
-
Krakowski urząd planuje wydać 1,56 mln zł na wydruk i dystrybucję miejskiej gazetki, promującej działania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
-
Lokalni działacze Koalicji Obywatelskiej prowadzą dwutorową kampanię: promocję sukcesów prezydenta i działania mające zdyskredytować inicjatorów referendum.
-
W kuluarach partii prowadzone są rozmowy na temat potencjalnego kandydata w przypadku przedterminowych wyborów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Nadchodzące miesiące będą kluczowe dla politycznej przyszłości Aleksandra Miszalskiego. Od wtorku trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum, a pod listami podpisało się już ponad 11 tys. osób.
Żeby do głosowania nad odwołaniem prezydenta Krakowa doszło trzeba zebrać ok. 58 tys. podpisów mieszkańców Krakowa do połowy marca.
Referendum w Krakowie. Półtora miliona na urzędową gazetkę
Choć publicznie przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej starają się bagatelizować sprawę i sugerować, że za wnioskiem o referendum stoi skrajna prawica i Łukasz Gibała (kontrkandydat Aleksandra Miszalskiego w ostatnich wyborach – red.), to w kuluarach szykują kontrofensywę.
Politycy, z którymi rozmawiamy, przekonują, że „obrona Miszalskiego” będzie szła dwutorowo. Plan zakłada szeroką kampanię promującą dotychczasowe sukcesy prezydenta Krakowa oraz uderzenie w wiarygodność osób stojących za zbiórka podpisów.
Jak ustaliła Interia, w dniu ogłoszenia zbiórki podpisów pod referendum, urzędnicy zdecydowali o zwiększeniu nakładu dwutygodnika „Kraków.pl”. Dotychczas gazetka była wydawana w nakładzie 30 tys. egzemplarzy. Teraz nakład urośnie do 220 tys. i ma trafiać bezpośrednio do mieszkańców aż do czerwca, czyli do planowanego terminu ewentualnego głosowania.
Z dokumentów, z którymi zapoznała się Interia, wynika, że koszt wydruku jednego egzemplarza ma kosztować 130 tys. zł. Oznacza to, że za 12 numerów władze miasta zapłacą 1,56 mln zł z publicznych pieniędzy.
Dodatkowo urząd szuka firmy, która dostarczy gazetkę do skrzynek pocztowych w blokach i domach jednorodzinnych. Oferty można składać do poniedziałku. Na razie nie wiadomo, ile władze miasta zamierzają zapłacić za tę usługę.
– Decyzja o zwiększeniu nakładu zapadła pod koniec grudnia ubiegłego roku. Naciskali na to głównie nasi radni, chcąc odpowiedzieć na kampanię wymierzoną w Koalicję Obywatelską – mówi nam jeden z polityków KO. Chodzi o satyryczny komiksy, które trafiły do skrzynek mieszkańców i wytykały działaczom partii kontrowersyjne zatrudnienie w sektorze publicznym.
– Olek początkowo był sceptyczny ze zwiększeniem nakładu, ale ostatecznie daliśmy radę go przekonać – dodaje nasz informator.
Referendum w Krakowie. „Olek stał się memem”
Zwiększenie nakładu dwutygodnika „Kraków.pl” to element większej kampanii, mającej pokazać dokonania Aleksandra Miszalskiego. W czwartek urząd zorganizował konferencję prasową pod hasłem „Kraków w dobrym kierunku”. Prócz Miszalskiego wzięło w niej udział troje jego zastępców.
Przekonywali oni, że 2026 r. będzie w mieście przebiegać pod „znakiem zakończenia ważnych i oczekiwanych przez mieszkańców inwestycji”. Wszystko, jak przekonywały władze miasta, „aby poprawić komfort życia Krakowian”.
– Niestety Olek w ostatnim czasie stał się memem, a niektórzy próbują go ośmieszyć jeszcze bardziej. Dlatego musimy pokazać co się udało to tej pory zrobić, a jest się czym pochwalić. Za słabo komunikowaliśmy się do tej pory z mieszkańcami, a jak się czegoś nie wie i nie ma świadomości to można podjąć złe decyzje. Dlatego chcemy dotrzeć z informacją o sukcesach jak najszerzej – przekonuje kolejny z polityków Koalicji Obywatelskiej z Krakowa.
– Być może, gdybyśmy zaczęli to komunikować kilka miesięcy wcześniej, do zbierania podpisów w ogóle by nie doszło – dodaje.
Uderzenie w wiarygodność
Kampania sukcesów to tylko jeden z filarów, mających zniechęcić mieszkańców do podpisywania się mieszkańców pod wnioskiem o referendum. Innym sposobem, mniej formalnym, jest próba zdyskredytowania osób zbierających podpisy.
Choć na razie żadne wiążące decyzje nie zapadły, to – jak słyszymy – lokalni działacze Koalicji Obywatelskiej mają kilkanaście pomysłów na zniechęcienie mieszkańców Krakowa do podpisywania się na listach.
Radny miejski Bartłomiej Kocurek w swoich mediach społecznościowych ostrzega przed podawaniem swoich danych „ankieterom”.
„PESEL to nie hasło, ale klucz do Twojej tożsamości. W niepowołanych rękach (zwłaszcza razem z imieniem, nazwiskiem, adresem, nr telefonu) może posłużyć do prób wyłudzeń” – wskazuje polityk we wpisie.
Kocurek opublikował także grafikę, przedstawiającą mężczyznę łudząco podobnego do jednego z organizatorów referendum – Wojciecha Jakubowskiego (również radnego – red.). Postać na graficie ma zęby wampira, a całości towarzyszy ostrzeżenie przed przekazywaniem numeru pesel osobom postronnym.
Co ciekawe, urząd miasta Krakowa właśnie rozpoczął akcję ostrzegawczą, skierowaną do seniorek i seniorów, aby uważali komu przekazują swój numer pesel.
Dodatkowo politycy KO chcą doprowadzić, żeby akcja referendalna była kojarzona jako: „polityczna zemsta”, „akcja skrajnej prawicy”, „próba kupienia mieszkańców”. Mówił o tym zresztą sam prezydent Miszalski podczas wtorkowej konferencji prasowej.
– Rozumiem, że niektórzy są bardzo niecierpliwi, nie mogą doczekać się ponownego werdyktu, no ale powiedzmy sobie szczerze, nie da się sobie kupić Krakowa – powiedział.
– Kto to finansuje? Czy ktoś z państwa zadał sobie to pytanie? Skąd biorą się te naprawdę setki tysięcy, a może i miliony złotych? Jest przynajmniej pięć tytułów różnego rodzaju gazetek, które niezbyt obiektywnie przedstawiają rzeczywistość, ale są w prawie każdej skrzynce – dodał.
Co dalej z Aleksandrem Miszalskim? KO ma plan B
Choć partia liczy na utrzymanie obecnej sytuacji, to w kuluarach trwają już rozmowy nad nazwiskiem potencjalnego kandydata na wypadek „czarnego scenariusza” i konieczności rozpisania przedterminowych wyborów.
Na razie wymienia się dwa nazwiska. Potencjalną kandydatką miałaby być Monika Piątkowska. Jest prawniczką z wykształcenia i przez lata pracowała w krakowskim magistracie. W ostatnich wyborach uzupełniających zdobyła mandat senatora. Zajęła ona miejsce Bogdana Klicha, który wyjechał na placówkę dyplomatyczną do Stanów Zjednoczonych.
Drugim nazwiskiem wymienianym wśród polityków lokalnych struktur KO jest właśnie Klich. Wieloletni parlamentarzysta z Krakowa, cieszący się sporym poparciem w krakowskich strukturach partyjnych.
– Na razie za wcześniej, aby cokolwiek decydować. Liczę, że Krakowianki i Krakowianie będą mądrzy i nie dadzą się przekonać do tej politycznej zadymy i że do referendum w ogóle nie dojdzie – konkluduje jeden naszych rozmówców.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]
-
Kraków tonie w długach, a ludzie prezydenta dostali ekstra tysiące złotych
-
Finansowy chaos w Krakowie. „Przez pomyłkę”












