Problemem Unii Europejskiej na Węgrzech nie jest, jak chcieliby tego brukselscy urzędnicy, już tylko sam Viktor Orbán. Czteroletnia, intensywna kampania rządu zaprowadziła głębokie zmiany w świadomości społecznej – analizuje „Politico”.
Z sondażu Policy Solutions wynika, że połowa Węgrów postrzega Ukrainę jako zagrożenie, a aż 74 proc. sprzeciwia się jakiejkolwiek pomocy finansowej dla Kijowa.
W takiej rzeczywistości Peter Magyar nie może pozwolić sobie na proeuropejską rewolucję w polityce zagranicznej. Dla polityka aspirującego do władzy, otwarcie proukraiński kurs byłby pewną przegraną.
Nowe władze, stare problemy
Wygrana opozycyjnego kandydata na Węgrzech to dla kraju potencjalna rewolucja po długoletnich rządach Orbana. Jednak, jak zauważa „Politico”, antyukraińskie nastroje sięgają dużo dalej niż kampania wyborcza.
– To problem historyczny. Węgrzy nie lubią Ukraińców. Nie lubią też Rosjan – komentuje węgierski minister ds. Unii Europejskiej Janos Boka.
– Mamy doświadczenie interakcji z Ukraińcami w zakresie zorganizowanej przestępczości, korupcji i przemocy. Mamy też przykre doświadczenia związane z konfliktem między etnicznymi Węgrami a Ukraińcami na Zakarpaciu – dodał, wymieniając przeszkody w budowaniu ukraińsko-węgierskiego dialogu.
Wybory na Węgrzech. Magyar, czyli „Orbán-light”?
Mimo że Bruksela po cichu liczy na nowe otwarcie, program Magyara w kluczowych punktach uderzająco przypomina linię Fideszu. Mowa między innymi o braku wsparcia militarnego dla Kijowa, weta w sprawie wejścia Ukrainy do Unii, czy też krytyce ograniczania praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu.
Dowodem na realną linię jego ugrupowania było niedawne głosowanie w Parlamencie Europejskim. Partia Magyara opowiedziała się przeciwko pożyczce dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro.
Jak twierdzą dziennikarze Politico, dla unijnych dyplomatów Magyar pozostaje „czarną skrzynką”.
Z jednej strony europosłanka Tineke Streek ostrzega przed niepewnością, z drugiej – pojawiają się głosy, że po ewentualnym zwycięstwie nacjonalistyczna retoryka zostanie złagodzona. Powód jest prozaiczny: miliardy euro z zamrożonych funduszy UE, których Budapeszt desperacko potrzebuje.
– Jest bardziej elastyczny i tego się spodziewamy – przyznaje anonimowo doradca ukraińskiego rządu. Jednak gwarancji na zmianę kursu jest niewiele.
Węgry. Bitwa na wyborcze billboardy
Tymczasem machina propagandowa Orbana pracuje na pełnych obrotach. Budapeszt zalały plakaty z Wołodymyrem Zełenskim i napisem: „Nie pozwólmy mu śmiać się jako ostatni„.
Węgierski premier próbuje przykleić Magyarowi łatkę „marionetki Brukseli i Kijowa„, mimo że ten starannie unika pozytywnych deklaracji pod adresem Ukrainy.
Sytuacja na Węgrzech staje się dla UE wyjątkowo trudna. Bruksela chce zmiany, ale przygotowuje się na sukcesję stylu, który od lat paraliżuje wspólnotową politykę wobec Rosji. Na Węgrzech, niezależnie od wyniku wyborów, pole manewru w kwestii ukraińskiej pozostaje dramatycznie małe.













