-
Popularna ścieżka w koronach drzew w Poznaniu została zamknięta z powodu ataku grzybów i problemów konstrukcyjnych.
-
Ekspertyza Politechniki Poznańskiej wykazała m.in., że drewno nie zostało właściwie zabezpieczone. Eksperci jednoznacznie stwierdzili, że korzystanie z kładki jest niebezpieczne.
-
Miasto będzie chciało uzyskać od wykonawcy zwrot pieniędzy. Ścieżkę trzeba będzie prawdopodobnie zbudować od nowa.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wykonana z drewna ścieżka w koronach drzew powstała w 2020 r. w Poznaniu nad strumieniem Szklarka niedaleko zoo i Jeziora Maltańskiego. Od tego czasu stała się popularną atrakcją i miejscem spacerów, przyciągając tłumy poznaniaków i turystów.
Poznań. Kładka w koronach drzew przy Malcie zaatakowana przez grzyby. Trzeba ją będzie zbudować od nowa
Teraz miasto informuje jednak, że ze ścieżką jest problem. Są nim… grzyby. W konstrukcji zidentyfikowano m.in. gnilicę mózgowatą i niszczycę płotową – grzyby powodujące szybki rozkład drewna i utratę nośności konstrukcji. „Konstrukcja została zaatakowana przez grzyby, co wpływa na stan techniczny i nośność elementów konstrukcyjnych kładki” – poinformowali urzędnicy.
Zły stan techniczny potwierdzili eksperci z Politechniki Poznańskiej, którym zlecono ekspertyzę. Badania wykazały, że drewno konstrukcyjne nie zostało właściwie zabezpieczone, a instrukcje na temat dalszej konserwacji otrzymane od wykonawcy również nie były prawidłowe – stwierdził urząd miasta.
Dalsze korzystanie z obiektu stwarza zagrożenie dla mieszkańców
Jak przypomina Portal Samorządowy, poznańska kładka w koronach drzew kosztowała ok. 4 mln zł. Obiekt pozostaje zamknięty od 2025 r. Konstrukcja ma 260 metrów długości i od kilku do kilkunastu metrów wysokości. Kładkę otwarto w czasie pandemii po zniesieniu wstępu do parków i lasów. Obiekt zdobył kilka nagród, w tym wyróżnienie Towarzystwa Urbanistów Polskich.
Poznań chce teraz dochodzić swoich praw u wykonawcy kładki i odzyskać pieniądze. Zebrane materiały, w tym ekspertyza Politechniki Poznańskiej, wskazują na nieprawidłowości po stronie wykonawcy – przekazali urzędnicy.
Z drugiej strony miasto rozważa też sposoby na przywrócenie mieszkańcom popularnej atrakcji. Dyrektor Zakładu Lasów Poznańskich (zarządca obiektu) w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” stwierdził jednak, że „spełnił się najczarniejszy scenariusz” i poznańska kładka będzie musiała w zasadzie być postawiona od zera.












