„Rosja po raz kolejny prowadzi działania o charakterze prowokacyjnym w pobliżu granic państw NATO, sprawdzając czujność i gotowość systemów obrony Sojuszu” – przekazał szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
W ostatnim czasie polskie myśliwce wielokrotnie były podrywane w związku z aktywnością rosyjskiego lotnictwa w rejonie Morza Bałtyckiego oraz w pobliżu wschodniej flanki NATO.
Każdy taki incydent uruchamia procedury, których celem jest identyfikacja obcych maszyn, kontrolowanie ich trasy oraz niedopuszczenie do naruszenia przestrzeni powietrznej państw Sojuszu.
Rosyjska rakieta nad Polską. F-16 monitorował pocisk Ch-101
Do wtorkowej prowokacji doszło zaledwie kilka dni po tym, jak na Lubelszczyźnie spadła rosyjska rakieta.
Rakieta była monitorowana przez polskie systemy obrony powietrznej. Do jej rozpoznania i ewentualnego przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Według szefa MON zarówno dowódca operacyjny, jak i pilot mieli uprawnienia do podjęcia decyzji o zestrzeleniu pocisku. Wojsko odstąpiło jednak od ataku, ponieważ trajektoria wskazywała, że rakieta spadnie na niezamieszkany teren.
Badania zabezpieczonych fragmentów wykazały, że Ch-101 został wyprodukowany w drugim kwartale 2026 roku w zakładzie położonym niedaleko Moskwy. Prokuratura potwierdziła również, że pocisk był uzbrojony i zawierał znaczną ilość materiału wybuchowego.
Rakietę próbowała wcześniej przechwycić strona ukraińska. Jak przekazał wiceszef MON Cezary Tomczyk, ukraiński pilot ścigał pocisk, jednak około 20 sekund przed polską granicą musiał przerwać pościg. Kontynuowanie działań nad terytorium Polski wymagałoby odpowiednich uzgodnień politycznych i prawnych, a uzbrojony ukraiński samolot mógłby zostać uznany przez polską obronę za zagrożenie.













