
Inspektorzy z Fundacji dla Szczeniąt „Judyta” wraz z innymi organizacjami i służbami odebrali w zeszłym tygodniu kilkadziesiąt psów z legalnej, zarejestrowanej w Związku Kynologicznym w Polsce hodowli w Bolimowie w woj. łódzkim, gdzie panowały skandaliczne warunki.
Dorosłe psy były zamknięte w kontenerach, szczeniaki broczyły w odchodach. Trwa policyjne śledztwo w sprawie hodowli.
Rasowe psy odebrane z hodowli. „Lata zaniedbań”
Fundacja dla Szczeniąt „Judyta” poinformowała, że według ustalonych informacji wiele psów wychodziło na zewnątrz zaledwie raz w tygodniu, rotacyjnie. „Jadły tylko to, co zobaczycie na zdjęciach w komentarzu oraz to, co wygrały na wystawach. Tak, dobrze czytacie, to był ich system opieki i dom” – pisała fundacja 10 stycznia.
„To, co się wydarzyło, nie może zostać zamiecione pod dywan. To nie było zaniedbanie i brak wiedzy. To było zabijanie psów kawałek po kawałku, dzień po dniu z największą możliwą hipokryzją” – oceniają wolontariusze.
W hodowli przebywały psy różnych ras; owczarki australijskie, pudle, corgi, bernardyny. Ponad 50 psów przebywało w zamkniętym kilkumetrowym pomieszczeniu.
Akcja odebrania zwierząt trwała kilkanaście godzin i brali w niej udział przedstawiciele Fundacji dla Szczeniąt „Judyta”, Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ), policja, powiatowy inspektorat weterynarii, biegli sądowi i przedstawiciele gminy.
Pracownicy fundacji relacjonowali, że zwierzęta broczyły w odchodach, moczu, a smród był nie do zniesienia. 16 psów było martwych. Znaleziono je na terenie hodowli prowadzonej przez członkinię władz gdyńskiego oddziału Związku Kynologicznego w Polsce.
Odebrane psy miały być z prestiżowej hodowli
ZKwP to największe w kraju stowarzyszenie hodowców, które jako jedyna organizacja w Polsce jest członkiem Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI). Hodowle zarejestrowane w ZKwP i FCI są uznawane za najbardziej prestiżowe i godne zaufania. ZKwP wystawia psom z takich hodowli rodowody i metryki, organizuje także wystawy psów rasowych.
W związku z informacjami o bulwersujących nieprawidłowościach, których miał dopuścić się jeden z członków naszego oddziału, chcemy jasno podkreślić, że jesteśmy głęboko poruszeni zaistniałą sytuacją
Niektóre psy przebywały ponadto w „hodowli” tymczasowo, w ramach hotelu. Po odebraniu psów z fatalnych warunków do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) zgłosiła się jedna z członkiń związku kynologicznego – chciała odebrać kilka psów, które podczas interwencji trafiły pod opiekę inspektorów, a wcześniej zostały oddane pod tymczasową opiekę do hodowli.
Według DIOZ członkowie związku zareagowali dopiero po 5 dniach od interwencji w hodowli. Z tą relacją nie zgadzają się właściciele psów – na dowód zamieścili w internecie zrzut ekranu dokumentujący wiele telefonów wykonanych do DIOZ. Jak twierdzą opiekunowie psów – połączenia były ignorowane.
ZKwP odpowiada. Fala negatywnych komentarzy
„Zdarzenie to jest wyjątkowo bulwersujące i nie do zaakceptowania. Nie istnieje żadne usprawiedliwienie dla prowadzenia hodowli w warunkach, które narażają zwierzęta na cierpienie. Dobrostan psów stanowi fundamentalną wartość naszej organizacji, a każde przejawiające się wobec nich zaniedbanie traktujemy jako szczególnie dotkliwe i niedopuszczalne” – przekazali przedstawiciele Związku Kynologicznego w Polsce.
Interwencja, do której doszło w Bolimowie, jest przedmiotem postępowania prowadzonego przez wydział do walki z przestępczością gospodarczą i korupcją – potwierdzili przedstawiciele komendy w Skierniewicach. ZKwP deklaruje, że współpracuje z organami ścigania. Zaoferowano także pomoc w szukaniu domów dla odebranych psów.
Komentujący nie zostawiają na związku suchej nitki. Jak sugerują, inni hodowcy musieli mieć świadomość tego, co działo się w jednej z zarejestrowanych hodowli.
„To nie jest coś, co da się zbyć takim komunikatem. Nie ma żadnych szans, żeby wiedza o tej sytuacji nie była znana władzom związku. Związek powinien być rozwiązany. Nie macie żadnych kwalifikacji do zajmowania się psami. A ten przykład tylko to udowadnia. To nie pierwsza tego typu sprawa. Dobrostan psów jest w tej organizacji na ostatnim miejscu. Etyka to wyświechtane słowo, kompletnie puste. Liczy się tylko kasa” – stwierdził biolog Robert Maślak.
„W naszej organizacji nie ma i nie będzie miejsca dla osób, których działania prowadzą do cierpienia zwierząt” – podkreśla Przewodnicząca Głównej Komisji Hodowlanej ZKwP Anna Pulikowska-Klimonda.
Nie wiadomo dokładnie, ile hodowli działa w Polsce. Każdego roku fundacje działające na rzecz zwierząt odbierają setki psów z tzw. pseudohodowli, czyli miejsc, które nie zapewniają zwierzętom dobrostanu fizycznego i psychicznego.
Zarówno hodowle rejestrowane, jak i te niezarejestrowane mogą nie spełniać nawet minimalnych norm.












