-
Przyrodnicy złożyli wniosek do wojewody o stwierdzenie nieważności uchwały ograniczającej populację dzików w Warszawie, podnosząc zarzuty dotyczące naruszeń przepisów i szerokiego zakresu metod eliminacji zwierząt.
-
Według Pracowni na rzecz Wszystkich Istot uchwała przewiduje działania wykraczające poza ustawowe przesłanki oraz nieprecyzyjne kryteria wyboru interwencji i brak jasności w zakresie finansowania i procedur.
-
Organizacja wskazuje na konieczność ograniczenia dostępu dzików do pożywienia jako alternatywnego rozwiązania, powołując się na przykłady z innych miast oraz kwestionując skuteczność i zasadność zaproponowanych metod.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
-
Organizacja przyrodnicza chce unieważnienia uchwały ws. dzików
-
Sposób wyboru metod interwencji
-
Dodatkowe koszty
-
Nasze jedzenie przyciąga dzikie zwierzęta
-
Decyzja wojewody
Kontrowersyjna uchwała, po której ogłoszeniu odbyły się protesty, została przyjęta podczas wrześniowej sesji Sejmiku Województwa Mazowieckiego, o czym pisaliśmy na łamach portalu. Projekt zakłada możliwość podejmowania działań „ograniczających populację dzików” na terenie Warszawy przez dwa lata. Wśród przewidzianych metod znalazły się kontrowersyjne działania: odłów połączony z uśmierceniem oraz odstrzał redukcyjny. Zgodnie z informacjami przedstawionymi przez samorząd województwa, działania mają dotyczyć przypadków, w których konkretne dziki stwarzają nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka.
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot kwestionuje jednak zarówno podstawę prawną uchwały, jak i sposób przygotowania regulacji. Organizacja zwróciła się do wojewody mazowieckiego o stwierdzenie jej nieważności w całości oraz o wstrzymanie jej wykonania.
– Sytuacje konfliktowe i potencjalnie niebezpieczne z dzikami oczywiście istnieją, ale musimy znać ich realną skalę. Dziś są rozdmuchiwane do niemożliwych granic, a często są przedmiotem dezinformacji, która karmi się strachem. Tymczasem w Polsce dochodzi dziennie do 80 pogryzień ludzi przez psy, ale nie jest to przedmiotem publicznej dyskusji – mówi Zielonej Interii Katarzyna Wiekiera z Pracowni.
-
Protest w sprawie dzików w Warszawie zakłócony. Interweniowała policja
Organizacja przyrodnicza chce unieważnienia uchwały ws. dzików
Zdaniem stowarzyszenia uchwała przekracza zakres upoważnienia wynikającego z ustawy o ochronie zwierząt. Przedstawiciele organizacji wskazują, że możliwość ograniczania populacji zwierząt na podstawie przepisów ustawy jest związana z wystąpieniem nadzwyczajnego zagrożenia dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka. W ocenie Pracowni przyjęta przez Sejmik regulacja posługuje się natomiast dodatkowymi przesłankami, które – zdaniem organizacji – są zbyt nieprecyzyjne.
Wątpliwości dotyczą m.in. takich kryteriów jak trwała utrata lęku przed człowiekiem czy regularne pojawianie się dzików na terenach zabudowanych. Pracownia argumentuje, że samo przyzwyczajenie zwierząt do obecności ludzi nie powinno być automatycznie utożsamiane z agresją lub nadzwyczajnym zagrożeniem.
Spór o dane dotyczące zgłoszeń i spotkań z dzikami
Jednym z głównych punktów sporu są dane dotyczące kontaktów dzików z mieszkańcami Warszawy.
Władze województwa wskazują na rosnącą liczbę zgłoszeń jako jeden z argumentów przemawiających za możliwością podejmowania interwencji wobec zwierząt stwarzających zagrożenie. Według oficjalnych danych Lasów Miejskich liczba zgłoszeń dotyczących obecności dzików rzeczywiście wyraźnie wzrosła – z 4713 w 2023 roku do 5128 w 2024 roku i 8804 w 2025 roku. W pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku było ich już 14 434.
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot zwraca jednak uwagę, że samo zgłoszenie mieszkańca nie musi oznaczać ataku ani kontaktu fizycznego człowieka ze zwierzęciem. Organizacja chce wiedzieć, ile spośród zgłoszeń zostało zweryfikowanych i ile faktycznie dotyczyło obrażeń lub bezpośredniego zagrożenia.
To właśnie rozróżnienie między obecnością dzika, sytuacją potencjalnie niebezpieczną a potwierdzonym atakiem jest jednym z elementów sporu o zasadność nowych przepisów.
Sposób wyboru metod interwencji
Kolejny zarzut dotyczy sposobu podejmowania decyzji o uśmierceniu zwierzęcia. Pracownia wskazuje, że uchwała przewiduje udział osób uprawnionych do polowania przy wyborze sposobu przeprowadzenia interwencji.
Organizacja kwestionuje również zapisy dotyczące uśmiercania farmakologicznego. Zdaniem jej przedstawicieli pojawiają się w tym zakresie wątpliwości dotyczące kompetencji osób, które miałyby wykonywać takie czynności.
Pracownia zwraca również uwagę na brak jasności co do tego, kto dokładnie miałby wykonywać poszczególne zadania oraz według jakich procedur miałyby być podejmowane decyzje dotyczące konkretnych zwierząt.
Dodatkowe koszty
Wniosek skierowany do wojewody dotyczy również kwestii finansowych. Organizacja twierdzi, że uchwała nakłada na Warszawę szereg obowiązków związanych m.in. z organizacją odłowów, obsługą urządzeń, dokumentowaniem interwencji i przygotowywaniem sprawozdań, ale nie przedstawia wystarczająco szczegółowej informacji o kosztach realizacji tych działań.
Pracownia chce więc ustalenia, kto miałby finansować poszczególne elementy systemu oraz jakie byłyby łączne koszty jego funkcjonowania.
W sporze o warszawskie dziki pojawia się również kwestia źródeł problemu. Organizacja zwraca uwagę na łatwy dostęp zwierząt do pożywienia pozostawianego przez ludzi.
Nasze jedzenie przyciąga dzikie zwierzęta
Chodzi przede wszystkim o niezabezpieczone pojemniki na odpady, otwarte wiaty śmietnikowe, wyrzucaną żywność czy dokarmianie zwierząt. Zdaniem Pracowni ograniczenie dostępu do takich źródeł pożywienia powinno być jednym z elementów działań podejmowanych w pierwszej kolejności.
Przyrodnicy wskazują także na inne możliwe rozwiązania, takie jak odpowiednie zabezpieczanie infrastruktury, ograniczanie możliwości przedostawania się zwierząt na drogi czy stosowanie właściwych zabezpieczeń na terenach, na których dochodzi do częstych kontaktów ludzi z dzikami.
Pracownia przywołuje doświadczenia zagranicznych miast, w których próbowano ograniczać konflikty między mieszkańcami a dzikimi zwierzętami poprzez działania obejmujące m.in. zabezpieczanie źródeł pożywienia i zmianę organizacji przestrzeni.
Jako przykład organizacja wskazuje Barcelonę. Według przedstawionych przez nią informacji miasto po wcześniejszych doświadczeniach z metodami śmiercionośnymi zaczęło większy nacisk kłaść na rozwiązania mające ograniczać przyczyny pojawiania się dzików w przestrzeni miejskiej. Pracownia podaje, że w efekcie liczba zgłoszeń miała spaść o około 70 proc. w ciągu trzech lat. Są to dane przywoływane przez organizację i wymagają odniesienia do metodologii ich wyliczenia oraz źródła.

Decyzja wojewody
W Polsce podobne działania są podejmowane lub analizowane w kilku miastach. Pracownia wskazuje m.in. Poznań, Kraków, Warszawę i Gdynię jako miejsca, w których prowadzone są prace dotyczące sposobów współistnienia mieszkańców z dzikimi zwierzętami.
– Warszawa ma wybór. Albo kosztowne, masowe i nieskuteczne na dłuższą metę zabijanie zwierząt. Albo wreszcie podjęcie strategicznych działań: zabezpieczania odpadów czy skutecznych grodzeń. To jest naprawdę tak proste: nie kule czy uśmiercanie przez usypianie, ale łatanie dziur w płotach i mocniejsze śmietniki. Przykłady innych krajów pokazują, że spadek liczby sytuacji konfliktowych z dzikami następuje dopiero po zastosowaniu metod nieśmiercionośnych. Np. w Barcelonie udało się w trzy lata zmniejszyć liczbę konfliktów z dzikami o 70 proc. – mówi Katarzyna Wiekiera.
Teraz sprawą zajmie się organ nadzoru nad działalnością samorządu województwa. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oczekuje stwierdzenia nieważności uchwały i wstrzymania jej wykonania.
Oficjalne stanowisko władz województwa wskazuje, że regulacja ma umożliwić interwencje w przypadkach nadzwyczajnego zagrożenia powodowanego przez konkretne osobniki.
– W Gdyni, która rzetelnie przeanalizowała zgłoszenia z prawie 15 lat obecności tych zwierząt wynika, że sytuacji naprawdę niebezpiecznych praktycznie nie było. Ponad 80 proc. stanowiły informacje neutralne dotyczące zaobserwowania zwierzęcia. Wśród problemowych 20 proc. było niszczenie zieleni czy rozrzucanie odpadów. Sama liczba zgłoszeń, na którą powołuje się Warszawa, bez ich analizy nie mówi nic. Mamy całą masę metod nieśmiercionych, które zwiększają bezpieczeństwo ludzi i obowiązek gradacji ich stosowania. Sięgnijmy po nie, bo one realnie rozwiązują przyczyny obecności zwierząt w miastach – konkluduje moja rozmówczyni.


