Kierownictwo prokuratury za PiS od lat wiedziało o aferze pedofilskiej w Kłodzku – przekonuje „Gazeta Wyborcza”. W sprawę była zamieszana działaczka PO, które przestałą nią być, gdy wyznała, że jej mąż dostał zarzuty. Mężczyzna został w pierwszej instancji skazany na 25 lat więzienia. Część zarzucanych mu przestępstw miała być popełniona w Szwecji, gdzie przez jakiś czas mieszkał. Pokrzywdzonymi były także Polski zamieszkałe w Szwecji.
Organa ścigania tą sprawą zajęły się na początku 2023 r. Wiceminister sprawiedliwości był wówczas m.in. Michał Woś z PiS. „GW” zapewnia, że wbrew narracji prawicowych mediów śledztwo prowadzone w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy nie było zatajane przed prokuraturami wyższego szczebla. Akta analizował departament podległy ówczesnemu zastępcy Prokuratora Krajowego Krzysztofowi Sierakowi.
Skandal pedofilii i zoofilski w Kłodzku. Skąd nagły zwrot w PiS ws. byłej działaczki KO?
Tuż po wszczęciu śledztwa szwedzkie organa ścigania zwróciły się do polskiej prokuratury. Pomoc najpierw wpłynęła do Ministerstwa Sprawiedliwości. Ówczesny prokurator krajowy w kwietniu 2023 r. podpisał umowę o powołaniu międzynarodowej grupy śledczej. W czerwcu 2023 r. kobiecie ogłoszony zarzuty zoofilii. Następnego dnia akta sprawy trafiły do Prokuratury Krajowej. Wątek podejrzanej odesłano bez uwag.
PK dwukrotnie była informowana o sprawie, kiedy na jej czele przez dwa tygodnie stał Marcin Warchoł z Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy nikt nie widział potrzeby podjęcia wątku rzekomego zatajania informacji o wykorzystywaniu dzieci. Polityk teraz przekonuje, że „nikt mu o tej sprawie nie powiedział”. W innym wypadku wydałby polecenie rozszerzenia śledztwa też o ten wątek. Nie zapadła również decyzja o upublicznieniu sprawy, czy poinformowaniu opinii publicznej.













