Choć politycy Prawa i Sprawiedliwości regularnie podkreślają potrzebę współpracy całej prawicy, relacje z Konfederacją pozostają napięte. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że obie formacje bardziej rywalizują o ten sam elektorat, niż szukają wspólnej drogi do przejęcia władzy. W rozmowie z Interią poseł PiS Radosław Fogiel przekonywał, że jego ugrupowanie nie prowadzi wojny z Konfederacją. Jednocześnie przyznał, że politycy tej partii regularnie krytykują PiS, zmuszając jego przedstawicieli do odpowiedzi. Słowa Fogiela brzmią jednak buńczucznie i są symboliczne pod względem podejścia partii Jarosława Kaczyńskiego do „Konfy”.
– My moglibyśmy przez całą kadencję nie użyć ani razu słowa „Konfederacja”, bo skupiamy się na byciu opozycją wobec rządu Tuska – stwierdził Fogiel.
PiS niby wyciąga rękę, ale Konfederacja odpowiada chłodno
Ostatnim przykładem napięć był spór o wspólnego kandydata prawicy w wyborach prezydenta Krakowa. PiS liczył na poparcie swojego kandydata przez Konfederację, jednak do porozumienia nie doszło.
Fogiel przekonuje, że jego partia była gotowa do współpracy, ale druga strona nie wykazała zainteresowania. Z perspektywy Konfederacji sytuacja wygląda jednak inaczej. Jej liderzy coraz częściej podkreślają, że nie zamierzają automatycznie wspierać kandydatów PiS ani podporządkowywać się większemu partnerowi.
To istotna zmiana względem wcześniejszych lat, gdy mniejsze ugrupowania prawicowe często kończyły jako polityczne zaplecze partii Jarosława Kaczyńskiego. Konfederacja wyraźnie sygnalizuje, że chce zachować pełną samodzielność.
Spór o przyszłego premiera pokazuje skalę problemu
Jednym z najbardziej wyrazistych punktów spornych pozostaje kwestia ewentualnego premiera po przyszłych wyborach parlamentarnych.
PiS już dziś promuje Przemysława Czarnka jako swojego kandydata na szefa rządu. Tymczasem politycy Konfederacji wielokrotnie dawali do zrozumienia, że nie są entuzjastami scenariusza, w którym premierem ponownie zostaje polityk PiS, a tym bardziej Czarnek.
Fogiel stara się tonować emocje i przekonuje, że o tym, kto będzie premierem, zdecydują wyborcy. Jednocześnie nie ukrywa zdziwienia stanowiskiem Konfederacji.
Skazani na rozmowy po wyborach 2027? Niekoniecznie
Mimo wzajemnych uszczypliwości żadna ze stron nie zamyka definitywnie drzwi do współpracy. Fogiel podkreśla, że rozmowy o ewentualnej koalicji będą możliwe dopiero po wyborach w 2027 roku.
Polityczna matematyka może jednak okazać się dla PiS bezlitosna. Jeśli obecna koalicja rządząca utrzyma wysokie poparcie, PiS i Konfederacja mogą zostać zmuszone do negocjacji. Problem polega na tym, że dziś obie partie wysyłają swoim wyborcom zupełnie różne sygnały. PiS nadal traktuje Konfederację jako naturalnego partnera po prawej stronie sceny politycznej. Konfederacja coraz częściej pokazuje natomiast, że nie zamierza być kolejną „przystawką” większego ugrupowania.












