-
W ostatnim czasie zaobserwowano rosnący globalny popyt na miedź. Wynika on z rozwoju elektromobilności, sztucznej inteligencji i transformacji energetycznej, co wzmacnia działania polskiego koncernu KGHM w zakresie pozyskiwania nowych złóż.
-
KGHM zamierza w najbliższych latach przeznaczyć znaczną część inwestycji na projekty zagraniczne, jednocześnie optymalizując własne kopalnie i rozwijając nowe aktywa.
-
Chińskie korporacje, wspierane przez państwowe fundusze i systemy ochrony, intensyfikują ekspansję w sektorze miedziowym, co zwiększa konkurencję dla europejskich producentów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
„KGHM rozwija swoją pozycję międzynarodową poprzez poszukiwanie i pozyskiwanie nowych aktywów zagranicznych” – zapisano w ogłoszonej 13 lipca przez zarząd KGHM „Strategii 2055+”. Jedna z kluczowych dla polskiego państwa spółek przekazała, że w ciągu najbliższych czterech lat wyda 32 mld zł na nowe inwestycje. Z czego 20 proc. przeznaczy na projekty zagraniczne.
Zamierza więc optymalizować pracę swoich kopalń: Sierra Gorda w Chile oraz Robinson Mine i Carlota Mine w USA, a także rozpocząć zupełnie nowe projekty i pozyskać kolejne złoża.
Wszyscy chcą mieć miedź
Inwestowanie w zwiększanie wydobycia i przetwarzanie miedzi wydają się obecnie najlepszym pociągnięciem. Wedle raportów International Energy Agency (IEA) globalne zapotrzebowanie na nią w ostatnich pięciu latach wzrosło o ponad 7 proc. i nadal będzie rosło.
Wszystko dlatego, że miedź pozostaje najlepszym przewodnikiem energii elektrycznej, jaki udaje się stosować na masową skalę. Fizycznie lepsze właściwości posiada srebro, lecz jego dostępność i cena skutecznie zniechęcają do używania go w urządzeniach elektrycznych. Tymczasem tych przybywa w oszałamiającym tempie i są one coraz bardziej „miedzio-żerne”.
Statystyczny samochód elektryczny zawiera w sobie 83 kg tego pierwiastka. Turbina wiatrowa o mocy ok. 3 megawatów od 5 do nawet 9 ton. To sprawiło, że w 2025 r. cena miedzi wystrzeliła w górę i kontrakty terminowe na jej dostawy zdrożały aż o 40 proc.
Raport pt. „Copper in the Age of AI: The Challenges of Electrification”, opublikowany przez firmę analityczną S&P Global na początku 2026 r. prognozuje, że ten trend się pogłębi i miedź stanie się towarem deficytowym. Moce wydobywcze kopalń oraz wielkość recyklingu są bowiem za małe w porównaniu z potrzebami nowoczesnego świata.
„Jeśli nie zostaną wprowadzone znaczące zmiany, pogłębiająca się dysproporcja doprowadzi do deficytu podaży wynoszącego 10 milionów ton metrycznych do 2040 roku” – zapisano w raporcie. Dodając, że wówczas globalne zapotrzebowanie na miedź będzie większe aż o 25 proc. od mocy produkcyjnych jej wytwórców.
Sławny znawca rynków surowcowych, a zarazem wiceprezes S&P Global Daniel Yergin w uważa to za poważne zagrożenie:
– Popyt gospodarczy, rozbudowa sieci elektroenergetycznej, wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych, obliczenia oparte na sztucznej inteligencji, przemysł cyfrowy, pojazdy elektryczne i sektor obronny rosną jednocześnie – a podaż nie nadąża za tym tempem – wyjaśnił.
– Stawką jest to, czy miedź pozostanie czynnikiem napędzającym postęp, czy stanie się wąskim gardłem dla wzrostu i innowacji – dodał Yergin.
W takiej sytuacji wydawać się może, że KGHM czekają lata cudownej obfitości, bo cokolwiek wydobędzie i przetworzy, natychmiast sprzeda na pniu i to z ogromną marżą. Niestety jest jeden kłopot, zakłócający ów sielski obrazek. Po złoża miedzi swój marsz rozpoczęły chińskie korporacje. Są zdeterminowane, aby zdominować rynek, a rząd w Pekinie zamierza dać im wszystko, co do tego potrzebne, włącznie z subsydiami i zbrojną ochroną.
Wedle doniesień agencji Bloomberg chińska rządowa agencja gospodarcza NDRC (Narodowa Komisja Rozwoju i Reform) zdecydowała, że państwowa spółka Guangyan International Investment Co. zajmie się koordynowaniem oraz wspieraniem działań koncernów górniczych poza granicami Państwa Środka.
„Guangyan, założona w 2024 roku z kapitałem zakładowym w wysokości 60 mld juanów (8,9 mld dolarów), będzie mogła współinwestować w projekty zagraniczne wraz z chińskimi firmami” – informował Bloomberg. Uzupełniając: „Według bazy danych rejestru Qichacha mało znana firma jest w większości własnością państwowego giganta górnictwa, China Minmetals Corp.”.
Ta niszowa informacja wzbudziła spore zainteresowanie wśród analityków zajmujących się rynkami surowcowymi. Aby to zrozumieć, należy spojrzeć na szerszy kontekst.
Urządzenia zasilane energią elektryczną, poczynając od smartfonów, a na pojazdach i turbinach wiatrowych kończąc, są obecnie kołem zamachowym chińskiego eksportu. Jednocześnie przemysł i energetyka konsumują gigantyczne ilości miedzi. Obecnie ok 55 proc. globalnego popytu na nią generuje Państwo Środka. To oznacza, że każde wahnięcie ceny oraz dostępności tego surowca natychmiast wpływają na gospodarkę Chin.
Tymczasem jak na złość nie posiadają one wystarczająco zasobnych złóż. Obecnie wydobywa się tam ok 8 proc. światowej produkcji miedzi. Nie jest to wielkość imponująca, skoro tylko KGHM dostarcza jej na globalny rynek ok. 2 proc. Wprawdzie władze w Pekinie przekierowują coraz większe środki na recykling, by odzyskiwać maksymalnie dużo cennego metalu ze złomu, lecz w ten sposób nie zapewnią krajowi samowystarczalności.
Tymczasem komunistyczny reżym od lat wręcz obsesyjnie się stara, żeby Państwo Środka uzyskało samowystarczalność, jeśli idzie o wszystkie surowce strategiczne oraz – jeśli to możliwe – zdominowało ich rynki. Przejmując kontrolę na wydobyciem, przetwarzaniem oraz łańcuchem dostaw.
Ta sztuka udała się Pekinowi m.in. w przypadku: pierwiastków ziem rzadkich, grafitu, germanu i galu. Chińskie władze zawczasu dostrzegły potencjał wspominanych surowców. Korporacje z Państwa Środka, hojnie subsydiowane przez rząd, łatwo wyeliminowały konkurentów z innych państw.
W przypadku miedzi chodzi o metal wydobywany od tysiącleci, który już w XIX w. zyskał znaczenie strategiczne. Zatem zdobycie monopolu nie przedstawia się już tak łatwo. Zwłaszcza że w dziesiątce największych, górniczych korporacji świata, zajmujących się wydobyciem miedzi, znajdują się jedynie dwie chińskie: Zijin Mining Group oraz CMOC Group Limited, nieznacznie wyprzedzające zajmujący obecnie 10. miejscu KGHM.
W ostatnich latach w Państwie Środka powstało kilkadziesiąt firm górniczych, specjalizujących się w eksploatacji złóż miedzi. Po czym sześć dużych korporacji wyprawiło się po nią za granicę. Według International Copper Association (ICA) posiadają one obecnie prawie 50 kopalń w Chinach oraz krajach Azji, Afryki, Ameryki Południowej i Europy.
W 2025 r. uzyskano z nich ponad 5,5 mln ton rafinowanej miedzi. Czyli ok 19 proc. jej globalnej produkcji. Jest to bardzo dużo, a jednocześnie o wiele za mało jak na potrzeby i ambicje Pekinu.
Koordynowaniem oraz kredytowaniem operacji podbijania rynku miedzi zajmie się Guangyan International Investment Co., ściśle podległy agencjom rządowym. Być może stając się czymś w rodzaju banku inwestycyjnego, przez który przepłyną do inwestorów państwowe fundusze.
Tymczasem ci nie czekają, tylko ostro wzięli się w ostatnich miesiącach do dzieła. Oto CMOC Group Ltd przeznaczyło miliard dolarów na eksploatację nowych złóż w Demokratycznej Republice Konga. Zaś spółka MMG (będąca częścią państwowego China Minmetals) kupiła za prawie 2 mld USD kopalnię miedzi Khoemacau w Botswanie.
Jednocześnie inwestujące w Afryce chińskie korporacje coraz mocniej dbają o bezpieczeństwo nabytej własności. Do niedawna zapewnianiem go zajmowały się armie afrykańskich państw, w których powstawały nowe kopalnie. Dyplomaci Państwa Środka potrafili skutecznie nakłaniać do tego miejscowe reżymy. Ale nie da się ukryć, że jakość tej ochrony nie cieszy się najlepszą opinią. To jednak się zmienia.
Think tank Atlas Institute for International Affairs w raporcie z listopada 2025 r. donosił, że: „Chiny zbudowały powiązaną z państwem sieć prywatnych firm ochroniarskich w 14 państwach afrykańskich, chroniąc aktywa BRI (Inicjatywy Pasa i Szlaku – przyp. aut.) o wartości ponad 700 miliardów dolarów i przekształcając bezpieczeństwo regionalne”.
W odróżnieniu od rosyjskiej Grupy Wagnera, czy Korpusu Afrykańskiego, dbają one o dyskrecję i nie chcą rzucać się w oczy. Choć ich potencjał jest ogromny. W Państwie Środka trwa bowiem intensywna rozbudowa agencji ochrony i oficjalnie zatrudniają one już ponad 4,3 mln pracowników. Są to głównie byli żołnierze Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej oraz funkcjonariusze Ludowej Policji. Zatem jest kogo oddelegować do pracy w Afryce.
W kopalniach miedzi nadal zewnętrzny pas ochrony tworzą oddziały lokalne, jednak drugi pas bezpieczeństwa przejęli już chińscy „ochroniarze”, którzy doświadczenie zdobywali w armii. Teraz zaś pracują dla firm, które muszą wykonywać rozkazy chińskich władz. Tak krok po kroku rozpędzana i ugruntowywana jest ekspansja, sięgająca także do Europy.
Miedziana ekspansja w Europie
W 2018 r. Zijin Mining przejął w Serbii kompleks górniczo-hutniczy RTB Bor razem z kopalnią miedzi na obrzeżach miasta Bor. Osiem lat później chińską własnością są już pozostałe trzy serbskie kopalnie miedzi. Koncern Zijin Mining skupił więc w swym ręku wszystkie aktywa miedziowe w tym kraju.
Jak wyczytać można na jego stronie internetowej: „Łączne wydobycie w 2025 roku wyniosło 296 tys. ton miedzi i 9,1 tony złota, co utrzymało pozycję Zijin jako drugiego co do wielkości producenta miedzi w Europie”.
Ale wkrótce ma się to zmienić. „W kopalni Čukaru Peki i kopalni miedzi Bor trwają dalsze prace rozbudowujące, których celem jest osiągnięcie całkowitej produkcji miedzi na poziomie 450 tys. ton rocznie. Po osiągnięciu tego celu Zijin ma stać się największym producentem miedzi w Europie” – informuje chińska korporacja.
Zatem ambitne plany KGHM prezentują się dobrze, ale cały kłopot polega na tym, że Chińczycy mają własne i są one po wielokroć ambitniejsze.
Andrzej Krajewski












