-
Dawid Kacprzyk pracował w czerwonej strefie w dwóch publicznych szpitalach, mimo niewielkiego doświadczenia i rozpoczętej specjalizacji – opisuje Zero.pl.
-
Doniesienia medialne informują o zarzutach wobec kompetencji Kacprzyka oraz błędach, które mieli korygować inni lekarze – wskazuje na to czterech informatorów portalu.
-
Jednocześnie pojawił się list kilkunastu medyków, którzy bronią Kacprzyka i oceniają go jako dobrego lekarza.
-
W Szpitalu Południowym w Warszawie doszło do afery związanej z nieprawidłowościami kadrowymi i działalnością prosektorium, skutkującej dymisjami i postępowaniem prokuratorskim.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W najnowszych doniesieniach Zero.pl przypomina, że Dawid Kacprzyk uzyskał prawo do wykonywania zawodu 6 listopada 2024 roku, a już w 2025 roku pracował „w tzw. czerwonej strefie w dwóch publicznych szpitalach”.
Młody lekarz sam poinformował o tym na stronie znanylekarz.pl, co dziennikarzom potwierdziła administracja portalu. „Administracja portalu przekazała nam, że lekarz osobiście wpisał informacje o pracy na czerwonych strefach” – czytamy.
Czerwona strefa to miejsce, gdzie pomocy udziela się pacjentom w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. – Po ciężkich wypadkach komunikacyjnych, z ranami postrzałowymi, po ugodzeniu nożem, z sepsą, wstrząsem septycznym lub po zatrzymaniu akcji serca – wylicza w rozmowie z Zero.pl dr n. med. Piotr Kowalewski, chirurg ze Szpitala w Legionowie Wojskowego Instytutu Medycznego, członek Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Urazowej i Ratunkowej.
Jak zauważono, przepisy nie zakazują, by 28-latek bez dużego doświadczenia lekarskiego, rozpoczynający specjalizację, pracował samodzielnie w czerwonej strefie SOR. „O odpowiedzialności prawnej można mówić, gdy pojawią się błędy w leczeniu” – wskazano.
Sprawa Dawida Kacprzyka i SOR Szpitala Południowego. Nowe doniesienia mediów
W nowym tekście autorzy wskazują, że dotarli do czterech osób – obecnych i byłych pracowników Szpitala Południowego oraz Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego, które „uważają, że w ocenie kompetencji Dawida Kacprzyka przez Emila Jędrzejewskiego jest wiele racji”.
Według informatorów Kacprzyk zajmował się przypadkami „zdecydowanie go przerastającymi”. „W efekcie jego błędy musieli korygować inni lekarze, a niekiedy pacjenci co najmniej doznawali uszczerbku na zdrowiu” – wskazano, mówiąc m.in. o przypadkach intubowania pacjentów.
„Od jednego z rozmówców usłyszeliśmy o 'ułańskiej fantazji’ Dawida Kacprzyka, który zabierał się m.in. za intubowanie pacjentów, choć sobie z tym nie radził. Doszło nawet do tego – kontynuuje nasz rozmówca – że gdy na oddziale był bardziej doświadczony medyk, 'podkradał’ pacjentów Kacprzykowi, aby im pomóc” – napisano.
Z drugiej strony 16 medyków związanych z SOR Warszawskiego Szpitala Południowego opublikowało list, w którym bronią Kacprzyka i oceniają, że był dobrym organizatorem i lekarzem.
Były ordynator oddziału Chirurgii Szpitala Południowego Emil Jędrzejewski poważne oskarżenia względem Kacprzyka postawił w wywiadzie w Kanale Zero. Został już przesłuchany przez prokuraturę.
Kacprzyk poprzez swojego pełnomocnika Jacka Dubois zapowiedział pozwanie Jędrzejewskiego za kłamstwa. Wydał także oświadczenie, w którym dementował stawiane przez Jędrzejewskiego zarzuty.
Zdaniem dr. Kowalewskiego czerwona strefa to „absolutnie nie jest miejsce dla lekarza tuż po studiach, bez specjalizacji i bez wieloletniego doświadczenia w pracy z pacjentami w stanach nagłych”.
Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce ocenia, że młody lekarz powinien zacząć od prostych przypadków, a dopiero po kilku latach samodzielnie zajmować się „czerwonymi pacjentami” lub kierować zespołem zajmującym się takimi potrzebującymi.
Sutkowski ocenia, że „młodemu koledze zabrało wyobraźni”, a w przypadku zarządzających szpitalem można mówić o „nadmiernej brawurze”.
Afera w Warszawskim Szpitalu Południowym
Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie rozpoczęła się od doniesień o Dawidzie Kacprzyku, młodym radnym KO i lekarzu, który pełnił funkcję koordynatora SOR. Będący w trakcie specjalizacji medyk miał w ciągu roku zarobić łącznie 1,6 mln zł i przyjmować poza kolejnością polityków partii rządzącej.
W reakcji na skandal rada nadzorcza Warszawskiego Szpitala Południowego odwołała zarząd tej placówki, potem odwołano radę nadzorczą, a Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO.
Śledztwa w sprawie placówki wszczęła prokuratura.
Następnie pojawiły się informacje o nieprawidłowościach w prosektorium tej placówki. Zero.pl i Onet opisały, że w szpitalu prowadzono biznes pogrzebowy, a szef prosektorium utrudniał odbieranie ciał, nakłaniał do korzystania konkretnych usług, promując zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy. Publikował też w sieci drastyczne zdjęcia ciał.
W czwartek Prokuratura Okręgowa w Warszawie w sprawie wszczęła postępowanie wyjaśniające oraz zaapelowała do świadków o zgłaszanie się. Również w czwartek Szpital Południowy ogłosił zerwanie współpracy z szefem prosektorium.
-
Afera w prosektorium Szpitala Południowego. Reaguje prokuratura
-
Polacy ocenili reakcję Tuska na sprawę Szpitala Południowego. Jest sondaż


