W ciągu kilku tygodni w klubie przy Alei Piłsudskiego pojawili się nowy dyrektor sportowy (Mindaugas Nikoličius), trener (Željko Sopić), aż w końcu nadszedł 28 marca 2025 r. To dzień, który kibice Widzewa Łódź zapamiętają na długo. Piłkarze w dobrym stylu wygrali na wyjeździe w Gliwicach z Piastem 2:0, a kilka godzin wcześniej Robert Dobrzycki stał się większościowym udziałowcem klubu. Prezes i współwłaściciel Panattoni Europe postrzegany jest przez sporą część widzewskiej społeczności jako zbawca, pod którego wodzą klub może powalczyć o trofea. A tych brakuje od 30 lat.
– Dobrzycki to nie inwestor z zewnątrz. To kibic, który zna i rozumie klub. Jeśli nie zmarnujemy tej szansy, może być pięknie – mówi Stańdo.
Jan Wojtal, „Wprost”: Czy Twoim zdaniem przejęcie klubu przez Roberta Dobrzyckiego to wyjątkowy moment, którego w tym stuleciu jeszcze nie było?
Bartłomiej Stańdo, „Sektor Widzew”: Najbliżej mu do tego w 2007 roku, gdy klub przejmował Sylwester Cacek. Pamiętam konferencję z hasłem „budujemy Wielki Widzew”. Ale, jak się później okazało, na glinianych nogach. Na pierwszy rzut oka widać podobieństwa, ale im bliżej się ktoś przygląda, tym więcej różnic może dostrzec. Cacek nie był związany wcześniej z klubem. Sprzedał bank, kupił klub, który później był swego rodzaju zabawką dla syna. Dobrzycki to przedsiębiorca z jeszcze wyższej półki, a do tego kibic, który zna środowisko i inwestuje w klub od lat – zaczął od akademii, potem został sponsorem generalnym, a teraz go przejął. To wszystko ma sensowną chronologię.
Od reaktywacji w 2015 roku różne osoby zarządzały Widzewem. Jednak, systematycznie, klub stawiał kolejne kroki, idąc do przodu. Podzielasz ten pogląd?
Tak, choć nie bez zakrętów. W czwartej lidze potrzeba było ludzi z sercem, charakterem, ale też dużą fantazją. Z pustego Salomon nie nalał, a Ferdzynowi i Krakusowi się udawało. Klementowski zostawiał prezesurę jako lider drugiej ligi, z dużą poduszką finansową. Stamirowski zrobił ostatni krok w Reaktywacji, niezwykle ważny – a po powrocie do Ekstraklasy nie zwariował, nie przepalał pieniędzy, ustabilizował rozbujaną łódź.
A Dobrzycki?
To kolejny poziom w grze pt. „Widzew: od zera na szczyt”. Kupił Widzew uporządkowany, co w połączeniu z ogromnymi środkami, jakimi dysponuje, może wprowadzić RTS kilka poziomów wyżej. Może inwestować nie w to, by gasić pożary, ale w to, by budować wielkość Widzewa.
A co teraz jest największym priorytetem inwestycyjnym?
Jednoznacznie – naturalne, podgrzewane boisko treningowe dla pierwszej drużyny. Bez tego o postęp sportowy będzie trudno. Możemy sprowadzać dobrych piłkarzy, ale jeśli nie będą mieli odpowiednich warunków do treningu, to nie pokażą pełni swojego potencjału. Finalizacja tej, rozpoczętej już przecież przez miasto i ministerstwo sportu inwestycji, powinna być priorytetem. Zaraz za nią – wzmocnienie zespołu latem.
A co z rozbudową stadionu? Temat wraca jak bumerang.
Trudno się dziwić, bo Widzew ma 17-tysięczny, ale zdecydowanie za mały stadion. Choć otwierał go na czwartym poziomie rozgrywkowym, od początku nie miał problemu z jego zapełnieniem. Szkoda, że miasto Łódź kilkanaście lat temu wyrzuciło do kosza ekspertyzy, za które słono zapłaciło. Badanie niezależnej firmy wykazało, że Widzew powinien mieć obiekt na około 30 tysięcy miejsc, a przecież było one przeprowadzone w nienajlepszych dla klubu czasach. Teraz ten potencjał jest jeszcze większy. Kilka lat temu projektujący ten stadion Jacek Ferdzyn przyznał, że za kilkadziesiąt milionów złotych można nadbudować trybunę C, co przyniosłoby niespełna pięć tysięcy dodatkowych krzesełek. Myślę, że temat rozbudowy też jest dla Roberta Dobrzyckiego istotny, a być może dzięki niemu – będzie też realny.
Czy nadchodzą wielkie czasy dla Widzewa? Jest światełko w tunelu?
Jest. Już nie światełko. To już jest latarnia. Trzeba tylko iść w jej stronę z głową na karku. Inwestować mądrze. Nie dać się naciągnąć menedżerom, nie przepłacać za przeciętnych piłkarzy. Ekstraklasa pełna jest piłkarzy drogich i słabych – podobnie jak dobrych, którzy nie kosztowali fortuny. Mam nadzieję, że nowy dyrektor sportowy będzie twardo negocjował. Dzięki Robertowi Dobrzyckiemu dysponuje większymi środkami finansowymi, a co za tym idzie – ma większy wybór. To szansa na sukces, jakiej nie mieliśmy od dekad.
Bio:
Bartłomiej Stańdo – dziennikarz, publicysta, współtwórca kanału „Sektor Widzew” na YouTube. Autor książki „Widzew. Reaktywacja”, opisującej drogę Widzewa Łódź od czwartej ligi do elity. Specjalizuje się w historii klubu i analizie jego działalności pozaboiskowej. Kibic Widzewa od ponad 20 lat.