i wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna.
Polska wersja amerykańskiej rakiety
Początek współpracy PGZ z Anduril nastąpił jeszcze w październiku 2025 roku, kiedy podpisano ogólne porozumienie. Amerykańska firma nie należy do grona klasycznych koncernów zbrojeniowych. Jest stosunkowo młodą firmą założoną w 2017 roku, której twórcy chcą wstrząsnąć rynkiem produkcji broni w USA poprzez bardziej dynamiczne, elastyczne i kreatywne podejście do tematu. Dzięki metodom i wzorcom zaczerpniętym z praktyk Doliny Krzemowej i ogólnie innowacyjnych firm technologicznych. W PGZ Amerykanie znaleźli chętnego partnera do rozwoju produkcji w Europie. Najnowszy komunikat prasowy wskazuje, o co może im zwłaszcza chodzić:
„Na mocy umowy o współpracy, rozwijającej postanowienia porozumienia podpisanego w październiku 2025 roku, wchodząca w skład Grupy PGZ spółka WZL-2 oraz Anduril będą produkować tysiące systemów SLB-500M. W kolejnych etapach projektu PGZ i Anduril będą stopniowo zwiększać udział lokalnych dostawców, włączając coraz więcej polskich i europejskich komponentów. Celem jest stworzenie polskiej wersji Barracudy jako produktu w większości wytwarzanego w Europie i zgodnego z wymogami programu SAFE”.
Amerykanie najwyraźniej mają nadzieję, że lokując znaczną część produkcji w Polsce, uda im się wejść na rynek europejski i zakwalifikować się do finansowania z programów unijnych. Ze strony polskiego wojska nie ma jednak na razie formalnej deklaracji zakupu ani umowy. Wszystko, co jest podpisywane, to umowy przemysłowe. Choć obecność na najnowszym wydarzeniu premiera i szefa MON wskazuje, że zainteresowanie ewidentnie jest.
Na razie głównie folder reklamowy
Barracuda-500M z założenia jest prostą rakietą manewrującą o zasięgu prawie 1000 km, przenoszącą niewielką głowicę rzędu 45 kilogramów. Jej głównymi wyróżnikami ma być łatwość masowej produkcji i względnie niska cena. Nie ma na razie wiarygodnych danych dotyczących tego pierwszego. To twierdzenia Anduril i współpracujących z nią firm. Co do ceny, to też brak oficjalnych konkretów, poza początkowym twierdzeniem firmy, że ma to być mniej niż 200 tysięcy dolarów za sztukę. Przy okazji podpisywania podobnego porozumienia z Tajwanem padła jednak informacja, że jest to raczej około 215 tysięcy dolarów. Wojsko USA na razie nie zdecydowało się na zakup rakiety, choć ma na to szansę w ramach konkursu prowadzonego przez lotnictwo wojskowe.
I koncepcyjnie, i pod względem podstawowych parametrów, Barracuda jest odpowiednikiem irańsko-rosyjskich Szachedów/Gierani. Przy czym najistotniejsza różnica to rodzaj napędu i – co za tym idzie – prędkość. Tamte mają silnik tłokowy i śmigło (około 180 km/h), Barracuda niewielki silnik odrzutowy (800-900 km/h). Tamtą broń przyjęło się więc nazywać dronem, tę amerykańską rakietą. Choć co do zasady są one bardzo podobne. Znacznie wyższa prędkość przelotowa będzie jednak oznaczać, że Barracuda będzie adekwatnie trudniejsza do przechwycenia. Choć równie adekwatnie musi to podnosić jej cenę. Ta dla rosyjskiej broni nie jest oficjalnie znana, ale w podstawowej wersji ma to być rejon 30-50 tysięcy dolarów za sztukę.
Przeznaczeniem Barracudy jest zarzucić przeciwnika trudną do powstrzymania ilością rakiet, zdolnych dość precyzyjnie uderzyć w obiekty daleko za linią frontu. Jednocześnie zmuszając go do inwestowania znacznych środków w powszechny system obrony przeciwlotniczej. Podstawową jej słabością jest jednak niewielka głowica bojowa. 45 kilogramów to 10 razy mniej niż w podobnej formą tradycyjnej rakiecie manewrującej JASSM-ER, która też przeleci blisko 1000 km. Jedna taka kosztuje około miliona dolarów, czyli około 5 razy więcej niż Barracuda. Jakościowo produkt Anduril na pewno ustępuje temu od tradycyjnego koncernu zbrojeniowego Lockheed Martin i nie prezentuje się szczególnie atrakcyjnie, jeśli chodzi o koszt względem ilości ładunku dostarczonego do celu. Choć 45 kilogramów to i tak ilość wystarczająca do powodowania odczuwalnych szkód, co pokazują rosyjskie Gieranie w Ukrainie.
Anduril Industries podkreśla jednak, że fundamentalną przewagą jego produktu jest to, że nadaje się do naprawdę masowej produkcji. Podaje przy tym takie dane, jak czas produkcji jednego pocisku o połowę niższy niż w przypadku porównywalnych rozwiązań, 95 procent mniej potrzebnych narzędzi i 50 procent mniej części. Rakieta ma być na tyle prosta, że nadaje się do montowania w przystosowanych zakładach produkcji AGD lub samochodów. Wspomnianych pocisków rodziny JASSM w 2024 roku miało powstać 720, przy planie zwiększenia produkcji do ponad 1000 sztuk rocznie w niedalekiej przyszłości. Trudno to nazwać małą skalą, choć nie byłoby zaskoczeniem, gdyby znacznie prostsze Barracudy rzeczywiście dało się produkować adekwatnie szybciej.
Podstawowy problem jest jednak taki, że to, co wiemy na temat produktu Anduril Industries to głównie jego materiały reklamowe. Od ujawnienia systemu Barracuda w 2024 roku do dzisiaj nie został on jeszcze formalnie zakupiony i wdrożony do produkcji na rzecz jakiegoś wojska.


