Ponad 185 mld zł z Unii Europejskiej i drugie tyle z Narodowego Banku Polskiego. Tak astronomiczną kwotą może w najbliższych latach zostać zasilona polska armia, ale także policja i straż graniczna. Warunek: premier i prezydent muszą porozumieć się w kwestii tego, żeby obie wersje programu SAFE weszły w życie.
SAFE x2. Konkrety dopiero nadejdą
Przypomnijmy: unijny program SAFE zakłada sfinansowane z zaciągniętych przez Unię Europejską niskooprocentowanych pożyczek i zakrojone na ogromną skalę inwestycje w europejską obronność oraz przemysł zbrojeniowy. Polska jest największym beneficjentem tej inicjatywy, ma z niej otrzymać 43,7 mld zł, czyli ponad 186 mld zł (po kursie z 10 marca 2026 roku).
Pieniądze są do zainwestowania w zasadzie od razu, pierwsza transza środków trafiłaby do Polski w marcu. Mowa o 6,6 mld euro, czyli ponad 28,1 mld zł, które wydane miałyby zostać jeszcze w pierwszej połowie tego roku (rządzący najczęściej wspominają termin majowy).
Fundusze z programu SAFE są na tu i teraz, należy je wydać do 2030 roku. Spłata pożyczki potrwa 45 lat, przy czym możliwy jest okres 10-letniej karencji od momentu otrzymania pierwszych pieniędzy.
O złożonej przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego propozycji „polski SAFE 0 proc.” wiemy zdecydowanie mniej. Na wspólnej konferencji prasowej obaj urzędnicy operowali na dużym poziomie ogólności, co wywołało lawinę wątpliwości i spekulacji dotyczących możliwego zaangażowania banku centralnego w finansowanie programu dozbrajania polskiej armii. Wiadomo jednak, że program zakładałby wsparcie polskich sił zbrojnych kwotą zbliżoną do programu unijnego. Glapiński zapewnił, że bank centralny nie zamierza naruszyć swoich rezerw dewizowych ani wyjść poza granice prawne mandatu NBP.
Jak podkreślił prezes NBP, o konkretach nie chce mówić publicznie, ponieważ najpierw planuje przedstawić je szefowi rządu i ministrowi obrony narodowej. Właśnie to jest głównym celem zaplanowanego na godz. 15:00 spotkania w Pałacu Prezydenckim, w którym udział wezmą prezes Glapiński, prezydent Nawrocki, premier Tusk i wicepremier Kosiniak-Kamysz.
Prezes NBP poinformował też opinię publiczną, że szczegóły swojej propozycji przedstawi publicznie po spotkaniu u prezydenta – w środę.
PiS „na musiku”, prezydent w pozycji siły (ale z dylematami)
Dla prezydenta „polski SAFE 0 proc.” to szansa, żeby wyjść cało z nie lada politycznej pułapki, jaką stanowi dla niego unijny program SAFE. Optymalnym rozwiązaniem byłoby zastąpienie inicjatywy unijnej jej polskim odpowiednikiem, ale na to w żadnym wypadku nie zgodzi się strona rządowa. Jednak nawet uruchomienie obu tych programów może złagodzić negatywne skutki polityczno-wizerunkowe dla obozu prezydenckiego.
Po kolei. Podpis prezydenta pod ustawą wprowadzającą unijny program SAFE nie jest konieczny, żeby Polska do tej inicjatywy przystąpiła. Jak opisywaliśmy w Interii, rząd przygotowując się na ewentualność prezydenckiego weta, opracował kilka scenariuszy awaryjnych. Weto jedynie utrudni i opóźni proces inwestycyjny, prawdopodobnie wyłączy z niego niektóre agendy państwa (jak policja czy straż graniczna), ale go nie zatrzyma.
Jeśli możemy mieć prawie 400 mld zł na armię zamiast 200, to chętnie przyjrzymy się propozycji prezydenta
O wielkim sukcesie politycznym, jakiego życzyłoby sobie opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość, nie ma więc mowy. Prezydenckie weto może być dla elektoratu prawicowego zwycięstwem moralnym, ale jego polityczną cenę zapłaciłby wyłącznie prezydent, a nie Nowogrodzka. To zresztą jeden z powodów, dla których PiS od tygodni wywiera na prezydenta ogromną presję w kwestii weta do rządowej ustawy.
Formacja Jarosława Kaczyńskiego nie ryzykuje nic. Jeśli prezydent zawetuje ustawę, ogłoszą sukces (choć bardziej symboliczny niż faktyczny). Jeśli ją podpisze, całą odpowiedzialność zrzucą na niego, samym umywając ręce.

Sytuacja prezydenta jest dużo bardziej zniuansowana. Wraz ze swoimi współpracownikami przedstawił listę zastrzeżeń i wątpliwości do ustawy wprowadzającej program SAFE. Jak utrzymuje Pałac Prezydencki, nie wszystkie zostały uwzględnione w ostatecznym kształcie dokumentu (chociaż kilka z nich się zostało wziętych pod uwagę).
Jednocześnie prezydent jest świadomy nastrojów społecznych – bezpieczeństwo to dzisiaj, wedle badań opinii publicznej, absolutny priorytet Polaków i obszar, w którym oczekują ponadpartyjnej współpracy między wszystkimi partiami i ośrodkami decyzyjnymi. Ten z graczy, który pierwszy się wyłamie, znajdzie się na cenzurowanym. P
rezydent jest też konstytucyjnym zwierzchnikiem sił zbrojnych. A to właśnie wysocy rangą generałowie odpowiadają za liczącą ponad 130 pozycji listę zamówień do programu SAFE. Słowem: unijna inicjatywa to odpowiedź na realne potrzeby polskiego wojska. Weto prezydenta wrzuci go na kurs kolizyjny z wojskowymi.
Dochodzi też aspekt partyjny. Ostry lobbing za wetem ze strony PiS-u sygnalizuje, że podpisanie ustawy mocno nadszarpnie relacje między Nowogrodzką a Pałacem Prezydenckim. Byłaby to pierwsza poważna próba sił między prezydentem a prezesem Kaczyńskim, odkąd ten pierwszy zameldował się na obecnym urzędzie.
Rzecz w tym, że przy obecnych sondażach, a także poważnym zagrożeniu ze strony Konfederacji i braunistów, to PiS jest dzisiaj „na musiku” i potrzebuje prezydenta znacznie bardziej niż prezydent PiS-u. To Karol Nawrocki jest aktualnie jedynym przedstawicielem tego obozu, który ma realną moc sprawczą w polityce. Co więcej, ta sytuacja utrzyma się przynajmniej do jesieni 2027 roku. A niewykluczone, że i dłużej, bo widoki na rządzenie PiS ma dzisiaj słabe.
Podpisując ustawę o SAFE, prezydent więc ryzykuje, ale na pewno nie tyle, ile przy ewentualnym wecie. Co ważne, buduje przy tym swoją pozycję polityczną i swoja agendę. Gdyby jeszcze udało mu się przekonać premiera i szefa MON do skorzystania z oferty NBP, z łatwością zminimalizowałby negatywne skutki podpisania ustawy, pokazując, że on też ma tej sytuacji spory polityczny sukces.
Rząd otwarty na negocjacje. Scenariusz win-win jest na stole
Po stronie rządowej doskonale zdają sobie sprawę z prezydenckich dylematów i kalkulacji, a także z układu sił w obozie PiS-u. W KPRM, podobnie jak w Pałacu Prezydenckim, uważnie patrzą też na nastroje i oczekiwania społeczne. Rządzący również nie chcą być tymi, których wyborcy oskarżą o partyjniactwo i kłótliwość w sytuacji, gdy na szali jest strategiczne bezpieczeństwo Polski.
Nic więc dziwnego, że gdy rozmawialiśmy z prominentnymi politykami z rządu, resortu obrony i większości sejmowej, zupełnie poważnie mówili oni o tym, że sytuacja win-win w przypadku unijnego SAFE i „polskiego SAFE 0 proc.” to dla nich scenariusz jak najbardziej do zaakceptowania.

Cytat z polityka z otoczenia Donalda Tuska: – Jeżeli prezydent Nawrocki potrzebuje jakiegoś politycznego sukcesu, doprowadzenia do sytuacji win-win, to nie ma problemu. My naprawdę nie będziemy skupiać się w tej sprawie na złośliwościach politycznych, tylko na tym, żeby dogadać się w sprawie unijnego SAFE.
W podobnym tonie wypowiada się MON. – Propozycja prezydenta może być uzupełnieniem dla procesu modernizacji armii. Zróbmy SAFE x2. Jeśli możemy mieć prawie 400 mld zł na armię zamiast 200, to chętnie przyjrzymy się propozycji prezydenta. Im więcej możliwości, tym lepiej – tłumaczył nam niedawno wysoki urzędnik tego resortu.
– Ale na razie czekamy na podpis pod SAFE. Armia czeka na te środki. Niech prezydent podpisze SAFE i siadamy do SAFE 2.0 – podkreślił.
Taktyka rządu na spotkanie w Pałacu
Tuż przed spotkaniem z prezydentem i prezesem NBP premier Donald Tusk na otwartej części posiedzenia rządu powiedział dziennikarzom, że rząd nieoficjalnie dowiedział się, jakoby prezydent przygotowywał się do zawetowania ustawy o SAFE. – To byłby niewybaczalny błąd – ocenił premier. Zapowiedział, że otwarcie zapyta o to prezydenta.
Na razie nie można jednak wykluczyć, że „przeciek” o nadchodzącym prezydenckim wecie to po prostu strategia negocjacyjna szefa rządu, której celem jest wywarcie dodatkowej presji na głowę państwa i popchnięcie go w stronę dialogu z rządem.
Mówiąc wprost: ewentualny polityczny sukces Karola Nawrockiego z „polskim SAFE 0 proc.” nie boli rządzących, zwłaszcza że jest szansą na wbicie klina między prezydenta i PiS. Warunki rządzący mają jednak dwa.
Po pierwsze, unijny program SAFE musi wejść w życie i to na mocy uchwalonej w parlamencie ustawy. Dopiero wtedy rząd usiądzie do rozmów nad wdrożeniem „polskiego SAFE 0 proc.”. Drugi warunek to zgodność z prawem i ekonomiczna racjonalność propozycji, której szczegóły premierowi i szefowi MON zaprezentuje prezes NBP.
W otoczeniu premiera propozycję „polskiego SAFE 0 proc.” określono mianem „balonu próbnego” ze strony prezydenta. Ma wybadać nastroje społeczne, odbiór mediów i ekspertów, a także szanse na polityczny kompromis. W Pałacu Prezydenckim strona rządowa na ten balon zamierza powiedzieć: sprawdzam. I pokazać prezydentowi, że ma dwie możliwości: odnieść polityczny sukces i wybić się na niezależność względem partii-matki albo zaryzykować i ponieść całą odpowiedzialność za weto, które jednocześnie zablokuje mu szanse na realizację „polskiego SAFE 0 proc.”.












![Grzegorz Braun a wybory 2027. Prof. Jarosław Flis przewiduje [WYWIAD] Grzegorz Braun a wybory 2027. Prof. Jarosław Flis przewiduje [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/-/000MGJB65GSMRYJS-C461.jpg)