-
Drony skierowane nad plaże w pobliżu Sydney w ciągu pierwszych dwóch dni monitoringu wykryły ponad 70 rekinów groźnych dla ludzi.
-
To najdroższy program monitoringu rekinów na świecie, kosztujący 120 mln dolarów australijskich.
-
Lokalne władze Nowej Południowej Walii przygotowują ludzi na częstsze niż dotąd zamykanie plaż z powodu obecności rekinów.
-
Mimo zagrożenia ze strony drapieżnych ryb liczba ataków rekinów jest mniejsza niż liczba utonięć i wypadków drogowych w Australii.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W środę rozpoczął się program mający na celu stałą dronową obserwację wód w okolicach Sydney w Australii. Ma to na celu ochronę plażowiczów przed rekinami, które łatwiej dostrzec z powietrza. Okazało się, że podczas dwóch pierwszych dni w okolicy dostrzeżono 73 drapieżne ryby. Doprowadziło to do wielokrotnego zamykania plaż
Dziesiątki rekinów w okolicach Sydney. A to tylko dwa dni
Patrole operatorów dronów odbywają się od zmierzchu do świtu, na około 70 plażach wzdłuż wybrzeża tej części stanu Nowa Południowa Walia. Zgłaszana jest obecność tylko tych gatunków rekinów, które uważane są za najgroźniejsze dla człowieka, czyli żarłaczy białych, tygrysich i tępogłowych.
W australijskich wodach pływa około 180 gatunków rekinów, z których większość nie atakuje ludzi – ich obecność nie powoduje zamykania plaż.
Z danych organizacji Surf Life Saving NSW, która odpowiada za cały program, wynika że z 73 rekinów dostrzeżonych w środę i czwartek najwięcej pływało przy plażach na północy Sydney: 67.
Możliwe, że rekinów w rzeczywistości było mniej, ponieważ niektóre osobniki mogły być dostrzegane wielokrotnie w różnych miejscach. Lokalnie jednak ich koncentracja była wyjątkowo duża. Tak było przy plaży South Narrabeen, gdzie w środę zaobserwowano grupę 13 rekinów pływających razem.
Cały program obserwacji plaż w ciągu najbliższych dwóch lat ma kosztować łącznie 120 mln dolarów australijskich, co czyni go „najdroższym” i największym tego typu na świecie – podkreślał w niedzielę Chris Minns, premier stanu Nowa Południowa Walia.
Co roku ma się odbywać około 500 tys. lotów dronami, które mają pomóc wykrywać rekiny przy plaży.
Premier stanu powiedział, że zarówno surferzy jak i pływacy „będą musieli przyzwyczaić się” do częstszego wychodzenia z wody, gdy coraz więcej rekinów zostanie dostrzeżonych z powietrza.
Rekiny budzą strach. Bardziej niebezpieczne są jednak australijskie drogi
To, że w krótkim czasie dostrzeżono tak dużo drapieżników, nie musi automatycznie oznaczać, że wcześniej ich w tym rejonie nie było.
Chris Minns powiedział, że w związku z taką ilością lotów można się spodziewać, że będzie się pojawiać więcej niż dotąd ostrzeżeń. „To nie oznacza, że w wodzie jest więcej rekinów. To znaczy, że są wcześniej dostrzegane, co pozwala zalecić pływakom i surferom wyjście z wody” – podkreślił.
Podobnie uważa ekspert do spraw rekinów, doktor nauk przyrodniczych Daryl McPhee z Uniwersytetu Bond, według którego „jest niemal pewne, że rekiny zawsze były tu obecne„.
Ekspert spodziewa się, że w najbliższych tygodniach plaże będą wielokrotnie zamykane po tym jak wykryte zostaną kolejne drapieżniki.
Od 1791 roku w wodach wokół Australii doszło do prawie 1300 ataków rekinów na ludzi, z których ponad 260 zakończyło się śmiercią człowieka.
W ostatnich miesiącach w Australii doszło do kilku ataków. W maju zginęli dwaj mężczyźni, a w czerwcu ciężko ranna została 35-letnia kobieta.
W 2025 roku rekiny w Australii zabiły pięć osób. W ciągu minionych 10 lat co roku dochodziło do średnio 27 incydentów, w których ludzie odnosili rany. Dla porównania: w latach 2024-2025 u wybrzeży Australii utonęło 357 osób, a 1314 zginęło w wypadkach samochodowych.
Australijczycy uwielbiają przebywać na wybrzeżu. Według danych organizacji Taronga w minionym roku co ponad 16 mln osób odwiedzało je średnio przynajmniej trzy razy w miesiącu.
Źródło: AFP, Surflifesaving, ABC, CDN.Taronga
—–


