-
Naukowcy zarejestrowali rzadkie nagranie przedstawiające żarłacza białego w pobliżu wybrzeża Rhode Island.
-
Około 2,4-metrowy młody żarłacz biały żerował na padlinie wieloryba w pobliżu wyspy Block Island.
-
Nie udało się ustalić płci rekina, a przyczyna śmierci wieloryba nie została jeszcze określona.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Żarłacze białe nie są rzadkością w wodach północno-wschodnich Stanów Zjednoczonych, jednak najczęściej występują w rejonie Cape Cod, gdzie licznie żyją ich potencjalne ofiary – foki szare. I właśnie tam koncentruje się większość populacji tych rekinów.
Żarłacz biały uważany jest za najbardziej niebezpiecznego z rekinów
Badacze morscy otrzymali zgłoszenia o martwym humbaku o długości około 12 m, dryfującym w pobliżu wyspy Block Island, położonej około 21 km od południowego wybrzeża Rhode Island. Gdy Jon Dodd i Sarah Callan, kierowniczka ds. ratowania zwierząt w Mystic Aquarium w Connecticut, odnaleźli wieloryba, zauważyli coś niezwykłego dla tego regionu – około 2,4-metrowego młodego żarłacza białego żerującego na jego padlinie.
Rekin pojawił się około dziesięciu minut po przybyciu badaczy. Kiedy wypłynął po drugiej stronie, naukowcy zdali sobie sprawę, że są świadkami wyjątkowego wydarzenia.
Nagranie pokazuje rekina poruszającego się charakterystycznym, falującym ruchem ciała, co wskazuje na zachowanie związane z żerowaniem. Nie udało się ustalić płci rekina, jednak wyglądał on na zdrowego.
Populacja żarłacza białego maleje
Sarah Callan pobrała również próbki tkanek wieloryba do dalszych badań. Kilka dni później ciało humbaka zostało wyrzucone na brzeg plaży, ale przyczyna śmierci wieloryba nie została jeszcze ustalona.
Choć żarłacze białe sporadycznie pojawiają się w wodach Rhode Island, ich obserwacje należą do rzadkości. Do tej pory żaden osobnik nie został w tym regionie udokumentowany z tak bliskiej odległości.
Groźny, ale kiedy?
Żarłacz biały jest powszechnie uznawany za najgroźniejszy gatunek rekina. Przekonanie to wynika między innymi z danych dotyczących ataków na ludzi w rejonach jego występowania, takich jak południowa Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone oraz południowa Afryka. Dokładniejsza analiza tych zdarzeń wskazuje jednak, że człowiek nie stanowi naturalnego pokarmu tego drapieżnika. Większość ataków uznaje się za przypadkowe, będące efektem błędnej identyfikacji ofiary. Świadczy o tym charakter ataków – rekin zazwyczaj jedynie gryzie człowieka, po czym odpływa, zamiast kontynuować polowanie. Nie można również wykluczyć, że niektóre przypadki są wynikiem obrony zajmowanego przez niego terytorium.
Statystyki pokazują, że w Stanach Zjednoczonych psy każdego roku powodują więcej śmiertelnych ataków na ludzi niż żarłacze białe w ciągu ostatnich stu lat. Mimo to populacja żarłacza białego systematycznie się zmniejsza, głównie z powodu intensywnych połowów oraz stosowania sieci ochronnych wokół kąpielisk.


