-
Emisje związane z rybami zależą od gatunku, miejsca i sposobu połowu lub hodowli, a także od formy produktu (świeża, mrożona, konserwowa).
-
W połowach dzikich ryb główną rolę w emisjach odgrywa zużycie paliwa przez łodzie, natomiast w hodowlach kluczowym czynnikiem jest produkcja paszy.
-
Niektóre hodowlane gatunki, takie jak ostrygi, mogą pochłaniać CO₂, a całkowity wpływ na klimat zależy również od zużycia energii i jej źródła.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
-
Dzika ryba: wszystko zaczyna się od paliwa
-
Uważaj na średnie wartości
-
Niespodzianka z puszki
-
Ryby hodowlane: największy koszt to pasza
-
Ryby, które mogą pochłaniać CO₂
-
Znaczenie energii elektrycznej
-
Co może się zmienić w przyszłości
-
Ryba czy kurczak?
Akwakultura – czyli hodowla ryb i owoców morza – szybko się rozwinęła i w wielu miejscach znacząco się poprawiła technologicznie. Jednocześnie połowy dzikich ryb ujawniły własne problemy: przełowienie, niszczenie siedlisk czy duże ilości przypadkowych połowów. W efekcie pytanie nie brzmi już tylko: „która ryba jest bardziej naturalna?”. Coraz częściej chodzi o coś innego – która z nich ma mniejszy ślad węglowy i która metoda produkcji ma większą szansę przetrwać w świecie ocieplającego się klimatu.
Odpowiedź okazuje się zaskakująco złożona. Emisje zależą nie tylko od gatunku ryby, lecz także od tego, gdzie i w jaki sposób została złowiona albo wyhodowana. W dodatku rozwój technologii sprawia, że rachunek emisji stale się zmienia.
Dzika ryba: wszystko zaczyna się od paliwa
W przypadku połowów dzikich ryb kluczową rolę odgrywa jedno źródło emisji – paliwo zużywane przez statki. Szacuje się, że od 60 do 90 proc. emisji w rybołówstwie pochodzi właśnie z napędu łodzi. Oznacza to, że ogromna część śladu węglowego ryby zależy od tego, jak daleko rybacy muszą popłynąć i jak długo szukają zdobyczy.
Niektóre gatunki są pod tym względem szczególnie kosztowne klimatycznie. Dotyczy to na przykład skorupiaków, takich jak homary czy kraby. Ich połowy polegają często na przemieszczaniu się od jednej pułapki do drugiej, co wymaga dużego zużycia paliwa. Dla porównania – ławice sardynki czy śledzia można złowić jednorazowo w dużej ilości, co znacząco zmniejsza emisje przypadające na kilogram ryby.
Branża próbuje ograniczać emisje, m.in. testując elektryczne łodzie rybackie czy bardziej efektywne silniki. Zmiany postępują jednak powoli, ponieważ modernizacja floty jest kosztowna.
Uważaj na średnie wartości
Analizy porównujące ślad węglowy różnych produktów spożywczych pokazują jeszcze jedną ważną rzecz: średnie wartości mogą być mylące.
Na przykład dziki łosoś może mieć niższe emisje niż łosoś hodowlany – a nawet niż mięso kurczaka. Problem w tym, że w rzeczywistości emisje z połowów dzikiego łososia są bardzo zmienne. W zależności od miejsca i sposobu połowu mogą być zarówno bardzo niskie, jak i wyjątkowo wysokie.
W hodowlach sytuacja jest bardziej przewidywalna. Emisje są zwykle zbliżone, ponieważ warunki produkcji są podobne. Dlatego niektórzy badacze podsumowują to w prosty sposób: dzika ryba może być lepszym wyborem klimatycznym, ale hodowlana jest bardziej „bezpieczna” pod względem emisji.
W analizach środowiskowych pojawia się też mniej oczywisty wniosek: znaczenie ma nie tylko gatunek ryby, lecz także forma produktu.
Jednym z przykładów jest tu tuńczyk w puszce. W dużym badaniu przeprowadzonym przez naukowców z Johns Hopkins University wykazano, że konserwowane owoce morza mogą mieć znacznie niższy ślad węglowy niż świeże lub mrożone.
Powód jest prosty – ograniczają marnowanie żywności. Szacuje się, że nawet jedna czwarta globalnych połowów owoców morza nigdy nie trafia na talerze. Gdy ryba się psuje, zmarnowana zostaje nie tylko sama żywność, lecz także emisje powstałe podczas połowu i transportu.
Produkty o długim terminie przydatności, takie jak konserwy, pozwalają tego uniknąć. W przywołanym badaniu kilogram konserwowanego seafoodu odpowiadał za nieco ponad 5 kg emisji CO₂, podczas gdy świeże lub mrożone produkty generowały średnio około 15 kg.
Ryby hodowlane: największy koszt to pasza
W akwakulturze kluczowym źródłem emisji jest coś zupełnie innego niż w rybołówstwie – pasza dla ryb. W przypadku hodowlanego łososia ponad połowa całkowitych emisji pochodzi właśnie z produkcji karmy.
Problem polega na tym, że wiele gatunków hodowlanych żywi się innymi rybami. Łosoś potrzebuje nawet dwóch kilogramów ryb paszowych, aby przybrać jeden kilogram masy. W praktyce oznacza to, że emisje z połowu tych ryb również trzeba doliczyć do bilansu hodowli.
Nie wszystkie gatunki są jednak tak wymagające. Tilapia, karp czy niektóre gatunki sumów mogą być karmione głównie paszami roślinnymi. Naukowcy pracują też nad nowymi rozwiązaniami – od pasz na bazie soi po wykorzystanie metanu z odpadów przemysłowych jako źródła białka.
Ryby, które mogą pochłaniać CO₂
Niektóre gatunki hodowlane mogą wręcz pomagać w usuwaniu dwutlenku węgla z atmosfery. Najczęściej przywoływany przykład to ostrygi.
Te mięczaki budują swoje muszle z węglanu wapnia, wykorzystując w tym procesie węgiel. W jednym z badań przeprowadzonych w Irlandii oszacowano, że tona hodowanych ostryg może pochłonąć około 275 kilogramów więcej CO₂, niż wynosi emisja związana z ich hodowlą i zbiorem.
Po uwzględnieniu transportu i przetwarzania bilans emisji staje się co prawda dodatni, ale wciąż pozostaje bardzo niski.
Znaczenie energii elektrycznej
W hodowlach duże znaczenie ma również energia potrzebna do utrzymania wody w odpowiednich warunkach.
Farmy ryb znajdujące się na wybrzeżu mogą korzystać z naturalnych prądów morskich, które wymieniają wodę w klatkach hodowlanych. W hodowlach śródlądowych wodę trzeba często pompować, a to wymaga energii elektrycznej.
Badania prowadzone w Europie pokazały, że hodowle lądowe mogą zużywać nawet ponad dziesięć razy więcej energii niż instalacje w morzu. Ostateczny wpływ na klimat zależy jednak od źródła energii – inaczej wygląda to przy prądzie z węgla, a inaczej przy zasilaniu z paneli słonecznych czy energii fal morskich.
Co może się zmienić w przyszłości
Rachunek klimatyczny ryb nie jest stały. W najbliższych dekadach mogą go zmienić zarówno zmiany technologiczne, jak i same zmiany klimatu.
Jednym z czynników jest spadek liczebności dzikich stad ryb. Według amerykańskiej agencji NOAA niektóre populacje dzikiego łososia mogą niemal zniknąć, a połowy w regionach tropikalnych mogą spaść nawet o 40 proc. do 2050 roku. Jeśli statki będą musiały płynąć dalej i łowić coraz mniej ryb, emisje na kilogram połowu wzrosną.
Z drugiej strony naukowcy testują rozwiązania, które mogłyby jednocześnie ograniczać zanieczyszczenie i wychwytywać dwutlenek węgla. Jeden z modeli opublikowanych w 2025 roku sugeruje, że dodawanie drobnych cząstek rudy żelaza do farm rybnych mogłoby wiązać zanieczyszczenia i jednocześnie wspierać pochłanianie CO₂ w wodzie.
Ostatecznie pytanie o dziką lub hodowlaną rybę ma jeszcze jeden kontekst – porównanie z innymi źródłami białka.
W wielu analizach naukowcy zestawiają ryby z kurczakiem, który jest jednym z najmniej emisyjnych rodzajów mięsa. Wyniki są mieszane. Niektóre gatunki ryb mają niższy ślad węglowy niż drób, inne – zwłaszcza skorupiaki łowione paliwochłonnymi metodami – mogą mieć emisje znacznie wyższe.
Dlatego odpowiedź na pytanie, która ryba jest najbardziej przyjazna klimatowi, brzmi: to zależy. Od gatunku, metody połowu lub hodowli, transportu, a nawet od tego, czy kupujemy ją świeżą, mrożoną czy w puszce.
Jedno jest jednak pewne – w świecie rosnącej populacji i zmieniającego się klimatu sposób, w jaki produkujemy i wybieramy owoce morza, będzie miał coraz większe znaczenie dla środowiska.












