Z roku na rok zaproszeń do samozbiorów w całej Polsce jest coraz więcej. Powstają specjalne grupy i portale internetowe, gdzie rolnicy mogą się ogłaszać. Wystarczy do nich przyjechać i samemu zebrać owoce.
Samozbiory coraz popularniejsze w Polsce. Duże oszczędności
Uprzedzając pytania – tak, nawet jeśli sami zbieramy np. maliny, to i tak trzeba potem rolnikowi za nie zapłacić. Ale to stawki zdecydowanie niższe niż w sklepie. I jest też walor przyrodniczo-wysiłkowy.
Przykładem takiego miejsca jest choćby gospodarstwo w Twardocicach na Dolnym Śląsku. Samozbiory prowadzone tam na trzech hektarach z kamerą odwiedziła Katarzyna Janke, reporterka „Czystej Polski”.
Owoców w tym roku, mimo wiosennych przymrozków, jest sporo. „Ludzie sami się upominają” – mówi pani Karolina z gospodarstwa Maliny u Piotra i Karoliny w Twardocicach. „A ja jestem chętna, aby im pokazać im plantację, którą stworzyliśmy z mężem i którą prowadzimy od czterech lat”.
Do rolników przyjeżdżają całe rodziny. „Niesamowita wartość”, „super impreza”
Jak relacjonuje pani Karolina, goście często przyjeżdżają na miejsce z dziećmi, dla których samozbiory to świetna zabawa. Dzięki temu mogą na własne oczy przekonać się, skąd biorą się owoce. „To jest niesamowita wartość” – przekonuje właścicielka plantacji.
„Moje dzieci uwielbiają owoce, szczególnie maliny, jeżyny i truskawki” – potwierdza pani Marzena, która korzysta z możliwości samozbiorów. Niektórzy, tak jak pan Wojciech, przyjeżdżają z całymi rodzinami, a nawet sąsiadami. „To super impreza” – mówi pan Wojciech.
Samozbiory są też zdecydowanie tańsze niż zakup owoców w sklepie czy na targu. Np. maliny zebrane w ten sposób są aż o połowę tańsze niż gdybyśmy chcieli je kupić w tradycyjny sposób.