-
W Chinach pojawiła się praktyka przechowywania prochów zmarłych w pustych mieszkaniach z powodu urbanizacji i wysokich kosztów pogrzebów.
-
W Polsce przewiduje się duży wzrost liczby zgonów w najbliższych latach, ale eksperci podkreślają, że problemy z miejscami na cmentarzach mogą pojawić się dopiero w dalszej przyszłości, głównie w dużych miastach.
-
Złożona została petycja, dotycząca zmiany prawa o pochówku w Polsce, obejmująca postulaty takie jak legalizacja rozsypywania prochów i prawo do pochówku poza cmentarzami. Kościół nie zgadza się na taką praktykę.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Piętra zamiast rzędów, adresy zamiast numerów kwater. W Chinach puste wieżowce zastąpiły tradycyjne mogiły. Szybka urbanizacja i starzenie się społeczeństwa skłoniły Chińczyków do wykorzystywania mieszkań jako miejsc przechowywania prochów bliskich zmarłych. W tamtejszych realiach było to dotychczas wygodniejsze od wykupienia miejsca na cmentarzu.
Według globalnego badania wydatków pogrzebowych z 2020 roku, cytowanego przez „The Guardian”, Chiny zajmują drugie miejsce pod względem wysokości wydatków na pogrzeby na świecie. Wyprzedza je tylko Japonia. Natomiast ceny nieruchomości spadły w tym kraju o 40 proc. między 2021 a 2025 rokiem.
Liczby te sprawiły, że w Chinach zaczęły funkcjonować „mieszkania z popiołu”. Jednak tamtejsze władze właśnie położyły kres tej ponurej praktyce.
Choć może brzmieć to abstrakcyjnie, badania sugerują, że Polska może wkrótce zmierzyć się z podobnym problemem.
Chiński problem w Polsce? Cmentarze niemal zapełnione
Pod koniec 2023 roku w raporcie, przygotowanym przez Unię Metropolii Polskich, stwierdzono że bez zmiany pewnych praktyk, dostępna powierzchnia cmentarzy w dużych ośrodkach miejskich wystarczy na kolejne 8-10 lat.
Według GUS w 2023 i 2024 roku w Polsce odnotowano po około 409 tysięcy zgonów. Szacunki za rok 2025 sugerują, że liczba ta będzie podobna.
– Pierwszy rocznik powojennego wyżu demograficznego właśnie obchodzi 80. urodziny. W związku z tym można się spodziewać, że w ciągu kilku, kilkunastu najbliższych lat liczba zgonów w Polsce będzie wyjątkowo duża – mówi w rozmowie z Interią demograf i gerontolog społeczny, prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego, podkreślając, że nie będzie stać za tym żadna katastrofa, lecz naturalny mechanizm.
Czy oznacza to, że miejsce na cmentarzu stanie się luksusem? W odpowiedzi jest pewne „ale”.
Seniorzy pokochali Mokotów? „Dwudomowość” zaburza statystyki
Profesor zauważa, że rozkład ludności w wieku 80 lat i więcej różni się nieco w naszym kraju w porównaniu do reszty społeczeństwa.
– Ludność w tym przedziale wiekowym jest wyraźnie skoncentrowana na obszarach, które dla reszty populacji są mniej atrakcyjne – zauważa demograf, precyzując, że to głównie peryferyjne obszary wiejskie, na których nie brakuje terenów, spełniających aktualne wymogi pochówku.
Od tej reguły są wyjątki, choć – zdaniem demografa – są one mocno niedoszacowane. Według struktury ludności spory odsetek nestorów żyje np. na warszawskim Mokotowie. Czy oznacza to, że 80-latkowie upodobali sobie korporacyjne zagłębie? Niekoniecznie. Mamy tu raczej do czynienia z „dwudomowością” i wynajmem krótkookresowym, zmniejszającymi liczbę stałych mieszkańców.
W ciągu kilku, kilkunastu najbliższych lat liczba zgonów w Polsce będzie wyjątkowo duża
– Mowa o ludziach, którzy formalnie posiadają mieszkanie, np. w prestiżowej dzielnicy w Warszawie i dom pod miastem – wyjaśnia ekspert. W efekcie dane, dotyczące miejsca życia seniorów są zniekształcone.
Inaczej sytuacja rysuje się np. w Trójmieście, gdzie wysokie w skali kraju ceny nieruchomości faktycznie odstraszają młodych ludzi. – Z Sopotu ludzie uciekają – mówi profesor, co ma odzwierciedlenie w aktualnych danych GUS. Według nich statystyczny mieszkaniec Sopotu jest o 5-6 lat starszy niż przeciętny Polak.
Prof. Szukalski zwraca uwagę, że migracje młodych ludzi były i są czymś naturalnym. – W latach 60. i 70. młodzi uciekali do przemysłu. W latach 90. i 2000 – za granicę. Dzisiaj również wyjeżdżają, najczęściej do „wielkiej piątki”, tj. pięciu spośród sześciu największych, polskich miast – podkreśla.
W praktyce oznacza to, że problemy z miejscem do pochówku faktycznie mogą się pojawić, lecz dopiero w perspektywie lat. – Gdy dzisiejsi 45-latkowie, milenialsi, którzy przybyli do większych miast, zaczną odchodzić – wyjaśnia demograf.
Polacy chcą zmiany prawa o pochówku. Powstała petycja
Choć chiński problem „mieszkań z popiołu” na razie nam nie grozi, nie zmienia to faktu, że Polsce potrzebna jest reforma prawa o pochówku. Powodem nie jest jednak demografia, a przynajmniej nie bezpośrednio. Chodzi o tzw. czynnik kohortowy.
– Zachodzi on m.in. w przypadku, gdy ludzie urodzeni w mniej więcej tym samym czasie, mają bardzo podobne poglądy na pewne sprawy. Jak wspólne, silne przywiązanie 70-80-latków do tradycji, także tych związanych z pochówkiem – wyjaśnia demograf.
Jednocześnie im młodsze generacje, tym większa skłonność do odchodzenia od dotychczasowych schematów. W kwestii pochówku to coraz częstsza decyzja o kremacji, skłanianie się ku innym formom upamiętnienia, jak ogrody pamięci czy próba forsowania prawa do rozsypywania prochów bliskich.
Petycja skierowana w tej sprawie do Senatu ma już rok. Wśród jej postulatów znalazła się wspomniana legalizacja rozsypywania prochów, prawo do pochówku poza cmentarzami – np. na prywatnych działkach i terenach ekologicznych, czy wprowadzenie „cmentarzy leśnych”, czyli praktykowanie wysypywania prochów zmarłych do ziemi, a w ich miejsce – zamiast kamiennego nagrobka – posadzenie drzewa pamięci.
Autorzy petycji uważają, że obowiązujące obecnie prawo jest przestarzałe i nie uwzględnia potrzeb ekologicznych. Jest ono jednak znacznie bliższe prawu kościelnemu, które dla większości osób w Polsce jest tym kluczowym. Pogrzeby świeckie stanowią w naszym kraju zaledwie 2-6 proc. wszystkich pochówków.
– Zachęca się wiernych do stosowania tradycyjnej formy pożegnania zmarłych, czyli pochówku w trumnie – mówi Interii ks. Rafał Główczyński, dodając, że kremacja jest dopuszczalna, ale „z uzasadnionych przyczyn”. – To pojęcie jest bardzo szerokie – przyznaje.
– Gdy do tego dojdzie, prochy powinny być złożone w urnie, w godnym miejscu, z szacunku do osoby zmarłej. Prawo kościelne jasno mówi, że prochy nie powinny być rozsypywane – podkreśla duchowny, twierdząc, że trudno dostrzec powód, dla którego Kościół miałby zmienić w tej kwestii stanowisko.












