-
Na Wzgórzu Zamkowym w Budapeszcie prowadzony jest szeroko zakrojony program odbudowy, obejmujący m.in. Pałac Sándora oraz liczne historyczne budynki.
-
Przebudowa wzgórza wiąże się z kosztami, przekraczającymi początkowe założenia oraz kontrowersjami, dotyczącymi przejrzystości przetargów i relokacji instytucji.
-
Projekt odbudowy Wzgórza Zamkowego jest powiązany ze sporami historycznymi i różnicami w ocenie działań, związanych z przywracaniem budynków do stanu z okresu międzywojennego.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Niezależnie od wyniku niedzielnych wyborów w pamięci Węgrów z pewnością pozostanie gigantyczny program modernizacji infrastruktury, który miał przywrócić krajowi świetność na wzór XIX-wiecznego „złotego wieku”.
Dziesiątki odrestaurowanych zabytków – w tym te w samym sercu Budapesztu – to tylko ułamek tej wizji. Przez 16 lat rządów Viktor Orbán spełnił też jedno ze swoich największych, symbolicznych marzeń: urzęduje dziś na budańskim zamku niczym prawdziwy król.
Węgry. Marzenie, które czekało dwie dekady
Marzenie o przeprowadzce na wzgórze towarzyszyło premierowi już podczas jego pierwszej kadencji (1998-2002). Rozwijając politykę pamięci narodowej, Orbán zainicjował wówczas odbudowę kluczowych dla Węgier gmachów – tak powstało m.in. Muzeum Terroru i nowy Teatr Narodowy – poprzedni wyburzono za czasów Jánosa Kádára pod budowę metra.
Wtedy też podjęto decyzję o renowacji Pałacu Sándora, sąsiadującego z Klasztorem Karmelitów. Orbán planował przenieść tam biura premiera z gmachu parlamentu po stronie Pesztu. Stale towarzyszyła mu myśl o dawnej wielkości, nawiązująca do królewskich tradycji i potęgi „Wielkich Węgier” w granicach sprzed traktatu z Trianon (1920 r.).
Premier przekonywał, że przenosiny architektonicznie oddzielą władzę wykonawczą od ustawodawczej, przywracając Wzgórzu Zamkowemu jego historyczną rolę centrum władzy państwowej. Planu tego jednak wówczas nie zrealizował.
Choć remont Pałacu Sándora ukończono pod koniec kadencji w 2002 r., plany pokrzyżowała zmiana rządu. Fidesz co prawda formalnie wygrał, ale to koalicja socjalistów (MSZP) i wolnych demokratów (SZDSZ) zdobyła łącznie o 10 mandatów więcej.
Nowy, lewicowy premier Péter Medgyessy uznał pomysł zamkowej przeprowadzki za przejaw megalomanii. Zdecydował, że szef rządu pozostanie w parlamencie, a odrestaurowany Pałac Sándora przekazano Kancelarii Prezydenta, która mieści się tam do dziś. Orbán powrócił do swoich marzeń dopiero po odzyskaniu władzy w 2010 r., ostatecznie realizując swój cel w styczniu 2019 r.
Formalne podwaliny pod ten projekt inwestycyjny parlament zatwierdził ustawą z 2011 r. Na faktyczną realizację trzeba było jednak poczekać do drugiej kolejnej kadencji Orbána – lipca 2014 r., kiedy to premier powołał do życia Narodowy Plan Hauszmanna (uchwała nr 1377/2014).
Początkowo zakładano, że prace potrwają dekadę (2014-2024), ale z uwagi na rosnącą skalę przedsięwzięcia, w 2019 r. projekt zrewidowano i wydłużono. Przebudowa wciąż trwa – nad Wzgórzem Zamkowym górują dźwigi, które pozostaną tam przecież nawet po ewentualnym ustąpieniu Fideszu.
Obecnie najpoważniejsze prace toczą się w dawnym Zamku Królewskim (odbudowanym po II wojnie światowej). Wszystkie obiekty są odtwarzane z niezwykłą dbałością o historyczny detal, zyskując zarazem nowoczesną infrastrukturę.
W ramach całego założenia na wzgórze przywracane są również te historyczne budynki, które na przestrzeni dziejów zdążyły z niego zniknąć.
Historia odbudowywana cegła po cegle
Hauszmann Terv (Plan Hauszmanna) zawdzięcza swoją nazwę Alajosowi Hauszmannowi – wybitnemu architektowi, który w 1891 r. kierował rozbudową budańskiego zamku, za co odznaczono go Orderem Franciszka Józefa.
Głównym celem obecnego, gigantycznego projektu jest kompleksowa odbudowa Wzgórza Zamkowego i przywrócenie mu świetności z przełomu XIX i XX wieku.
W ramach programu zrekonstruowano lub odnowiono już szereg obiektów. Poza Klasztorem Karmelitów (dziś siedzibą premiera) odbudowano Królewską Ujeżdżalnię i Główną Wartownię, które służą obecnie jako przestrzenie kulturalne i ekspozycyjne.
Wielkimi atrakcjami dla odwiedzających stały się pieczołowicie odtworzona w zamku Sala św. Stefana oraz Wieża Paszy Karakasa. Do użytku oddano również dawny gmach Ministerstwa Finansów przy placu Świętej Trójcy (gdzie Fidesz kończy właśnie kampanię) – budynek ten przejęło MSW.
Z kolei odbudowana dawna siedziba Czerwonego Krzyża przy placu Dísz trafiła w ręce gabinetu premiera, stanowiąc zaplecze Antala Rogána, „superministra” nadzorującego m.in. służby specjalne.
Mimo to w 2026 r. na wzgórzu wciąż toczą się wielkie inwestycje. Trwa odbudowa Pałacu Arcyksięcia Józefa (docelowej siedziby Trybunału Konstytucyjnego) oraz Głównego Dowództwa Sił Zbrojnych, gdzie docelowo ma trafić Instytut i Muzeum Historii Wojskowości.
Przebudowywane jest także północne skrzydło Zamku Królewskiego – z odtwarzaną historyczną fasadą oraz wnętrzami pod nową ekspozycję – a także skrzydło Archiwum Narodowego, które wreszcie odzyska historyczną wieżę.
Przywrócenie wzgórzu dawnego, państwowego charakteru pociąga za sobą ogromne roszady instytucjonalne. Poważnym wyzwaniem logistycznym będzie wyprowadzka Węgierskiej Galerii Narodowej, zajmującej od lat 70. centralną część zamku (jej nowa siedziba wciąż nie powstała).
Zmienić adres będzie musiała również Krajowa Biblioteka Széchényiego. Wcześniej ze wzgórza przeniosło się Archiwum Narodowe, część instytutów Węgierskiej Akademii Nauk, a także Muzeum Historii Wojskowości, które wciąż funkcjonuje bez ostatecznego lokum.
Docelowo na zamek ma trafić kilka kluczowych ministerstw. Stanowi to ostateczne porzucenie koncepcji Fideszu z 2014 r., kiedy to planowano terytorialną decentralizację państwowej administracji.
Zgodnie z tamtym projektem Ministerstwo Rolnictwa miało trafić do Debreczyna, MON do Székesfehérváru, a Sekretariat Stanu ds. Rozwoju Wsi do Kecskemétu. Choć wyznaczono wtedy twardy termin relokacji na 15 marca 2016 r., z pomysłu ostatecznie zrezygnowano.
Węgry Orbana. Między historią a polityką
Mało który premier może pochwalić się tak spektakularnym widokiem, jakim może podjąć zagranicznych gości Viktor Orbán (a po wyborach być może jego następca). Jednakże wokół tego projektu inwestycyjnego narosło sporo kontrowersji. Przede wszystkim chodziło o koszty, które już wielokrotnie przekroczyły wstępne założenia.
Dziennikarze śledczy wskazują, że obecnie nie da się ustalić ceny już zrealizowanych budynków, a także tych pozostałych, związanych z docelowym ukończeniem projektu.
Po drugie chodzi o brak przejrzystości i konkurencji w zamówieniach publicznych. Wykonawcami budów, toczących się na Zamku, są firmy, które i tak regularnie wygrywają państwowe przetargi, powiązane np. z Lőrincem Mészárosem, kolegą premiera z dzieciństwa.
Jest to możliwe dzięki ustawowemu zapisowi, zgodnie z którym inwestycja dotyczy „projektów o priorytetowym znaczeniu dla gospodarki narodowej”. Z tego samego powodu sam Budapeszt, jako samorząd, na inwestycję nie ma żadnego wpływu.
Inny wątek dotyczy przeprowadzenia ze Wzgórza Zamkowego instytucji, które wrosły w tamtejszą tkankę miejską i zastąpienie ich przez administrację rządową.
Jest i wreszcie element historycznej kontrowersji. Plan Hauszmanna przywraca architekturę Wzgórza Zamkowego do stanu z 1944 r., czyli z okresu regencji Miklósa Horthy’ego. Zamek pełnił w latach 1920-1944 funkcję oficjalnej rezydencji Horthy’ego, który jako regent zarządzał Węgrami.
Po upadku Austro-Węgier w 1918 r. przysięgę i przeprowadzkę na zamek zrealizował dokładnie 1 marca 1920 r., na trzy miesiące i trzy dni przed Traktatem z Trianon (4 czerwca – red.), który przypieczętował powojenny los Węgier – państwo utraciło ponad dwie trzecie swojej dotychczasowej powierzchni, a także podobny odsetek ludności.
Zamek stał się centrum politycznym i administracyjnym kraju. Podczas II wojny światowej, w trakcie oblężenia Budapesztu, został on poważnie uszkodzony, co komuniści później wykorzystywali propagandowo, opisując go jako „ruiny rezydencji Miklósa Horthy’ego”.
Stąd dyskurs o architekturze Wzgórza Zamkowego nie ogranicza się do estetyki budynków, ale jest nierozerwalnie połączony ze sporem o historię XX w.
Zwolennicy inwestycji wskazują na przywracanie dawnej światłości Węgier, a także pamięci o tej wielkości. Podkreślają, że reżim komunistyczny celowo wymazał kawał węgierskiej historii.
Zamek w Budapeszcie. Dwie narracje, jedna przestrzeń
Komuniści nie tylko nie odbudowali reprezentacyjnych gmachów dawnego imperium, ale wiele z nich świadomie zburzyli do fundamentów, by na zawsze zniszczyć ślady „dawnego reżimu ziemiańskiego i arystokratycznego”. Dokonana po wojnie minimalistyczna i uproszczona renowacja samego Zamku Królewskiego jest dziś postrzegana przez ekipę Orbána jako akt komunistycznego wandalizmu.
Tymczasem przeciwnicy uważają trwającą od ponad dekady rewitalizację za działanie rewanżystowskie i próbę wybielenia węgierskiego dwudziestolecia międzywojennego.
Chodzi m.in. o rodzący się autorytaryzm, postępujący nacjonalizm, uchwalanie ustaw antyżydowskich czy ostateczny sojusz z III Rzeszą (w tym odzyskiwanie ziem na mocy arbitrażu wiedeńskiego), co doprowadziło w konsekwencji Węgry do katastrofy i drugiego Trianon z 1947 r.
Bez wątpienia, nawet po przegraniu wyborów, Viktor Orbán pozostawi po swoich rządach trwały ślad architektoniczny.












