-
Rozpad Polski 2050 spowodował niepewność, co do przyszłości rządu Donalda Tuska i Koalicji 15 Października.
-
Szanse Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na stanowisko wicepremiera wyraźnie zmalały po utracie przez nią kontroli nad partią i klubem parlamentarnym.
-
W koalicji pojawiły się pytania o renegocjację umowy, parytety w komisjach sejmowych oraz podział stanowisk po rozpadzie klubu Polski 2050.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rozłam partii i klubu parlamentarnego Polski 2050 wstrząsnął tą formacją, ale już w koalicji rządzącej nie zaskoczył nikogo. Z rozmów Interii z politykami trzech pozostałych ugrupowań, a także z ludźmi z rządu i otoczenia premiera Donalda Tuska, można wręcz odnieść wrażenie ulgi, że polityczna telenowela w Polsce 2050 dobiegła końca.
Teraz wszyscy stawiają sobie jednak pytanie: co dalej? Bo chociaż i „stara” Polska 2050, i rozłamowcy z klubu parlamentarnego Centrum zapewniali publicznie, że pozostają wierni Koalicji 15 Października i zamierzają wspierać rząd premiera Tuska, to organizacyjnych i personalnych wyzwań nie zabraknie.
Nasi rozmówcy mają też świadomość, że im bliżej będzie wyborów parlamentarnych, tym stabilność koalicji będzie coraz mocniej zagrożona. W końcu politycy i Polski 2050, i Centrum na ten moment nie mają co marzyć o obecności na Wiejskiej w przyszłej kadencji Sejmu. Przynajmniej nie ze swoich list. Polityczne kuszenie, transfery i przejmowanie posłów są więc realną perspektywą. I wyłącznie kwestią czasu.
Polska 2050. „Sytuacja wymaga omówienia”. Potrzebne spotkanie liderów
Obecna sytuacja, przynajmniej w teorii, wymagałaby pilnego zwołania spotkania liderów Koalicji 15 Października. Miało do niego dojść 11 lutego po Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ale spotkanie u prezydenta przeciągnęło się tak mocno, że naradę koalicjantów odwołano. Na razie bez nowego terminu. Inna sprawa, że w samej koalicji nie bardzo dzisiaj wiadomo, kto na takim spotkaniu miałby się pojawić.
– Formuła dotyczy szefów partii, a nie szefów klubów – przypomina w rozmowie z Interią ważna polityczka obozu władzy. Jej zdaniem, „Tusk będzie teraz czekać, co się wydarzy”. – Bo kogo ma zaprosić? Z jakiego tytułu? Hennig-Kloska nie jest ani szefową partii, ani szefową klubu, bo szefem klubu zostanie Suchoń. To kim ona tam właściwie jest? – zastanawia się nasza rozmówczyni.
– Na pewno nowa sytuacja będzie wymagać omówienia – nie ma wątpliwości jeden z liderów PSL. W obecnej, trudnej sytuacji stara się doszukiwać pozytywów, a tym w jego ocenie są deklaracje zarówno Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, jak i Pauliny Hennig-Kloski, że ich formacje będą dalej wspierać Koalicję 15 Października i rząd Donalda Tuska.
Z tym wsparciem może być jednak różnie, jak słyszymy w szeregach Koalicji Obywatelskiej. Nasi rozmówcy z partii wskazują, że Polska 2050 często głosowała zupełnie nie przejmując się ustaleniami koalicyjnymi.
– Jeśli się uparli, to i tak głosowali, jak chcieli – wspomina polityk KO z rządu. – Teraz możemy zakładać, że grupa Centrum będzie raczej mocniej związana koalicyjnymi ustaleniami, ale pozostałość po Polsce 2050 już tak pół na pół, więc za wielkiej przewidywalności tutaj nie ma – dodaje.
Przyszłość Koalicji 15 Października. Dużo pytań, mało odpowiedzi
Swoista deklaracja wierności wobec rządu i koalicji rządzącej nie załatwia jednak wszystkich problemów, które pojawiają się na skutek rozpadu Polski 2050.
Na pierwszy plan wysuwa się kwestia stanowiska wicepremiera dla formacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Do uzupełnienia grona zastępców Donalda Tuska miało dojść w najbliższym czasie, a sama ministra funduszy i polityki regionalnej liczyła, że to jej w udziale przypadnie prestiżowa funkcja. Utrata kontroli nad partią i klubem parlamentarnym mocno komplikują jednak jej sytuację.
Tutaj mamy dobrze przećwiczoną drogę z przeszłości. Oni dziarsko podążają drogą Nowoczesnej, która jako satelita Platformy funkcjonowała grubo ponad siedem lat. Nie ma sensu brać ich na pokład
Mówi polityk z otoczenia szefa rządu: – Pełczyńska-Nałęcz może się już pożegnać ze stanowiskiem wicepremiera. Bo za chwilę mogłaby do Tuska przyjść też Hennig-Kloska i powiedzieć: skoro ona dostała wicepremiera, to mnie też się należy, bo przecież mam tylu samo posłów. To zamyka drogę do rozszerzenia katalogu wicepremierów.
Polityk Koalicji Obywatelskiej z rządu: – Problem wicepremiera dla Pełczyńskiej-Nałęcz to dzisiaj najmniejszy problem Polski 2050. Ciężko sobie wyobrazić taką decyzję personalną w tych okolicznościach.
Jeden z liderów PSL: – Polityczna oczywista oczywistość jest taka, że jeśli ktoś słabnie, to trudno, żeby w sposób skuteczny podbijał swoje oczekiwania. Funkcję wicepremiera dla minister Pełczyńskiej-Nałęcz należy włożyć w obecnej sytuacji między bajki.
Stanowisko wicepremiera to jednak tylko część kadrowych wyzwań, przed którymi staje premier Tusk i cała koalicja rządząca. Kolejnym pytaniem jest, co zrobić z prezydium Sejmu: czy klub Centrum powinno mieć swojego wicemarszałka, czy może to pozostałości po Polsce 2050 nie powinny już mieć swojego przedstawiciela w tym gremium?
Idźmy dalej. Nasi rozmówcy wskazują na konieczność nowego wyliczenia parytetów w komisjach sejmowych po rozpadzie klubu parlamentarnego Polski 2050.
Wreszcie dochodzimy też do kwestii miejsc w rządzie. Polska 2050 miała trzy stanowiska ministerialne: Paulina Hennig-Kloska w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, Katarzyna Pełczyńska Nałęcz w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Marta Cienkowska w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Do tego Adriana Porowska jako odpowiedzialna za społeczeństwo obywatelskie sekretarz stanu w Kancelarii Premiera. Do tego kilkanaście osób na stanowiskach sekretarzy i podsekretarzy stanu.
– W rządzie trzeba zostawić wszystko tak, jak jest. Ta sama liczba posłów ma tę samą liczbę stanowisk. Co tu dzielić? – uważa doświadczony polityk Koalicji Obywatelskiej, z którym rozmawiamy.
Wątpliwości jest jednak sporo, tak samo jak pół potencjalnych przyszłych sporów. Dlatego w sejmowych kuluarach dość powszechnie spekuluje się o konieczności renegocjacji zawartej po wyborach w 2023 roku umowy koalicyjnej. Rzecz w tym, że chętnych do takiego zabiegu wielu nie ma. Każda z formacji koalicyjnych zdaje sobie sprawę, z jakim trudem udało się wypracować i tak bardzo ogólnikową umowę. Rozgrzebywanie jej w środku kadencji, kiedy politycznie i sondażowo sprawy dla rządu wyglądają całkiem nieźle, brzmi jak proszenie się o kłopoty.

– Przepisywanie umowy koalicyjnej w tej sytuacji byłoby absurdalne – ocenia polityk z otoczenia szefa rządu. – Ona powstała na początku kadencji i nikt nie zakładał jej rewizji. Tutaj raczej przestrzeni do zmian nie ma, nie widzę tego – analizuje. Na koniec dodaje: – Premier może jednym i drugim powiedzieć: cieszcie się, że macie to, co macie, bo w sumie nie powinniście mieć już niczego.
Mówi osoba z partyjnych władz jednego z koalicjantów: – Umowa koalicyjna została zawarta między partiami, a teraz przybył nam po prostu jeden klub sejmowy. Ewentualna zmiana umowy koalicyjnej to w tym momencie wyłącznie decyzja premiera.
Za kulisami rządu. Kto kogo trzyma w szachu?
Przy rozpadzie Polski 2050 nie sposób też jednak uciec od klasycznej partyjnej polityki. Choćby dlatego, że jeszcze przed turbulencjami formacja notowała w sondażach stabilne, choć bardzo skromne, poparcie na poziomie mniej więcej 1 proc. Teraz tym 1 proc. muszą podzielić się dwa nowe byty. To zaś nie daje optymistycznych perspektyw na przyszłość w kontekście wyborów parlamentarnych w 2027 roku.
W tym momencie, ani politycy ze „starej” Polski 2050, ani rozłamowcy z Centrum nie mówią o politycznych transferach. Z informacji Interii w kręgach koalicyjnych wynika, że przynajmniej na razie nie toczą się też żadne poważne rozmowy o akcesie do Lewicy, PSL czy Koalicji Obywatelskiej.
Pełczyńska-Nałęcz może się już pożegnać ze stanowiskiem wicepremiera. Bo za chwilę mogłaby do Tuska przyjść też Hennig-Kloska i powiedzieć: skoro ona dostała wicepremiera, to mnie też się należy, bo przecież mam tylu samo posłów. To zamyka drogę do rozszerzenia katalogu wicepremierów.
– Tutaj mamy dobrze przećwiczoną drogę z przeszłości. Oni dziarsko podążają drogą Nowoczesnej, która jako satelita Platformy funkcjonowała grubo ponad siedem lat. Nie ma sensu brać ich na pokład – nie owija w bawełnę doświadczony polityk KO. Podkreśla przy tym, że takie szybkie transfery wyglądałyby fatalnie wizerunkowo.
Poza tym, w KO kończy się właśnie proces wyboru władz regionalnych. – Spóźnili się z tym swoim rozłamem o pół roku. Wtedy mogliby wejść do gry, wynegocjować sobie jakieś miejsca we władzach na poziomie powiatów czy regionów. Teraz nie da się ich nigdzie wsadzić – mówi wprost nasz rozmówca.
Sytuacja jest jednak rozwojowa, a wiele zależeć będzie od tego, jak ułoży się współpraca pomiędzy okrojoną Polską 2050 i nowym klubem Centrum a premierem Donaldem Tuskiem. Nasi rozmówcy z KO przewidują, że rozłamowcy od Pauliny Hennig-Kloski będą bardziej posłuszni premierowi, licząc, że gdy przyjdzie czas układania wyborczych list, „Kierownik” (tak Tuska nazywają w KO – przyp. red.) znajdzie dla nich miejsca.
– Dzisiaj nikt jej niczego pewnego nie obieca. Dzisiaj wszystko, co może dostać, to mglistą obietnicę, że się o nich zatroszczymy. Ale w ich nędznej sytuacji to i tak jest już dużo – przewiduje jedno z naszych źródeł w KO.
Więcej pytań dotyczy formacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W KO zastanawiają się, czy polityczna porażka, jaką jest utrata połowy klubu parlamentarnego, ostudzi wielkie ambicje ministry funduszy i polityki regionalnej. Jeśli nie, szanse na eskalację z premierem Tuskiem znacząco wzrosną.
Rzecz w tym, że jak to w Koalicji 15 Października: każdy trzyma każdego w szachu. Rządzący dysponują w Sejmie 241 głosami, w tym 32 szable należą do Polski 2050 (17) i Centrum (15). Formacja Pełczyńskiej-Nałęcz 17 mandatów ma jednak tylko na papierze, bo i Paweł Zalewski, i Joanna Mucha poinformowali już o swoim odejściu z ugrupowania. Nie weszli jednak do klubu Centrum. W praktyce Polska 2050, podobnie jak Centrum, ma więc 15 posłów i balansuje na granicy utrzymania klubu poselskiego.
Tak podbramkowa sytuacja ogranicza obu podmiotom pole manewru i możliwości nacisku na premiera. Wystarczy bowiem, że Tusk złożyłby ofertę przystąpienia do KO i pewnego miejsca na listach w 2027 roku kilkorgu parlamentarzystom, a oba kluby stałyby się kołami. W teorii Polska 2050 i Centrum mogłyby szantażować premiera pozbawieniem rządu większości w Sejmie, ale to oznaczałoby przejście na stronę opozycji i późniejszą zależność od Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. Te natomiast, przynajmniej na razie, nie prowadzą rozmów o transferach polityków Polski 2050.
Na jeszcze jedną rzecz zwraca uwagę osoba z otoczenia premiera Tuska. – Dzisiaj problem ma i Pełczyńska-Nałęcz, i Hennig-Kloska. Obie mają po 15 posłów i muszą spełniać wszelkie roszczenia swoich ludzi, tak naprawdę nie mają władzy nad własnymi ludźmi. Wystarczy, że którejś wyjdzie jeden poseł i są pozamiatane, nie mają klubu poselskiego – mówi.
Na koniec dodaje: – One to sobie policzyły, są przekonane, że ani jednym, ani drugim premier nie zabierze ministrów, więc uważają, że są bezpieczni. Ale spokojnie, Tusk w takie rozgrywki gra nie od wczoraj. A tu ma dużo mocniejsze karty i od jednej, i od drugiej.













