Katarzyna Kobiela urodziła się w 1991 roku w Sieradzu. Wychowywała się w bloku, mając starszego brata, Bartosza. Rodzina była dla niej niezwykle ważna – zawsze mogła liczyć na ich wsparcie i pomoc.
W 2010 roku ukończyła liceum ogólnokształcące, zdając maturę. Znajomi zapamiętali ją jako pilną i sumienną uczennicę. Podczas gdy większość jej rówieśników zastanawiała się nad przyszłością, Kasia miała jasno sprecyzowany cel: od dawna marzyła o studiowaniu stomatologii.
Chociaż dobrze zdała egzamin dojrzałości, zabrakło jej kilku punktów, by dostać się na wymarzony kierunek. Nie poddała się jednak i postanowiła spróbować ponownie za rok, podchodząc jeszcze raz do matury z przedmiotów ścisłych. Aby opłacić korepetycje, podjęła pracę dorywczą w lokalnej pierogarni. W tym samym czasie, za namową znajomych, rozpoczęła przygodę z fotomodelingiem. Przy wzroście 184 cm, szczupłej sylwetce, zielonych oczach i kasztanowych, kręconych włosach, miała do tego idealne predyspozycje.
W maju 2011 r. Kasia po raz drugi podeszła do matury, pewna, że tym razem jej wyniki pozwolą na rozpoczęcie studiów na wymarzonej stomatologii. Z niecierpliwością czekała na ogłoszenie rezultatów, jednak nigdy ich nie poznała.
21 czerwca 2011 r. Katarzyna widziana była przez swoją rodzinę po raz ostatni. Wieczorem, jej rodzice wrócili do domu i znaleźli kartkę, na której 20-latka informowała, że pojechała do koleżanki do Zduńskiej Woli, oddalonej o około 15 kilometrów od Sieradza.
Początkowo rodzina nie była zaniepokojona, ponieważ Kasia jako dorosła osoba często nocowała poza domem. Jednak kiedy następnego dnia wieczorem wciąż nie wracała i nie odbierała telefonu, ich niepokój zaczął narastać.
Matka zadzwoniła do koleżanki córki, od której dowiedziała się, że do żadnego spotkania nie doszło. Było to szczególnie podejrzane, ponieważ dzień wcześniej Kasia rozmawiała z bratem Bartoszem i zapewniała go, że jest w Zduńskiej Woli. Zdesperowani rodzice postanowili przeszukać pokój córki.
W pokoju Kasi odkryli coś, co wywołało w nich falę pytań. Zobaczyli ubrania, w których córka była widziana poprzedniego dnia. Jednocześnie z szafy zniknęło kilka innych rzeczy. Stało się jasne, że Katarzyna musiała wrócić do domu pod ich nieobecność. Rodzice nie mogli zrozumieć, dlaczego nie zostawiła żadnej wiadomości, nie zadzwoniła ani nie odebrała ich połączeń. Wiedzieli, że Kasia musiała zdawać sobie sprawę, jak bardzo będą się o nią martwić.
Początkowo policja z Sieradza nie mogła ustalić zbyt wielu faktów. Śledztwo rozpoczęli od analizy nagrań z kamer monitoringu na osiedlu. Dzięki zapisom z kamery sąsiada potwierdzono, że Kasia wróciła do domu 22 czerwca, dzień po tym, jak ostatni raz widzieli ją rodzice. Monitoring uchwycił, jak o 10:30 wchodzi do pustego mieszkania, a godzinę później wychodzi w szaro-białej tunice, legginsach i baletkach. Kolejne nagranie, z godziny 12:30, pokazało ją mijającą piekarnię przy ul. Reymonta w Sieradzu.
Rodzice Kasi postanowili działać na własną rękę, rozmawiając z jej przyjaciółmi. Ustalili, że 21 czerwca na dworcu PKP w Sieradzu Kasia powiedziała znajomym, że jedzie do Wrocławia. Wsiadła do pociągu tuż przed 13, ale nie zdradziła celu podróży, ani z kim ma się spotkać.
Nie wiadomo, gdzie spędziła noc z 21 na 22 czerwca, ale przypuszczano, że została u kogoś we Wrocławiu, a następnie wróciła do Sieradza, by na chwilę zajrzeć do domu.
Po bezskutecznych próbach dodzwonienia się do siostry brat Kasi, Bartosz, rozpoczął intensywne poszukiwania. Powiadomił fundację ITAKA i założył profil na Facebooku, do którego wkrótce dołączyło ponad 50 tysięcy internautów z całej Polski.
Równolegle działała policja, która przeanalizowała monitoring z dworców, archiwum rozmów z komunikatorów internetowych i historię połączeń z telefonu Kasi. Ostatni sygnał z jej komórki został zarejestrowany we Wrocławiu. Brat Kasi wykluczył ucieczkę, twierdząc w wywiadzie dla portalu „Sieradz Nasze Miasto”, że dziewczyna miała na koncie zaledwie 200 zł. Zaprzeczył też, by wyjechała na casting, gdyż jej przygoda z fotomodelingiem była amatorska.
Sprawa zaginięcia 20-latki zelektryzowała Sieradz. Apel o pomoc rozchodził się za pośrednictwem mediów społecznościowych, plakatów i lokalnych mediów. Ulotki rozdawano nawet na sesji rady miejskiej. 29 czerwca 2011 roku 170 mieszkańców, którzy skrzyknęli się w internecie, ruszyło na ulice, by przeszukać opuszczone budynki, piwnice i bunkry. Jak relacjonował portal „Sieradz Nasze Miasto”, ochotnicy chcieli pomóc Kasi, ponieważ „coś takiego mogło się zdarzyć każdemu”. Brat Kasi, Bartosz, dostarczył im nowe, kolorowe plakaty, przyznając, że wsparcie społeczne jest bardzo motywujące w tak trudnym czasie.
W sierpniu 2011 r. prokuratura w Sieradzu wszczęła w sprawie zaginięcia Kasi. Śledztwo nie dostarczyło żadnych dowodów na to, że Kasia Kobiela została uprowadzona. W związku z tym postępowanie zostało wkrótce umorzone.
Przełom w sprawie nastąpił 27 listopada 2011 r., kiedy mieszkanka Pasikurowic na Dolnym Śląsku, spacerując z psem, natknęła się w lesie na porzuconą żółtą torbę. Wewnątrz znalazła dokumenty i telefon, które należały do Katarzyny Kobieli. Nagrania z monitoringu potwierdziły, że Kasia opuściła dom właśnie z taką torbą.
Kilka metrów dalej, w zaroślach, odkryto zwłoki w zaawansowanym stadium rozkładu. Przybyła na miejsce policja, po przejrzeniu dokumentów, wstępnie stwierdziła, że ciało najprawdopodobniej należy do zaginionej 20-latki.
Pani Agnieszka, która dokonała makabrycznego odkrycia, w wywiadzie dla „Gazety Wrocławskiej” wspominała: „W lasku na polance znalazłam torebkę. W środku były dokumenty i telefon”. Wstrząśnięta dodała: „Nigdy więcej już tam nie pójdę na spacer”.
Ze względu na upalne lato, zwłoki były trudne do identyfikacji, pozostały praktycznie same kości i czaszka. Wstępne oględziny nie wykazały śladów pobicia ani innych obrażeń, a przyczyna śmierci nie została ustalona. Jednak sekcja zwłok i badania DNA potwierdziły, że szczątki należały do Kasi Kobieli. Patolog oszacował, że zmarła ona w sierpniu 2011 roku, co oznacza, że przez dwa miesiące od zaginięcia pod koniec czerwca jej los pozostawał nieznany.
Choć sekcja zwłok nie wykazała przyczyny śmierci Katarzyny, pytania o to, co działo się z nią przez dwa miesiące od zaginięcia, pozostają bez odpowiedzi. Nie wiadomo, gdzie przebywała i jak jej ciało znalazło się ponad 140 km od domu. Trudno uwierzyć, że 20-latka zmarła z przyczyn naturalnych, a hipoteza samobójstwa również budzi wątpliwości.
W styczniu 2013 r. Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu umorzyła śledztwo, wskazując na wysokie prawdopodobieństwo samobójstwa, choć zaznaczono, że brano pod uwagę również wersję zabójstwa. Katarzyna Kobiela została pochowana 25 stycznia 2013 roku w swoim rodzinnym Sieradzu.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]