Pewna ogromna ukraińska elektrownia padła ofiarą tak wielu rosyjskich ataków, że pracownicy w końcu przestali wymieniać jej okna.
Prawie rok po ostatnim rosyjskim ataku szyby budynku wciąż są rozbite i obłożone sklejką. W holu ciemnieje wyświetlacz cyfrowy, na którym niegdyś pojawiały się wyniki produkcji energii elektrycznej.
Infrastruktura energetyczna – taka jak ta elektrownia – stanowi sedno 30-dniowego częściowego zawieszenia broni, na jakie zgodziły się Rosja i Ukraina ze Stanami Zjednoczonymi. Porozumienie jest jednak tak wątłe, że kiedy w ubiegłym miesiącu „The Washington Post” odwiedził wspomnianą elektrownię, zgodziliśmy się nie ujawniać jej lokalizacji – na wypadek gdyby sytuacja się zmieniła.
Gdy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy zaproponował całkowite zawieszenie broni na morzu i w powietrzu – na co Rosja nie przystała – częściowo miało to na celu rozpoczęcie napraw krajowej sieci energetycznej, w tym obiektu zarządzanego przez DTEK, największego prywatnego producenta energii w kraju.
Infrastruktura energetyczna Ukrainy od dawna znajduje się na celowniku Rosji, co doprowadziło do wieloletnich przerw w dostawie prądu, które dotknęły nawet sygnalizację świetlną w Kijowie.
Ukraiński sektor energetyczny na celowniku Rosji
Wraz z nadejściem wiosny ukraińska sieć energetyczna staje się coraz mniej kuszącym celem – choć w zamian za zakończenie ataków na nią Ukraina zobowiązała się do zaprzestania ataków dronów na rosyjską infrastrukturę naftową i gazową. Mimo to w zeszłym tygodniu rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostrzegł, że uderzenia będą kontynuowane, „jeśli reżim w Kijowie nie zastosuje się do decyzji”.
Rosja niemal każdego dnia oskarżała Ukrainę o naruszenie zawieszenia broni, wielokrotnie wskazując na uderzenie w stację gazową w obwodzie kurskim oraz w zakład dystrybutora energii elektrycznej w pobliskim obwodzie biełgorodzkim.
Ukraina odpowiedziała, że niedawno Rosjanie uderzyli w obiekty należące do Naftogazu, czyli największej ukraińskiej spółki naftowo-gazowej. Poza tym – w dużej mierze – porozumienie wydaje się obowiązywać, choć pozostało już tylko kilka tygodni.
W brutalnym tempie trwają natomiast rosyjskie ataki na ukraińskie miasta. W ostatnich tygodniach zginęły w nich dziesiątki osób, w tym dzieci.

Ukraina. Pracownicy elektrowni jak żołnierze na froncie
Jednak mimo narastających napięć pewnego wiosennego dnia pracownicy pewnej ukraińskiej elektrowni byli w doskonałych nastrojach. Na spotkanie z nimi przybyła bowiem znana osobistość: bokser Ołeksandr Usyk. Współpracujący z DTEK sportowiec odwiedził zakład, aby uczcić ich codzienną walkę o zapewnienie Ukraińcom dostaw światła.
Podczas rosyjskich nalotów pracownicy zakładu – wykonujący niezbędne prace – zakładają kaski i ciężkie kamizelki kuloodporne, a następnie kucają, mając nadzieję, że ściana worków z piaskiem wytrzyma spadające odłamki. W tym samym czasie reszta ich kolegów biegnie do pobliskiego schronu. Od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę 76 pracowników DTEK zostało rannych, a pięciu zginęło.
W 2022 roku spadło tu siedem rakiet. Naprawy okazały się możliwe dzięki zapasowej maszynerii, ale w zeszłym roku kolejne 10 pocisków przebiło się przez poranną ciszę, uderzając w budynek zakładu tuż przed świtem. Wówczas rozpoczęło się to, co rzecznik DTEK nazwał kolejnym cyklem „niszczenia, odnowy, niszczenia i ponownego odnowy”.

Rosjanie niszczą ukraińskie elektrownie. Robotnicy nie nadążają z odbudową
Na pewnym etapie zapasowa maszyneria nie jest już w stanie zastąpić tego, co zostało zniszczone. To z kolei powoduje konieczność importu drogich i dużych części z innych miejsc Europy. Jednocześnie na szali leży ludzkie życie – możliwość gotowania, ogrzewania domów w minusowych temperaturach, uczęszczania do szkoły lub pracy; słowem: funkcjonowania.
Rozmawiamy z Ołeksandrem, kierownikiem działu kotłowni, który – podobnie jak inni pracownicy – wypowiadał się jedynie pod imieniem, aby uniknąć zidentyfikowania zakładu przez Rosjan. Jak opisał, ogromne ilości siły roboczej pomogły naprawić zakład, tylko po to, aby zobaczyć, jak „znowu go ostrzelano, a teraz znów go odnawiamy”.
43-latek jest dziś zakładowym „weteranem”. Wspomina, że kiedyś się bał, „ale potem się przyzwyczailiśmy”. Nagle zatrzymał się i po zastanowieniu stwierdził: „Cóż, nie można się do tego przyzwyczaić. Ale to mój zawód… Nawet gdy latały rakiety, personel operacyjny musiał pozostać na miejscu”.
Ataki Rosji na infrastrukturę krytyczną Ukrainy. Nowe dane
W ciągu trzech lat wojny Rosja zaatakowała ukraińską infrastrukturę energetyczną 1300 razy przy użyciu rakiet i 1000 razy przy użyciu dronów, co spowodowało zniszczenie lub uszkodzenie 90 procent mocy cieplnej DTEK i 45 procent mocy hydroelektrycznej – wynika z danych Ukrenergo, państwowego dystrybutora energii elektrycznej w Ukrainie.
We wrześniowym raporcie Misja ONZ ds. monitorowania przestrzegania praw człowieka w Ukrainie stwierdziła, że „istnieją uzasadnione podstawy, by sądzić, że wiele aspektów kampanii wojskowej mającej na celu uszkodzenie lub zniszczenie ukraińskiej cywilnej infrastruktury elektroenergetycznej i cieplnej oraz przesyłowej naruszyło podstawowe zasady międzynarodowego prawa humanitarnego„.
W czasie trwającej wojny ukraińscy robotnicy ponad 50 razy odbudowywali elektrownie cieplne, takie jak ta. Oleksandr i jego żona – która również pracuje w zakładzie – od dawna pragną trwałego zawieszenia broni, „szczególnie dlatego, że pracowaliśmy nad naprawami”. – I zwłaszcza dlatego, że nasza praca jest niszczona – podkreślają.
Święto w ukraińskiej elektrowni. Przyjechał słynny Usyk
Tymczasem tuż za rogiem, pośród gruzów – pozujący do zdjęć ze skórzanym workiem treningowym i żółtymi, puchatymi rękawicami bokserskimi – stał słynny Usyk. Mężczyzna, o którym kierownik działu kotłowni powiedział, że „niczym nasz burmistrz, stał się rzecznikiem DTEK”.
Miarą tego, jak bardzo zniszczona jest infrastruktura energetyczna Ukrainy, jest fakt, że tak znana osobistość jak Usyk odwiedza ten wietrzny region, aby zwrócić uwagę świata na skalę zniszczeń.
Mowa o 3,3 miliona obserwujących na Instagramie. Mowa również o pasie mistrzowskim wagi ciężkiej, znaku rozpoznawczym czterech najważniejszych światowych tytułów, tak cennym, że Zełenski zabrał go do Waszyngtonu jako prezent dla prezydenta USA Donalda Trumpa, tylko po to, by zostawić go tam, niewręczonego, po kłótni w Gabinecie Owalnym.
– Być może nadal tam jest – powiedział Zełenski w zeszłym miesiącu w rozmowie z „Time”. Choć Biały Dom nie odpowiedział na pytania dotyczące pasa, według redakcji znajduje się teraz w prywatnej jadalni Trumpa.
Jeśli więc – obciążona obustronnymi oskarżeniami – próba zawieszenia broni nie była w stanie poprawić nastroju tym robotnikom, mogła to zrobić wizyta Usyka.
Surrealistyczna sceneria i wyznanie boksera
Była to zarazem pierwsza wizyta Usyka w elektrowni cieplnej, a to, co zobaczył, przypominało mu plan apokaliptycznego filmu. Poskręcane metalowe elementy, połamane maszyny, puste ramy okienne – opisywał. Później stwierdził w mediach społecznościowych, że spotkanie z pracownikami zakładu „głęboko go poruszyło” i zaapelował o międzynarodowe wsparcie i ochronę ukraińskiej energetyki.
Bokser podążył za przewodnikiem do głównej sali kontrolnej, gdzie oczekiwali go ubrani w kaski pracownicy. W kącie pomieszczenia, obok sterty worków z piaskiem, czarno-biały kot o imieniu Murka jadł karmę położoną na skrawku papieru.
Robotnicy zgromadzili się wokół Usyka, wręczając mu zdjęcia, czapki baseballowe, plakaty, a nawet robocze kaski, do podpisania. Bokser rozpłynął się w tłumie szarych mundurów i wyciągniętych długopisów. Całej scenie przyglądał się 51-letni kierownik zmiany, Serhij. Ze śmiechem przyznał, że jego 17-letni syn opuścił tego dnia szkołę, aby mieć szansę spotkać Usyka na parkingu.
Jego telefon zabrzęczał. Odebrał i zwrócił się do chłopca: „Poczekaj tam, poczekaj. On wyjdzie”.
Na koniec Usyk zwrócił się w stronę otaczających go kamer i mikrofonów. Jak powiedział reporterom, jest wdzięczny, że w jego domu wciąż jest światło i że robotnicy również walczą – tyle że w zupełnie innym okopie. Był wzruszony.
– Jestem pod wrażeniem, że ludzie mimo ataków nadal tu pracują – powiedział.
Zapytany o pas mistrzowski – i czy Trump na niego zasłużył – zatrzymał się, po czym powiedział: „To nie jest ważne. Gdyby to doprowadziło do pokoju w naszym kraju, byłbym gotów oddać wszystkie swoje pasy”.
Tekst przetłumaczony z „The Washington Post”. Autorki: Lizzie Johnson, Anastacia Galouchka
Tłumaczenie: Nina Nowakowska
Tytuł i śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji.
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage – polub Interia Wydarzenia na Facebookui komentuj tam nasze artykuły!