Wywołana przez Stany Zjednoczone i Izrael wojna z Iranem mocno pogłębiła i tak już dotkliwy kryzys relacji transatlantyckich. Jeśli jednak spojrzymy na koszty, które w wyniku amerykańsko-izraelskiej inwazji i będącego jej bezpośrednim efektem kryzysu energetycznego ponoszą kraje Unii Europejskiej, stanie się jasne, dlaczego są one wściekłe.
Chociaż konflikt na Bliskim Wschodzie nie trwa jeszcze nawet dwóch miesięcy i chociaż ostatnie dwa i pół tygodnia to zawieszenie broni między stronami, wspomniane koszty aż biją po oczach. Kryzysowi energetycznemu zaradzić ma zaprezentowany 22 kwietnia przez Komisję Europejską program AccelerateEU, którego finalnym celem jest suwerenność energetyczna Wspólnoty oraz stabilne, przewidywalne ceny energii dla jej mieszkańców.
To UE płaci cenę za wojnę na Bliskim Wschodzie
Zacznijmy jednak od tego, co tu i teraz. Od początku agresji na Iran kraje UE na zakup surowców energetycznych importowanych z regionu objętego wojną musiały wydać ponad 24 mld euro więcej niż przed amerykańsko-izraelską agresją. Aż 22 mld euro to koszt z pierwszych 44 dni, a więc przed zawieszeniem broni. UE straciła wskutek konfliktu aż 500 mln euro, jeśli chodzi o zakup surowców energetycznych.
Ceny gazu ziemnego w UE tylko w pierwszym tygodniu wojny skoczyły w górę o niemal 50 proc. – z 31 euro za MWh do 45 euro. Również koszty energii elektrycznej wytwarzanej z gazu konflikt wywindował o niemal 50 proc. Tylko nieco lepiej było w przypadku ropy naftowej, której ceny w pierwszej fazie konfliktu wzrosły o 27-35 proc.
Nic dziwnego, że na Komisję Europejską naciska biznes z krajów UE. Mniej więcej 40 proc. europejskich firm właśnie wysokie ceny energii wskazuje jako główną barierę inwestycyjną. Z kolei koszty energii dla przemysłu są dobrze znanym kamieniem u szyi unijnej konkurencyjności. Dla porównania – amerykańskie przedsiębiorstwa mają niemal dwukrotnie niższe koszty energii niż ich europejscy partnerzy.
Widoki na przyszłość wcale nie są lepsze. Jeśli obecny trend się utrzyma, cena gazu ziemnego może dobić nawet do 100 euro za MWh, a to oznaczałoby wzrost rachunków o kolejne 30 proc. Rynek spodziewa się właśnie pesymistycznego scenariusza, bo kontrakty roczne na dostawy energii w 2027 roku podrożały w marcu średnio o 12,5 proc.
Nie wszyscy się jednak z tego powodu smucą. Stany Zjednoczone liczą zyski. W 2026 roku, dzięki dostawom swojego LNG, Amerykanie mogą zaspokoić nawet 65 proc. unijnego zapotrzebowania na błękitne paliwo. Rzecz w tym, że amerykański gaz jest sporo droższy od tego z Bliskiego Wschodu (głównie z Kataru). Różnica w cenie (stan na kwiecień) wynosi od 20 do 30 proc.
Rynkowe szacunki mówią, że amerykańskie koncerny energetyczne na eksporcie gazu ziemnego do UE tygodniowo zyskiwały wskutek wojny na Bliskim Wschodzie 800 mln dolarów dodatkowej marży więcej niż przed jej rozpoczęciem. W przeliczeniu na jeden statek z gazem LNG różnica w marży skoczyła z 16,6 mln dolarów przy stabilnej sytuacji geopolitycznej do 101,8 mln po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie i zablokowaniu cieśniny Ormuz.
Odejście od rosyjskich surowców energetycznych i postawienie na droższe, ale strategicznie bezpieczniejsze alternatywy, odbiło się też na portfelach obywateli Unii – koszty życia wzrosły o mniej więcej 15-20 proc. względem dekady 2010-20.
W Brukseli doskonale zdają sobie jednak sprawę, że UE popada w zbyt dużą zależność od Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi o import gazu LNG. Z drugiej strony, żeby trwale obniżyć koszty surowców i uniezależnić się od importu paliw kopalnych, kraje UE musiałyby inwestować w alternatywne źródła energii aż 660 mld euro rocznie do 2030 roku.
Pozytyw jest taki, że dzięki energetyce słonecznej UE oszczędza obecnie około 110 mln euro dziennie na imporcie gazu ziemnego. Według wyliczeń Brukseli w całym 2026 roku dzięki fotowoltaice uda się zaoszczędzić aż 67 mld euro.
„Punkt zwrotny” w strategii energetycznej UE?
– Europa staje w obliczu kolejnego kryzysu energetycznego związanego z paliwami kopalnymi – ocenił sytuację Dan Joergensen, unijny komisarz ds. energii i mieszkalnictwa. – To musi być dzwonek alarmowy i punkt zwrotny, w którym Europa odejdzie od zależności od paliw kopalnych, i podąży w stronę autonomii energetycznej, którą zapewnia czysta energia – kontynuował Duńczyk podczas prezentacji inicjatywy AccelerateEU.
Nie ma alternatywy dla Zielonego Ładu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i konkurencyjność. Po raz kolejny nasi obywatele i nasz biznes płacą cenę naszej zależności energetycznej
W ocenie Joergensena mimo trudnej sytuacji konieczne jest zdwojenie wysiłków na rzecz transformacji energetycznej i elektryfikacji. – To jedyny trwały sposób, by zagwarantować stabilną, bezpieczną, czystą i dostępną cenowo energię wszystkim Europejczykom – podkreślił.
W podobnym tonie wypowiadała się Ursula von der Leyen. Przewodnicząca Komisji Europejskiej jest znaną zwolenniczką transformacji energetycznej krajów UE. – Musimy przyspieszyć przejście na rodzimą, czystą energię. Da nam to niezależność i bezpieczeństwo energetyczne oraz sprawi, że będziemy lepiej przygotowani na przetrwanie geopolitycznych burz – zaapelowała Niemka.
I dodała: – Wybory, których dokonujemy dzisiaj, ukształtują naszą zdolność do stawienia czoła wyzwaniom teraźniejszości i kryzysom jutra. Nasza strategia AccelerateEU przyniesie zarówno natychmiastową, jak i bardziej strukturalną ulgę obywatelom i przedsiębiorstwom w Europie.
Interwencja tu i teraz: Stabilizacja rynku i ochrona najsłabszych
Mając świadomość wagi, ale i złożoności wyzwania, przed którym stoi Europa, UE chce działać etapowo. Dla Brukseli kluczowy jest efekt długofalowy, czyli energetyczna niezależność, która zagwarantuje Wspólnocie strategiczne bezpieczeństwo. Dla obywateli krajów europejskich, ale też europejskich przedsiębiorców, najważniejsze jest jednak tu i teraz, a więc związanie końca z końcem i obniżenie cen energii drenujących domowe budżety.
Celem na wiosnę i lato tego roku jest więc stabilizacja unijnego rynku energetycznego i ochrona podmiotów najmocniej narażonych na negatywnego skutki rosnących cen energii. Do końca tego roku ma się udać zmniejszyć zmienność cen energii na rynkach hurtowych dzięki lepszej koordynacji zapasów i wspólnym zakupom. Pomóc mają w tym trzy zmiany.
Pierwszą są narzędzia bezpośredniej pomocy, jakiej kraje członkowskie będą mogły udzielać gospodarstwom domowym i przedsiębiorcom. Chodzi m.in. o vouchery na wymianę kotłów gazowych, zachęty podatkowe do przechodzenia z pojazdów spalinowych na elektryczne, obniżenie akcyzy za prąd dla najbardziej poszkodowanych wskutek wzrostu cen energii gospodarstw domowych oraz energochłonnych gałęzi przemysłu czy obniżki VAT-u na instalację pomp ciepła, ogniw fotowoltaicznych i małych magazynów energii.
Drugą jest utworzenie Obserwatorium Paliwowego. Jego zadaniem będzie monitorowanie podaży, popytu oraz zapasów państw unijnych, jeśli chodzi o kluczowe rodzaje paliw transportowych. Pod lupą znajdzie się nie tylko import i eksport, ale także produkcja.
Szczególny nacisk położony został na paliwo lotnicze, którego w Europie coraz bardziej brakuje. KE zamierza priorytetowo współpracować z państwami członkowskimi, dostawcami paliw oraz sektorem lotniczym, żeby maksymalnie usprawnić proces pozyskiwania paliwa z alternatywnych kierunków. Urzędnicy przedstawią też propozycję optymalizacji dystrybucji paliwa lotniczego między państwa członkowskie, żeby zapewnić jego dostępność we wszystkich krajach i na wszystkich kluczowych lotniskach.

Wreszcie trzecia zmiana, czyli znany z przełomu roku tzw. europejski pakiet sieciowy. To unijna inicjatywa, której celem jest modernizacja i rozbudowa sieci energetycznych na terenie UE. Dzięki niej ma dojść do przyspieszenia wydawania poleceń na inwestycję, szybszej cyfryzacji europejskiej sieci przesyłowej oraz integrację odnawialnych źródeł energii (OZE). W zamierzeniu zwiększy to bezpieczeństwo energetyczne, obniży rachunki za prąd i pozwoli rozwinąć transgraniczne „autostrady energetyczne”.
Ostateczny cel KE: suwerenność energetyczna całej Unii
W średniej perspektywie, czyli w latach 2026-28, Komisja Europejska zamierza przebudować strukturę zużycia energii elektrycznej w Unii, a także postawić na wsparcie przemysłu. Ma w tym pomóc realizacja Planu Działań na rzecz Elektryfikacji, którego pełną wersję KE przedstawi latem tego roku.
Na razie wiadomo, że strategia będzie stanowić mapę drogową zastępowania paliw kopalnych czystą energią ze źródeł odnawialnych, a także modernizacji sieci energetycznych w krajach UE. Dotyczyć będzie przede wszystkim przemysłu, transportu i ogrzewnictwa. Krytycy tej koncepcji obawiają się, że przyspieszenie polityki odchodzenia od paliw kopalnych odbije się negatywnie na gospodarstwach domowych i przemyśle (już przy obecnym tempie takie obawy są podnoszone).
KE jednak uspokaja i stawia w tej kwestii dwa główne cele: przystępność cenową energii (tak dla konsumentów indywidualnych, jak również dla firm) i bezpieczeństwo energetyczne (mniejsza zależność od surowców spoza UE, większy udział lokalnej produkcji energii z atomu, słońca i wiatru).
Wybory, których dokonujemy dzisiaj, ukształtują naszą zdolność do stawienia czoła wyzwaniom teraźniejszości i kryzysom jutra. Nasza strategia AccelerateEU przyniesie zarówno natychmiastową, jak i bardziej strukturalną ulgę obywatelom i przedsiębiorstwom w Europie
W długiej perspektywie, czyli po 2028 roku, KE zależy na zapewnieniu Unii suwerenności energetycznej i stabilności cen energii dla krajów członkowskich. Zapewnić to mają budowa zintegrowanego systemu energetycznego opartego o OZE, wodór i małe reaktory jądrowe (SMR), a także pełna cyfryzacja sieci przesyłowych.
Energetyczne być albo nie być. Kluczem niezależność od Chin i Stanów Zjednoczonych
KE wyznaczyła konkretne kryteria, które chce osiągnąć do 2030 roku i wedle których będzie można zmierzyć sukces bądź porażkę strategii AccelerateEU.
-
Po pierwsze, przez najbliższe trzy i pół roku kraje UE mają zredukować import paliw kopalnych o kolejne 30 proc. względem stanu z 2024 roku.
-
Po drugie, udział energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii ma wzrosnąć z obecnych około 23 proc. do 35-40 proc.
-
Po trzecie, UE obawia się uzależnienia od Chin w produkcji technologii zeroemisyjnych, w którym to obszarze Państwo Środka jest globalnym potentatem. Dlatego też wyznaczonym przez Komisję celem jest zapewnienie wytwarzania co najmniej 40 proc. technologii zeroemisyjnych przez kraje członkowskie.
W ocenie KE, jeśli wszystkie powyższe plany i cele uda się zrealizować, to UE zdoła oddzielić swój wzrost gospodarczy od zmieniających się cen paliw kopalnych. Jednocześnie ceny energii w UE mają stać się konkurencyjne w porównaniu do głównych globalnych konkurentów, a więc Chin i Stanów Zjednoczonych.
Właśnie skończenie ze strategiczną zależnością energetyczną i technologiczną od dwóch wspomnianych potęg ma wyznaczać kierunek działań UE w kolejnych latach. Działań, od których – jak słyszeliśmy w Komisji Europejskiej już pod koniec zeszłego roku – zależeć będzie, czy Unia zacznie grać z Chinami i Stanami Zjednoczonymi w jednej lidze, czy na trwałe zostanie przez gospodarczo zwasalizowana.
– Nie ma alternatywy dla Zielonego Ładu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i konkurencyjność – zapewniła dziennikarzy podczas prezentacji AccelerateEU Teresa Ribera, wiceszefowa Komisji Europejskiej. – Po raz kolejny nasi obywatele i nasz biznes płacą cenę naszej zależności energetycznej – dodała hiszpańska komisarz ds. czystej, sprawiedliwej i konkurencyjnej transformacji.













