Luty 2022 roku. Ołeksandr od ośmiu lat mieszka poza Ługańskiem. Wyprowadził się z rodzinnej miejscowości żony, bo do miasta weszły wojska rosyjskie.
– Dla nas wojna zaczęła się wtedy, w 2014 roku. My już się wynieśliśmy z Ługańska. To było jak sen, ja jechałem z całą rodziną w samochodzie przez jakieś pole. Po lewej spadały bomby, po prawej latały rakiety – wspomina w rozmowie z Interią.
Czwarta rocznica wojny w Ukrainie. W Lublinie rodzina odnalazła swój drugi dom
Mężczyzna wywiózł rodzinę przez Rosję i kraje bałtyckie, aż do Polski.
– Przyjechaliśmy i nie wiedzieliśmy nic. Ani słowa po polsku, dzieci tak samo. Dopiero przez przyjaciół żony dostaliśmy na chwilę jakieś mieszkanie – dodaje.
Ale przełomem okazała się wizyta w Lublinie. Tu rodzina odnalazła swój drugi dom.
– Przyjechaliśmy i od razu trafiliśmy pod opiekę dobrych ludzi. Dzieci trafiły do szkoły, żona zaczęła robić to, co w Ukrainie, czyli uczy tańca. Ja wziąłem się do roboty, założyłem działalność i montuję okna. Jeżdżę po całej Polsce.
– Dzieciom język polski przyszedł szybko, bo w szkole. A ja uczyłem się, po prostu pytając po kolei kolegów – a to będzie jak? a to jak jest po polsku? I zapisywałem na karteczkach. Trwało to może rok, ale rozmawiamy już normalnie.
Ołeksandr opowiada, że w Kijowie została jego siostra, a w Ługańsku – brat.
– Rozmawiamy, czy wszystko jest w porządku. Myśli się o tym ciągle. Tam spadają bomby.
Jak nie oszaleć z obawy o bliskich?
– Dobrze jest mieć coś do roboty. Cieszyć się z małych sukcesów, z małych spraw. Tu córka przyniesie ze szkoły jakiś obrazek, tam syn coś miłego powie. I tak z dnia na dzień – opowiada rozmówca Interii.
– Ja chciałbym zostać w Polsce, ale żona wolałaby wrócić. Dzieciom się podoba, już widzę, że to Polska będzie ich ojczyzną. Rozmawiamy o tym, ale na razie nie da się z tym nic zrobić. Ciągle słychać w mediach o pokoju. Za tydzień, za miesiąc za rok. Mija czwarty rok wojny ale pokoju nie widać. Władimir Putin go nie chce.
– Próbujemy po prostu żyć. To się może nigdy nie skończyć, a mnie zależy na tym, żeby moje dzieci żyły w bezpiecznym miejscu. Czują się tu dobrze, mają swoich kolegów i koleżanki – dodaje Ołeksandr.
Ukraina-Rosja. Cztery lata wojny
Pomocną dłoń w Lublinie wyciągnął do rodziny Piotr Piwowarski, lokalny przedsiębiorca.
– Najpierw to była taka partyzantka, pomagało się na bieżąco. Potem dopiero założyliśmy stowarzyszenie For Help. Jako instytucja już można było występować do różnych podmiotów o pomoc. Ołeksandr trafił pod naszą opiekę, ale bardzo szybko się usamodzielnił – mówi Interii.
Lublin jest pełen historii obywateli Ukrainy, którzy z powodu wojny musieli zostawić swoje domy i zacząć nowe życie. Dziś, po czterech latach wojny nie ustają obawy dotyczące losu ojczyzny, ale jednocześnie ludzie próbują układać sobie życie tam, gdzie się znaleźli.
Łukasz Dubaniewicz, Lublin













