W poniedziałek przed katowickim sądem odbyła się druga rozprawa z wniosku Roberta Janczewskiego (zgodził się na podawanie nazwiska). Mężczyzna porusza się z trudem, używa kul. Wniosek o wyłączenie jawności na czas przesłuchania złożyli jego pełnomocnicy.
Jak uzasadniał jeden z nich, mec. Łukasz Chojniak, opowiadanie przed kamerami o licznych schorzeniach i tym, co spotkało go w areszcie, byłoby dla Janczewskiego niezwykle traumatyczne. Sędzia Roman Kubiś ostatecznie zgodził się na utajnienie całości przesłuchania. Dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw.
„Wrócił do domu pogryziony przez pluskwy”
Na pierwszej rozprawie w lutym zeznawała matka wnioskodawcy. Jak wskazywała, jej syn pisał z aresztu, że jest załamany, pogrążony w rozpaczy i przerażony. Twierdził, że był poniżany, zaszczuty, wyizolowany i poddawany upokarzającym badaniom wbrew własnej woli.
Matka Roberta Janczewskiego zeznała też, że jej syn jeszcze przed aresztowaniem leczył się psychiatrycznie, a po wyjściu z aresztu był w tragicznym stanie. – Wrócił do domu pogryziony przez pluskwy, z chorobami układu kostnego, uszkodzonym stawem biodrowym, bez zębów i z problemami ze wzrokiem – mówiła kobieta.
Mec. Łukasz Chojniak zwrócił uwagę, że ta sprawa dla Roberta Janczewskiego trwała nie siedem lat, ale znacznie dłużej, od 2000 r., kiedy został po raz pierwszy zatrzymany. Adwokat przypomniał, że jego klient nigdy nie przyznawał się do winy. Pełnomocnik argumentował, że Janczewski przez długi czas był traktowany jako więzień niebezpieczny, bez prawa do kontaktu z rodziną, bez możliwości odpierania zarzutu, a jego zdrowie zostało w sposób nieodwracalny zrujnowane.
Robert Janczewski i jego prawnicy w złożonym wniosku domagają się ponad 22,5 mln zł rekompensaty za niesłuszne aresztowanie. Sprawa została przekazana do Katowic, bo wyrok uniewinniający wydał Sąd Apelacyjny w Krakowie, a stroną postępowania jest Skarb Państwa reprezentowany przez prezesa tego sądu.
Zabójstwo Katarzyny Z. Robert Janczewski spędził 7 lat w areszcie
Sprawa „Skóry” jest uważana za jedną z największych zagadek polskiej kryminalistyki. Dotyczyła morderstwa 23-letniej studentki Katarzyny Z., której fragmenty skóry i innych części ciała pod koniec lat 90. wyłowiono z Wisły. Śledztwo prowadził Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
W 2017 r. Robert Janczewski został aresztowany. W 2022 r. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał w nieprawomocnym wyroku, że mężczyzna zabił młodą kobietę i zbezcześcił jej zwłoki, a następnie wyrzucił jej szczątki do rzeki. Skazał go za to na dożywocie. Sąd Apelacyjny w Krakowie w październiku 2024 r. uniewinnił mężczyznę, zastrzegając, że nie ma przekonania ani o winie, ani o niewinności Janczewskiego. Zastosował zasadę procesu karnego, wedle której nieusuwalne wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego. Wtedy Robert Janczewski mógł już opuścić areszt.
Jak informowaliśmy w Gazeta.pl, pod koniec czerwca br. Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury od wyroku uniewinniającego Janczewskiego. Tym samym zakończył się wieloletni proces dotyczący tej zbrodni.
Sąd Najwyższy: Porażka organów ścigania
– W sumie ta sprawa jest w jakiś sposób porażką organów ścigania, nie wymiaru sprawiedliwości, bo wymiar sprawiedliwości doprowadził do uniewinnienia oskarżonego – mówiła sędzia Sądu Najwyższego Barbara Skoczkowska.
– Sąd Apelacyjny miał na uwadze, że ta sprawa miała wyjątkowo poszlakowy charakter i w tej sprawie organom ścigania nie udało się znaleźć chociażby jednego bezpośredniego dowodu zawinienia Roberta Janczewskiego. To były tylko i wyłącznie poszlaki – mówiła sędzia SN. Zaznaczyła, że aby wnioskować o czyjejś winie, łańcuch poszlak musi być „nierozerwalny” i muszą one tworzyć logiczną całość, wykluczającą inną możliwą wersję wydarzeń. A w tym przypadku tak nie było.
Źródło: PAP












