Adam Sandurski w trakcie swojej kariery był bardzo znanym i wyjątkowo charakterystycznym sportowcem. W głównej mierze decydowały o tym dwa czynniki – klasa sportowa oraz jego gabaryty.
Adam Sandurski nie żyje. To ogromna strata dla polskiego sportu
Sandurski mierzył bowiem aż 214 cm wzrostu, ważąc 130 kg i budząc tym respekt nawet wśród najbardziej utytułowanych przeciwników.
8-krotny mistrz Polski w w. superciężkiej (1978-1984, 1988) był poza tym: 3-krotnym medalistą MŚ – brązowym (1981), srebrnym (1982, 1983), finalistą MŚ 1978 (4. msc), 1985 (4. msc), srebrnym medalistą ME (1984) i 5-krotnym brązowym medalistą (1979-1982, 1986) i finalistą ME 1977 (6. msc), 1978 (5. msc), 1983 (6. msc). Życiowy sukces odniósł podczas IO w Moskwie (1980), gdzie zdobył brązowy medal, choć – jak twierdził trener Eugeniusz Najmark – nasz „wolniak” o niedźwiedziej sile „był w Moskwie krok od jeszcze większego sukcesu”. Uchodził za „dobrego ducha” całej grupy zapaśniczej. Sport uważał za swoją wielką szansę życiową, którą chciał za wszelką cenę wykorzystać. Stąd szacunek i wdzięczność dla pracy trenerów i współtowarzyszy sportowej przygody. Odznaczony m. in. sześciokrotnie srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Był sportowcem bardzo popularnym (zwanym powszechnie „olbrzymem z Rzeszowa”), wielokrotnym laureatem nagrody „Złoty pas” redakcji „Sportu” dla najlepszego zapaśnika stylu wolnego – tak opisywany jest Sandurski na stronie internetowej Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Warto dodać, że Sandurski startował również na igrzyskach olimpijskich w Seulu (1988), kończąc rywalizację w wadze superciężkiej (130 kg) na siódmym miejscu w gronie piętnastu startujących.
Po zakończeniu kariery medalista olimpijski wyjechał do Niemiec (wówczas RFN). Tam też pozostał, mieszkając razem z rodziną. Choć fakt faktem, odwiedzał Polskę. Chociażby zaglądając na Dolny Śląsk, konkretnie do Mietkowa, rodzinny stron swojej żony.
Sandurski zmarł w wieku 73 lat, w szpitalu w niemieckim Witten.













