Bartosz Bocheńczak, który miał z ramienia Konfederacji startować w wyborach na prezydenta Krakowa, poinformował w poniedziałek (7 września) wieczorem, że jego kandydatura nie została zarejestrowana. Jak wyjaśnił, zabrakło ważnych podpisów na liście poparcia. „Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się” – napisał Bocheńczak. Zaznaczył jednak, że Miejska Komisja Wyborcza ma we wtorek przeliczyć podpisy jeszcze raz. Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, kandydatowi Konfederacji zabrakło 50 podpisów.
„Podobnie jak i wielu naszych działaczy, wolontariuszy, sympatyków i wyborców, czuję się bardzo zawiedziony brakiem rejestracji kandydatury Bartosza Bocheńczaka w Krakowie” – napisał z kolei Sławomir Mentzen, lider wchodzącej w skład Konfederacji partii Nowa Nadzieja. Jednocześnie ogłosił, że odwołuje Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego. Zawiesił także wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich i przekazał ich sprawy do Sądu Partyjnego.
Komentarze po porażce Bocheńczaka w Krakowie. Zadrwili z Konfederacji
Informacja o niezarejestrowaniu kandydatury Bocheńczaka szybko obiegła media społecznościowe. Do sprawy odnieśli się także politycy z innych partii. „Niezbyt ogarnięta ta Konfederacja, skoro w drugim co do wielkości mieście Polski nie potrafiła uzbierać odpowiedniej liczby podpisów pod kandydaturą na prezydenta. Jak widać, problemy z nakrętkami, KSeF i kaucją za butelki to nie ich jedyne ułomności” – napisała Kamila Gasiuk-Pihowicz z Koalicji Obywatelskiej.
„Nikt nie powiedział Sławomirowi Mentzenowi i Konfederacji, że podpisy 15-stolatków się nie liczą?” – skomentował natomiast Sławomir Ćwik z Unii Centrum. „Chcieli wywracać stolik ale wyszedł im stół z powyłamywanymi nogami. Dobrze dla Krakowa, bo ich jedyny pomysł na miasto to więcej korków i spalin” – napisał radny m.st. Warszawy i aktywista Jan Mencwel.
„Choć byłem zwolennikiem wspólnego kandydata PiS i Konfederacji, to skoro koledzy z Konfederacji zdecydowali się na samodzielny start, szkoda, że ostatecznie nie udało im się wystawić kandydata. W demokracji chodzi przecież o wybór, rywalizację i możliwość przekonania wyborców do swojej wizji” – czytamy natomiast we wpisie Andrzeja Śliwki z PiS. „Coś operacyjnie nie wypaliło, to oczywiste. Uważam jednak, że złośliwości pod adresem Bartosza Bocheńczaka są zupełnie nie na miejscu. Bartka lubię, szanuję i jestem przekonany, że w przyszłej kadencji odegra ważną rolę” – dodał.
„Parafrazując Sławomira Mentzena: 'Konfederacja przypomina kurę, która biega po podwórku z uciętą głową” – skomentował Tobiasz Bocheński. Odniósł się przy tym do wypowiedzi Mentzena na antenie Polsat News. Lider Konfederacji stwierdził, że PiS i Mariusz Błaszczak przypominają „kurczaka, który biega z uciętą głową i wszyscy widzą, że tego kurczaka już nie ma i że zaraz padnie, poza tym kurczakiem”.












