-
Donald Trump stwierdził, że mógł zmusić Izrael do podjęcia działań militarnych przeciw Iranowi.
-
Wypowiedzi Marco Rubio i innych polityków wywołały oburzenie i zaniepokojenie wśród mediów oraz amerykańskich komentatorów.
-
Rubio wycofał się ze swoich słów, zarzucając dziennikarzom manipulację i podkreślając, że decyzję o ataku podjął prezydent.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Podczas spotkania z kanclerzem Niemiec Frederichem Merzem Donald Trump został zapytany przez dziennikarzy, czy Izrael zmusił go do podjęcia działań militarnych przeciwko Iranowi.
– Nie. Mogłem zmusić ich do działania. Prowadziliśmy negocjacje z tymi szaleńcami i moim zdaniem to oni zaatakowaliby pierwsi. Jeśli my tego nie zrobimy, to oni zaatakują pierwsi – byłem co do tego głęboko przekonany – podkreślał amerykański prezydent.
Marco Rubio mówił o Izraelu. Fala oburzenia
W poniedziałek poruszenie w USA wywołała wypowiedź Marco Rubio, który pytany o to, co zdecydowało o ataku na Iran odpowiedział: Wiedzieliśmy, że Izrael podejmie działania.
– Wiedzieliśmy, że spowoduje to atak na siły amerykańskie. Wiedzieliśmy, że jeśli nie zaatakujemy ich prewencyjnie, zanim przeprowadzą te ataki, poniesiemy większe straty – mówił sekretarz stanu przed spotkaniem w Kongresie.
W podobnym tonie wypowiadał się również spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson. – To był środek obronny. Gdyby Izrael ostrzelał Iran i podjął przeciwko niemu działania mające na celu zniszczenie rakiet, to (Iran – red.) natychmiast zdecydowałby się na odwet, atakując amerykański personel i zasoby – wyjaśniał.
Izrael zmusił do ataku? Jest oficjalne oświadczenie
Słowa Rubio wywołały poruszenie zarówno wśród demokratów, jak i konserwatywnych komentujących. Niezależny senator zasiadający w klubie demokratów Angus King przyznał, że jest „zaniepokojony” komentarzem sekretarza stanu.
– Sugerują one, że delegujemy decyzję o tym, czy kraj pójdzie na wojnę innemu państwu. To zapierające dech w piersiach stwierdzenie. Kiedy obudziłem się w sobotę rano i zobaczyłem wiadomości o ataku, moje pierwsze pytanie brzmiało: dlaczego teraz? Pierwotne uzasadnienia dotyczyły zagrożenia nuklearnego i innych tego typu rzeczy – wszystkie one po prostu poszły w zapomnienie. Myślę, że (Izrael – red.) był czynnikiem wyzwalającym i uważam, że to niewłaściwe – komentował w rozmowie dla „TIME”.
Oburzenia nie krył prawicowy bloger Matt Walsh, obserwowany w serwisie X przez ponad cztery miliony użytkowników. „Więc mówi nam wprost, że jesteśmy w stanie wojny z Iranem, bo Izrael nas do tego zmusił. To w zasadzie najgorsza rzecz, jaką mógł powiedzieć” – napisał.
Na krytykę działań administracji Trumpa zdecydowała się też Megyn Kelly, była prezenterka Fox News i twórczyni popularnego podcastu. – Zadaniem naszego rządu nie jest troska o Iran ani Izrael. Chodzi o troskę o nas. I to wydaje mi się ewidentnie wojną Izraela – mówiła swoim słuchaczom.
Ostatecznie Rubio wycofał się ze swoich słów, zarzucając dziennikarzom manipulację. – Pytanie brzmiało: Czy weszliśmy ze względu na Izrael? Ja powiedziałem, że nie. Powiedziałem wam, że to i tak musiało się zdarzyć. Prezydent podjął decyzję, że Iran nie będzie mógł się kryć z programem rakiet balistycznych. To prezydent zdecydował, że nie oberwiemy pierwsi – podkreślał Rubio.
Tajemniczy telefon od Netanjahu. Miał wskazać Trumpowi miejsce
Nowe światło na temat powodu rozpoczęcia ataków rzuciły ustalenia Axios. Według portalu telefon, który „uruchomił wojnę” na Bliskim Wschodzie wykonano 23 lutego. Wtedy też premier Izraela Binjamin Netanjahu miał zadzwonić do Trumpa z informacją, że najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei spotka się w jednym miejscu z gronem najważniejszych doradców.
Premier Izraela miał przekazać prezydentowi USA, że wszyscy najważniejsi przedstawiciele Iranu będą mogli zostać zabici w jednym niszczycielskim nalocie. Axios twierdzi, że przywódcy nie chcieli przegapić takiej okazji.
„TIME” zauważa, że zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych, prezydent może użyć siły militarnej bez zgody Kongresu wyłącznie w odpowiedzi na bezpośrednie zagrożenie. „Atak mający na celu zapobieżenie przyszłym represjom wywołanym działaniem sojusznika stanowi mniej jednoznaczny przypadek, który zdaniem niektórych członków Kongresu dowodzi, że Trump zignorował konstytucyjne uprawnienia w tej sprawie” – czytamy.
Źródło: „TIME”, „The Guardian”












