-
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zwrócił uwagę, że przed inwazją na Ukrainę Rosja również zaprzeczała swoim agresywnym zamiarom wobec sąsiadów.
-
Według doniesień The Telegraph i źródeł wywiadowczych z USA oraz państw bałtyckich, możliwe są rosyjskie prowokacje militarne skierowane przeciwko wschodniej flance NATO, w tym Polsce.
-
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow określił te medialne informacje jako straszaki i element zachodniej propagandy, utrzymując narrację, że to państwa zachodnie odpowiadają za eskalację konfliktu.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Brytyjski dziennik „The Telegraph” poinformował w piątek, że „Rosja planuje atak na Polskę, żeby przetestować determinację NATO”. Według gazety, a także źródeł wywiadowczych z USA i państw bałtyckich, Federacja Rosyjska może przygotowywać prowokacje militarne wymierzone w wschodnią flankę NATO. Informacje te wywołały natychmiastową reakcję zarówno w Moskwie, jak i w europejskich stolicach.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, komentując medialne doniesienia o możliwym ataku na Polskę, nie odniósł się bezpośrednio do ich treści, lecz zakwestionował ich wiarygodność. Według niego tego typu informacje są regularnie wykorzystywane w przekazie medialnym państw zachodnich.
Prorosyjska agencja Ria Nowosti, cytując Pieskowa podała, iż stwierdził: – Bardzo dużo publikuje się „straszaków” na temat Federacji Rosyjskiej.
Sikorski: Rosja stosowała podobną narrację przed atakiem na Ukrainę
Do sprawy odniósł się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który podczas spotkania przed Naradą Kierowników Placówek Zagranicznych w poniedziałek przypomniał, że podobne zaprzeczenia pojawiały się przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę.
– Dokładnie to samo mówili w tygodniach przed inwazją na Ukrainę. Przecież kategorycznie zaprzeczali, jakoby mieli jakiekolwiek intencje zaatakowania Ukrainy, tak jak wcześniej zaprzeczali, że „zielone ludziki” na Krymie to ich wojska – mówił Sikorski.
Szef polskiej dyplomacji podkreślił również, że Rosja obecnie nie ma możliwości przeprowadzenia szeroko zakrojonej ofensywy na Zachód, dopóki Ukraina skutecznie się broni. Jednocześnie zaznaczył, że Federacja Rosyjska pozostaje zdolna do działań o charakterze prowokacyjnym.
– Jeśli przedstawiciele władzy rosyjskiej mówią, że tego nie będzie, to mogą albo kłamać, albo mogli odstąpić od zamiarów w świetle naszych ostrzeżeń – dodał minister.
Rosja i NATO w cieniu narastających napięć. Narracja Moskwy
Wcześniejsze wypowiedzi rzecznika Kremla wskazują na zmianę narracji Moskwy wobec konfliktu. Dmitrij Pieskow przyznał w rosyjskiej telewizji, że określenie „specjalna operacja wojskowa” przestało obowiązywać i że „teraz to jest prawdziwa wojna”.
Według niego do eskalacji miało dojść w momencie zaangażowania państw zachodnich, w tym NATO. Pieskow wymienił m.in. Berlin, Paryż, Hagę, Oslo oraz Waszyngton jako ośrodki wspierające Kijów.
W przestrzeni medialnej pojawiły się także inne sygnały dotyczące możliwych rosyjskich działań. Według portalu Onet, powołującego się na źródła, Kreml miałby rozważać militarną prowokację wobec Polski.
Także wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki w programie „Gość Wydarzeń” Polsat News mówił o „niepokojących informacjach” dotyczących rosyjskich przygotowań.
Jednocześnie w narracji Kremla utrzymuje się teza, że to państwa zachodnie odpowiadają za eskalację wojny i wspieranie Ukrainy, a Moskwa w przypadku zagrożenia miałaby jedynie „odpierać działania agresywne”.












