Jacek Nizinkiewicz na łamach „Rzeczpospolitej” opublikował artykuł, w którym „ujawnił”, że Szymon Hołownia od wielu miesięcy zmaga się z depresją. „Z kilku niezależnych źródeł wiem, że Hołownia od miesięcy leczy się. Stąd też ograniczona aktywność medialna i śladowa aktywność publiczna. Możliwe też, że stąd niektóre wybory, decyzje, zmienność, reakcje, opinie. Nie chcę decyzji Hołowni tłumaczyć, ani usprawiedliwiać. Wiem tylko, że po przegranych wyborach prezydenckich jedna z najważniejszych osób w państwie wpadła w stan, w którym każdy może się znaleźć i potrzebuje wsparcia” – czytamy w tekście. Dziennikarz wymienia też inne osoby, które – jego zdaniem – również leczyły depresję: Jarosława Gowina, Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska, Andrzeja Leppera. Zaznacza przy tym, że tylko ten pierwszy „przyznał się wprost do choroby”.
Hołownia: Nie, nie choruję na depresję
Szymon Hołownia w oświadczeniu napisał, że nie wyrażał zgody na publiczne ujawnianie informacji na temat jego zdrowia i nazwał działanie Nizinkiewicza „przemocowym” i „podłym”. Wicemarszałek przyznał, że po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na prezydenta i spotkaniach z Jarosławem Kaczyńskim on i jego rodzina doświadczyli „fali nienawiści”, która „nie pozostały bez pływu na stan jego zdrowia”. „O wszystkim, o czym uznam za stosowne, że chcę publicznie opowiedzieć, z pewnością opowiem w swoim czasie. Niezmiennie stoję jednak na stanowisku, że wyłącznym dysponentem informacji o swoim stanie zdrowia zawsze i bezwarunkowo powinien być sam chory. Gwarantuje mu to prawo, a także zwykła przyzwoitość” – napisał w mediach społecznościowych.
„I nie, nie choruję na depresję, zmagam się z innymi wyzwaniami. Jestem na dobrej drodze, leki działają, odzyskuję siły. Chcę wierzyć, że zamiast zdzierać ze mnie bandaże i pokazywać je tłumom, będziesz odtąd raczej tymi samymi rękami trzymał za mnie kciuki” – zwrócił się Hołownia do dziennikarza. Polityk podkreślił, że trzyma kciuki za wszystkich chorujących i zaznaczył, że „nikt nie ma prawa odbierać im godności, kraść prywatności, zasypywać ciekawskimi pytaniami”. „Macie prawo iść ku zdrowiu własną drogą, w swoim tempie. Oby zawsze spotykała Was na niej czuła wrażliwość, bezpieczne wsparcie. Obyście zawsze mieli odwagę szukać leczenia, nawet gdy wszyscy wokół będą zwalać Wasz brak napędu do życia, chęć ucieczki, skulenia się w sobie, na chandrę, czy słabsze 'nastroje'” – stwierdził.
Naczelna Izba Lekarska ubolewa nad publikacją
Swoje oburzenie w związku z publikacją artykułu wyraziła też Naczelna Izba Lekarska. „Takie działanie nigdy nie powinno mieć miejsca, a informacje dotyczące stanu zdrowia winny pozostawać pod szczególną ochroną. NIL ubolewa, że do ujawnienia takich danych doszło w Światowym Dniu Depresji, który powinien być dniem edukacji zdrowotnej i uwrażliwienia na jak najszybsze sięganie przez pacjentów po dostępne środki terapeutyczne, nie zaś okazja do upubliczniania szczególnie wrażliwych danych zdrowotnych” – czytamy w oświadczeniu. NIL zaapelowała do przedstawicieli mediów o szczególną wrażliwość w kwestii ochrony informacji o stanie zdrowia oraz do organów państwa „o wyjaśnienie, jak doszło do wycieku tak wrażliwych danych”.
Nizinkiewcz liczył na inną reakcję Hołowni
Nizinkiewicz w rozmowie z branżowym portalem Wirtualne Media powiedział, że nie spodziewał się „ataku” i myślał, że Hołownia „zareaguje bardziej pozytywnie”. Dziennikarz wyjaśnił, że wielokrotnie próbował kontaktować się z politykiem, jednak bez odzewu. Jego zdaniem tekst nie jest „ani napastliwy, ani demaskujący”, bo o chorobie mieli mówić najbliżsi współpracownicy i przyjaciele Hołowni. – Ja tego nie rozdmuchuję i to nie jest skierowane przeciwko Szymonowi Hołowni, wręcz przeciwnie. Ten temat i tak krążył i mógł pojawić się finalnie w negatywnym kontekście, dlatego myślę, że warto, żeby dzisiaj to wybrzmiało jako coś ludzkiego i pełnego empatii i troski. Tego typu rzeczy zdarzały się i zdarzają wielu ludziom – powiedział Nizinkiewicz.













