-
W Polsce nie występują na stałe największe padlinożerne ptaki, takie jak sępy czy orłosępy, choć pojawiają się sporadycznie.
-
Brak tych gatunków wynika z położenia geograficznego kraju, klimatu, niewielkiej liczby terenów górskich oraz braku odpowiednich warunków do gniazdowania.
-
Sanitarną rolę w usuwaniu padliny w polskiej przyrodzie pełnią głównie krukowate, a lokalnie też mewy i bociany.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Pojawienie się w Polsce sępa czy orłosępa to spora sensacja. Takie obserwacje trafiają szybko do mediów, pojawiają się w internecie, zwłaszcza że ludzie mają teraz dobry sprzęt fotograficzny i łatwo dokumentują takie przypadki. Jednym z najsłynniejszych przypadków był orłosęp brodaty, który w 2024 r. usiadł na parapecie mieszkania jednego z blokowisk w Poznaniu. Mieliśmy też w ostatnich miesiącach sępy płowe i sepy kasztanowate na Mazowszu czy Dolnym Śląsku.
– Te ptaki się u nas pojawiają okazjonalnie, ale się nie gnieżdżą – wskazuje prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Co więcej, nie wiadomo czy sępy kiedykolwiek się w Polsce gnieździły. Informacje, że w XIX wieku zakładały gniazda w Tatrach czy Pieninach nie są potwierdzone. Te ptaki nie należą do naszej awifauny lęgowej i nie ma w niej żadnego klasycznego padlinożercy.
– Rolę tę spełniają krukowate, a w pewnych miejscach padlinożerne są także mewy – mówi prof. Piotr Tryjanowski. – Kruk to ptak duży i wypełnia zadania sanitarne w usuwaniu padliny. Jednakże rzeczywiście nie ma w Polsce klasycznych dużych ptaków w typie sępa, orłosępa czy kondora.
Polska bez sępów i padlinożerców. To geografia
Wynika to z co najmniej kilku przyczyn. Jedną z nich jest położenie Polski – tak daleko na północ ptaki klasycznie padlinożerne nie występują. W Ameryce urubu czarny, zwany też sępnikiem czarnym sięga Chicago i Nowego Jorku, a urubu różowogłowy mieszka nawet w południowej Kanadzie, ale w wynika to z pewnych predyspozycji tych ptaków, zwanych nieprawidłowo „amerykańskim sępami”. Z sępami mają one tyle wspólnego, że żywią się padliną i odpadkami. Ich bliższymi krewnymi są jednak kondory. – Urubu są specyficzne, bowiem zaczęły mieszkać nawet w miastach Ameryki. Bardzo dużo jest ich chociażby w Hawanie – mówi prof. Piotr Tryjanowski, który wraz z argentyńskimi ornitologami prowadził dość oryginalne badania nad sępnikami na Kubie.
To ewenement, ale też urubu to więksi oportuniści niż kondory, sępy czy orłosępy, które padliny szukają nie w miastach, ale na rozległych i otwartych terenach. Tam, gdzie łatwo ją dostrzec i wywęszyć. – Padlina nie jest bowiem łupem tak częstym. Aby ją znaleźć, trzeba się postarać. To znaczy trzeba mieć dobry wzrok albo dobry węch – mówi poznański ornitolog. To dlatego ptaki padlinożerne potrzebują rozległych przestrzeni i warunków do namierzania takiego pokarmu. – Stąd występują one na stepach, sawannach, pustyniach albo w górach. A u nas nich nie ma, a gór jest niewiele – dodaje prof. Piotr Tryjanowski.
W Europie klasycznie padlinożerne ptaki spotyka się w krajach śródziemnomorskich. Hiszpania, Portugalia, Francja i kraje alpejskie, Włochy czy Bałkany mają sępy płowe, sępy kasztanowate czy orłosępy brodate oraz mniejsze ścierwniki białe, zwane też białosępami. Wszędzie są jednak rzadkie, w wielu państwach trwa walka o ich ochronę albo reintrodukcja. Państwa takie jak Grecja, Bułgaria czy Włochy zrozumiały bowiem, że zwłaszcza teraz, gdy temperatury w wielu miesiącach roku są tam wysokie, obecność ścierwojadów jest niezbędna z sanitarnego punktu widzenia. Te ptaki szybko eliminują padlinę, która pozostawiona na dłużej może stworzyć problem epidemiologiczny. To zatem zwierzęta wręcz bezcenne.

– Ciepło i wysoka temperatura rozkładają padlinę i powodują, że rozchodzi się jej zapach. Dla ptaków padlinożernych to sygnał ułatwiający poszukiwania. W Polsce tego warunku też nie spełniamy – dodaje prof. Piotr Tryjanowski, wyjaśniając dlaczego nie ma u nas wielkich sępów czy orłosępów na stałe. – Bez odpowiednich temperatur, rozległych obszarów stepowych czy górskich do obserwacji, wreszcie bez skał na gniazda takie gatunki nie mają u nas racji bytu – dodaje.
W tej sytuacji zadania sanitarne muszą u nas spełniać inne ptaki np. krukowate, mewy i coraz częściej bociany.


