Litr benzyny za 7 zł, a oleju napędowego za 8 to już tylko wspomnienie kierowców. Cena za olej napędowy zbliża się do 10 zł.
– Takich cen nie było nawet w czasach pandemii. To cena surowców kształtuje ceny innych produktów – komentuje ekonomista, profesor Jarosław Korpysa z Uniwersytetu Szczecińskiego.
Prof. Korpysa wskazuje m.in. na koszt podstawowych produktów spożywczych.
Co będzie droższe? „W pierwszej kolejności rzodkiewki, ogórki i koperek”
– Bardzo się martwimy cenami paliwa, bo wzrostu w tej chwili nie da się oszacować. Nie wiemy, jaki koszt poniesiemy – mówi Interii Karolina Rajewska z „Sadów Rajewscy”, prowadząca sad i warzywniak.
– W sklepie mamy lokalną żywność, więc transportu żywności i wzrostu kosztów aż tak się nie obawiamy, ale koszty wytworzenia produktów na pewno będą wzrastać, a co najgorsze: nie wiemy, o ile – dodaje Rajewska.
Przewiduje, że w pierwszej kolejności klienci odczują wzrost cen nowalijek. – Rzodkiewki, pietruszki, ogórki, koperki, wszystkie wiosenne produkty będą droższe – mówi przedsiębiorczyni ze Szczecina.
Klienci jeszcze podwyżek nie zaobserwowali. – Chyba wszyscy się obawiają wyższych cen. Nikt nie ma tak głębokiej kieszeni , żeby być na to odpornym – mówi Janusz robiący zakupy na targowisku na szczecińskim Pogodnie.
– Pewnie to będzie stopniowy wzrost. Zakładam, że więcej zapłacę po świętach – dodaje Piotr ze Szczecina.
Chociaż dane mówią co innego. – Już teraz możemy zaobserwować, że za produkty spożywcze płacimy od 1 proc. do 1,5 proc. więcej niż w ubiegłym tygodniu. Musimy się przygotować na to, że takie wzrosty będą każdego tygodnia, dopóki nie będzie spokoju na Bliskim Wschodzie – wylicza prof. Korpysa.
Miasta zapłacą więcej. Urzędnicy o „ekstra wydatkach”
Oprócz małych biznesów drogie paliwo dotknie też miejskie budżety.
– Nasze spółki komunikacyjne już teraz są dotknięte tym, co się dzieje na Bliskim Wchodzie. Cena ropy do naszych autobusów jeszcze na koniec lutego wynosiła 4,62 zł za litr. Dzisiaj płacimy 6,80 zł. Spółki wydają więcej, aby zatankować autobusy, a to na pewno będzie miało wpływ na budżet miasta, bo te „ekstra wydatki” będziemy musieli jakoś zrekompensować. Patrzymy na to z niepokojem – mówi rzecznik prasowy prezydenta Szczecina, Łukasz Kolasa.
Kolasa dodaje, że nie ma mowy o podnoszeniu cen biletów. Może być jednak konieczna korekta w budżecie. – Jesteśmy na zbyt wczesnym etapie, aby mówić, z jakich obszarów te pieniądze będziemy przesuwać. Spółki komunikacyjne rozliczamy kwartalnie, więc wkrótce poznamy dokładną skalę tego, o ile więcej trzeba było wydać na paliwo – tłumaczy Kolasa.
Przekonuje, że im dłużej potrwa kryzys na rynku paliw, tym dla samorządów gorzej. – Nas, jako urząd miasta, mogą czekać podwyżki na wielu polach. Na przykład organizatorzy miejskich imprez mogą oferować wyższe stawki przez wyższe ceny paliwa – mówi.
Dla tych kierowców ceny w Polsce wciąż są atrakcyjne
Chociaż ceny na polskich stacjach są bolesne dla polskich kierowców, to wciąż uchodzą za atrakcyjne dla kierowców z kraju naszych zachodnich sąsiadów. Stacje w przygranicznych miejscowościach są regularnie odwiedzane przez Niemców.
– Tu jest po prostu taniej. Mogę zaatakować benzynę za mniej niż dwa euro za litr. Na stacji u siebie muszę wydać 2,19 euro – mówi Peter z Pasewalku tankujący w Lubieszynie.
– Myślałem, że tutaj paliwo jest dużo tańsze niż w Niemczech, ale widzę, że nie do końca tak jest. W Polsce też jest drogo – zauważa David, kierowca ciężarówki z Berlina tankujący na jednej z transgranicznych stacji.
W Niemczech ceny są jeszcze wyższe niż w Polsce. Za litr benzyny – w przeliczeniu na złotówki – trzeba tam zapłacić średnio ponad 9 zł, a za litr oleju napędowego blisko 10.
– Ani czasy covidu, ani inwazji Rosji na Ukrainę nie spowodowały w wymiarze światowym tego, co wojna na Bliskim Wschodzie. Mamy niespotykaną sytuację jak na XXI wiek – komentuje prof. Korpysa.
Ze Szczecina dla Interii Tobiasz Madejski













