Decyzja jest tak kontrowersyjna, że ukraińskie organizacje obywatelskie nawołują do protestów dzisiaj, w czwartek, jeszcze zanim zmiana na stanowisku ministra obrony zostanie formalnie zatwierdzona. W Kijowie i wielu miastach rzeczywiście zaczęli gromadzić się ludzie. Atmosfera jest podobna do wybuchu niezadowolenia w 2025 roku, kiedy prezydent Wołodymyr Zełenski próbował ograniczyć niezależność instytucji zwalczających korupcję. Wówczas nacisk ulicy i zachodnich stolic zmusił go do odwrotu. Teraz aż takiej presji nie ma, jednak na pewno będzie to jedna z najbardziej niepopularnych decyzji prezydenta. Istotnie podważająca wiarę w chęć przeprowadzenia koniecznych reform w wojsku.
Optyka dymisji Fedorowa jest bowiem jednoznacznie zła. Młody, dynamiczny i wizjonerski minister, który zasłynął świetnie przeprowadzoną cyfryzacją ukraińskiego państwa, często określany przez komentatorów jako „najlepszy minister obrony Ukrainy”, traci stanowisko po sporze z generalicją skupioną wokół głównodowodzącego generała Ołeskandra Syrskiego, który powszechnie jest oskarżany o sowiecki model zarządzania i choćby tolerowanie poważnych nadużyć w bezpośrednio podległych mu Wojskach Szturmowych.
Różni jak noc i dzień
Do zastąpienia Fedorowa jeszcze faktycznie nie doszło. 14 lipca ukraiński parlament, Rada Najwyższa, przyjął dymisję premierki Julii Swyrydenko, którą ta złożyła na życzenie prezydenta Wołodymira Zełenskiego. W ukraińskim systemie to on o tym decyduje. Razem z premierką ustąpił cały jej rząd, w tym właśnie Fedorow.
Nowy rząd z nowym premierem Serhijem Koreckim na czele został powołany w czwartek przez Radę Najwyższą. Pełna lista nowych ministrów nie jest jeszcze znana, ale według licznych doniesień ukraińskich mediów, Fedorowa na niej nie ma. On sam jeszcze w środę pożegnał się ze stanowiskiem na mediach społecznościowych, opisując przy okazji to, co uważa za swoje największe osiągnięcia podczas krótkiego, półrocznego urzędowania na stanowisku.
„Ukraińska Prawda” opisała spotkanie prezydenta z deputowanym jego partii „Sługa Narodu” w Radzie Najwyżej, do którego miało dojść w środę. Zełenski przedstawiał na nim swoją wizję nowego rządu i listę jego członków. Większość czasu miała zostać jednak poświęcona kwestii wymiany ministra obrony, bo wywoływało to najwięcej emocji i kontrowersji.
Według „UP” prezydent twierdził, iż była to bardzo trudna decyzja, do której był jednak zmuszony. Jako główny powód podał konflikt Fedorowa z gen. Syrskim, który ma się sprowadzać do odmiennych wizji prowadzenia wojny. Do tego stopnia, że ministerstwo miało kupować inne rzeczy, niż oczekiwali oficerowie albo kierować zasoby gdzie indziej, niż według nich trzeba było. Obaj mieli dążyć do usunięcia swojego adwersarza. Zełenski miał stwierdzić, że ma dość obu, ale nie może usunąć obu jednocześnie w warunkach wojny, więc zdecydował zostawić gen. Syrskiego.
Fedorow potwierdził fakt tego konfliktu podczas konferencji prasowej w czwartek. Przyznał też, że zasugerował prezydentowi usunięcie generała, ale ten miał się nie zgodzić. Fedorow twierdzi, że wobec tego starał się wypracować model współpracy, ale „napotkał totalną obstrukcję” i brak jakiejkolwiek dobrej woli, a w końcu gen. Syrski sam miał postawić prezydentowi ultimatum, że minister musi odejść.
Nie jest szczególną tajemnicą, że Fedorow i Syrski są bardzo odmiennymi osobami, a zwłaszcza menadżerami. Fedorow to technokrata, wręcz fanatyczny modernizator i zwolennik całkowitej cyfryzacji, oceniania skuteczności na podstawie chłodnych, wręcz matematycznych kalkulacji. Nie ma poszanowania dla bardziej tradycyjnych metod zarządzania i załatwiania spraw. Osoby, które nie zgadzają się z jego poglądami i metodami, ma bezceremonialnie usuwać.
Syrski to równie nieustępliwy wychowanek radzieckich akademii wojskowych ze skłonnością do ręcznego zarządzania, nieznoszący dyskusji i sprzeciwu. Przy czym zarządzający znacznie bardziej tradycyjnie, przy pomocy zaufanego kręgu współpracowników oraz podwładnych, gdzie większe znaczenie ma osobista relacja, niż chłodna i matematyczna ocena skuteczności.
Następca przyjęty chłodno
Od objęcia urzędu Fedorow w swoim stylu rzucił się więc w wir cyfryzacji i optymalizacji ministerstwa obrony. Przy czym żyje świętym przekonaniem, że najważniejsze w tej wojnie są nowe technologie, zwłaszcza dronowe, bo to pozwoli uzyskać przewagę nad Rosjanami. Dlatego też skupiał się na usprawnieniu procesu rozwoju, nabywania i użycia bezzałogowców. Do tego stopnia, że – według krytyków – sabotował na przykład zakupy amunicji artyleryjskiej albo dostarczał jej mniej, niż chcieli wojskowi. Choć z kolei jego zwolennicy twierdzą, że tylko prowadził audyt jej zakupów i likwidował korupcję, doprowadzając do kilkunastoprocentowego obniżenia cen.
Miał jednak też od początku postawione zadanie zreformowania procesu rekrutacji. Czyli sprawy niezwykle skomplikowanej i emocjonalnej. Ukraińskie wojsko od ponad dwóch lat boryka się z poważnymi brakami kadrowymi, znaczną skalą dezercji i unikania poboru. Ochotnicy skończyli się praktycznie po pierwszym roku wojny, więc został głównie przymus, co w oczywisty sposób budzi opór społeczny. Reforma tego systemu i sprawienie, aby zadowalał zarówno wojsko, jak i społeczeństwo (a co za tym idzie polityków wrażliwych na nastroje społeczne), to monumentalne zadanie. Od pół roku nie doszło jednak do fundamentalnych zmian w tym zakresie.
Zełenski miał twierdzić na spotkaniu z parlamentarzystami, że to drugi główny powód odwołania Fedorowa. – Powiedział, że jeśli Putin ogłosi powszechną mobilizację 23 września, to nikt nie będzie miał ochoty na dowcipy i cyfryzację. Musimy wcześniej rozwiązać problem naszej mobilizacji – relacjonuje „UP”, powołując się na jednego z deputowanych. Zwolennicy Fedorowa twierdzą jednak, że zupełnie nierealistyczne jest oczekiwać skutecznej reformy tak złożonego systemu w pół roku i że nie dano czasu, aby Fedorow mógł zrealizować swoje pomysły.
Z kwestią mobilizacji jest też związane to, kogo Zełenski ma proponować na nowego ministra obrony. To pełniący obecnie funkcję szefa MSW Ihor Kłymenko. Znacznie mniej reformatorski i nieszablonowy człowiek, który, choć zaczął karierę w wojsku, to znacznie dłużej był związany z policją oraz sprawami wewnętrznymi. Domysł jest taki, że może będzie w stanie lepiej zarządzić kwestią mobilizacji, przy jednoczesnym nie wchodzeniu w konflikt z generałami i istniejącymi układami. Oznacza to jednak, że nie będzie tak niestrudzenie forsował reform i adaptacji nowych technologii, jak robił to Fedorow. Przy czym to one są powszechnie uznawane za skuteczne i dające ostatnie sukcesy ukraińskiemu wojsku, takie jak kampania ataków bezzałogowców na rosyjskie zaplecze, czy skuteczna obrona przy pomocy prostych dronów na linii frontu.
Sprawa dzieląca wojsko i społeczeństwo
Optyka zmian jest więc jednoznacznie zła. Z jednej strony młody i dynamiczny minister z dużymi osiągnięciami w reformach, silnie wiązany z technologiami bezzałogowymi, które odgrywają ogromną rolę na froncie. Z drugiej zachowawcza generalicja częściowo z korzeniami w ZSRR, powszechnie oskarżana o brak elastyczności, szacunku dla życia żołnierza i nieudolność w koniecznych reformach. Zdolna głównie do sztywnej obrony i nadmiernego mikrozarządzania z powodu braku zaufania do podwładnych. Nie pomaga to, że ukraińskie media ujawniły w ostatnich miesiącach wiele skandali w Wojskach Szturmowych, specjalnej formacji podległej bezpośrednio Syrskiemu. Zwłaszcza w 425. Pułku Szturmowym „Skała”, który pod patronatem głównodowodzącego znacznie się rozrósł i został jego jednostką do zadań specjalnych. Ma tam jednak panować wyjątkowa brutalność wobec zmobilizowanych. Do tego brak poszanowania dla życia żołnierzy.
Powszechna reakcja w ukraińskim społeczeństwie i wojsku jest więc negatywna wobec zmian. Widać to po skali wypowiedzi w mediach zarówno tradycyjnych, jak i społecznościowych. Tak samo w tym, że dochodzi do ulicznych protestów. Co więcej, według doniesień z czwartkowego przedpołudnia, część deputowanych „Sługi Narodu” miała zdecydować się nie zagłosować za kandydaturą Kłymenki w formie protestu. W efekcie ma istnieć ryzyko, że nie zostanie ona zatwierdzona. Stwarza to poważny problem dla Zełenskiego.
Co jest ewidentne, decyzja prezydenta i konflikt na linii ministerstwo-wojsko doprowadziły do kolejnych poważnych napięć w Ukrainie. Akurat w czasie, kiedy na froncie udało się poprawić sytuację i choć jest ona daleka od ideału, to wyraźnie lepsza niż przed powołaniem Fedorowa na stanowisko pół roku temu.
Odwoływany minister obrony postanowił przy tym nie odchodzić po cichu. Wspomniana czwartkowa konferencja prasowa z jego udziałem była faktycznie salwą w kierunku gen. Syrskiego. Wśród ukraińskich komentatorów zajmujących się wojną nie brak głosów, że to właśnie wojskowy powinien zostać usunięty dla dobra państwa. Do tej pory Zełenski bronił jednak generała przy każdej fali krytyki, których było wiele. Teraz sytuacja jest jednak znacznie bardziej dynamiczna i za sprawą niepokornego Fedorowa może dojść do przesilenia. Jest przy tym pewne, że zamieszanie w Kijowie wywołuje na razie falę radości na rosyjskich kontach na Telegramie. Odwołanie Fedorowa zostało po tej drugiej stronie frontu przyjęte z entuzjazmem.













