
„Wszystko zależy od postawy Ministerstwa Spraw Zagranicznych”
Nominacje ambasadorskie od dłuższego czasu są elementem sporu między Pałacem Prezydenckim a rządem. W piątek (30 stycznia) Marcin Fijołek z „Dziennika Gazety Prawnej” zapytał Marcina Przydacza o „odwilż w relacjach”. – Taka odwilż może być realizowana nawet od dziś – odpowiedział szef Biura Polityki Międzynarodowej. Pojawiło się jednak „ale”. – Ale wszystko zależy od postawy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Czy zachowają się tak, jak nakazują konstytucja i utarty przez dekady zwyczaj, czyli po prostu zaczną współdziałać, a nie próbować narzucać? MSZ w pierwszej kolejności powinien ustalić z prezydentem, czy dana kandydatura na ambasadora jest akceptowalna i czy jest sens ją procedować – dodał. – Prezydent Karol Nawrocki nie będzie blokował tych kandydatur tylko dlatego, że ma takie widzimisię, ale niedopuszczalna jest sytuacja, że dane nazwisko jest wysyłane najpierw do stolicy, do której kandydat ma trafić, albo do komisji sejmowej, by zaopiniowała kandydaturę, a dopiero na koniec do podpisu pana prezydenta – podkreślił. – Minister Sikorski odszedł od dobrej praktyki wielu lat i stąd ten problem. Tak grać nie będziemy. Prezydent Rzeczypospolitej nie będzie notariuszem pana Sikorskiego. MSZ wnioskuje, ale finalną decyzję w tym zakresie podejmuje głowa państwa. Tak mówi konstytucja – podsumował Marcin Przydacz. Jego wypowiedź skomentował dziennikarz TVN24 Patryk Michalski.
Przydacz kontra dziennikarz TVN24. „Z kim i na jakiej podstawie?”
„Zgodnie z obowiązującym prawem szef MSZ przed skierowaniem wniosku o mianowanie ambasadora, zasięga opinii konwentu, w którym przedstawiciela ma m.in. Kancelaria Prezydenta. To tam przedstawiciel Karola Nawrockiego ma szansę się odnieść do kandydatury” – napisał w mediach społecznościowych Patryk Michalski i załączył art. 39 ustawy o służbie zagranicznej. „Panie ministrze, chodzi o ten etap, czy Kancelaria Prezydenta chciałaby jeszcze dodatkowych konsultacji? Jeśli tak, to na jakim etapie, z kim i na jakiej podstawie?” – dodał dziennikarz.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. „A przeczytał pan cały wywiad? Czy jak zwykle stoi pan po jednej stronie” – odpowiedział Marcin Przydacz. „Panie ministrze, zadałem proste, zwykłe pytanie bez żadnej sugestii, będę wdzięczny za precyzyjną odpowiedź. W wywiadzie, który czytałem, mówi pan o 'dobrej praktyce’ i oczekiwaniu jednomyślności w konwencie. Ja pytam o szczegóły i podstawę prawną” – czytamy w odpowiedzi dziennikarza. „Wszelkich odpowiedzi udzielam dziennikarzom, także i z pana stacji. Często nawet bywam” – uciął prezydencki minister.
Radosław Sikorski: Kompromis jest możliwy, ale…
26 stycznia odbyło się spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Głównym tematem rozmów były przede wszystkim nominacje ambasadorskie. – Rozmowy były konstruktywne, a momentami wręcz sympatyczne, natomiast przypominam o obowiązującym w Polsce prawie – skomentował Sikorski. – Prezydent ma pewne prerogatywy, sprawy, w których może podjąć decyzję samodzielnie. Do tych spraw należą stosowanie prawa łaski, nadawanie orderów, nadawanie obywatelstwa polskiego. To są sprawy, w których nie potrzebuje kontrasygnaty prezesa rady ministrów – dodał. – Jeśli chodzi o ambasadorów, to żeby móc dokonać nominacji prezydent potrzebuje nie tylko kontrasygnaty, potrzebuje też wniosku ministra spraw zagranicznych. Tak wynika z ustawy przyjętej przez PiS – kontynuował szef MSZ.
Przypomnijmy, Karol Nawrocki sprzeciwia się nominowaniu na ambasadorów obecnego szefa placówki w Waszyngtonie Bogdana Klicha oraz Ryszarda Schnepfa, chargé d’affaires we Włoszech. Radosław Sikorski podkreślił, że z „najwyższą powagą traktuje sugestie personalne pana prezydenta”. Nie chciał jednak mówić o nazwiskach. – Pole do kompromisu z panem prezydentem jest i mam nadzieję, że ten kompromis zawrzemy. Ale on musi polegać na podstawie prawnej. A to prawo stanowi, że to ja składam wniosek o (nominację) ambasadorów i przypominam, że to minister spraw zagranicznych odpowiada za stan służby przed Sejmem. Nie może być taka sytuacja, że ja odpowiadam, a kto inny decyduje o składzie korpusu służby zagranicznej – podsumował Sikorski. Dodał, że kompromis jest możliwy, „ale bez dyskryminowania zawodowych dyplomatów i z poszanowaniem wymogu profesjonalizmu, apartyjności i skuteczności w działaniu na rzecz Rzeczpospolitej„.
Zgodnie z art. 39 ustawy o służbie zagranicznej ambasadora mianuje i odwołuje prezydent RP na wniosek ministra spraw zagranicznych, który musi zostać zaakceptowany przez prezesa rady ministrów. Wniosek ten wymaga także wcześniejszego zasięgnięcia opinii konwentu Służby Zagranicznej. Cały proces wpisuje się w kompetencje głowy państwa określone w art. 133 konstytucji RP.
Czytaj także: „Andrzej Duda odgryza się Donaldowi Tuskowi. 'Wszyscy widzieli. jak się Pan łasił'”.
Źródła:prezydent.pl, Patryk Michalski/X











