Najnowsze informacje dotarły do nas przy okazji podpisywania umów w ramach unijnego programu SAFE. Wiele miliardów złotych powędrowało do prywatnego potentata systemów bezzałogowych, Grupy WB. Firma i wojsko nie udzielają wielu informacji, ale wiele wskazuje na to, że w ramach kolejnego zamówienia na produkowane już od kilku lat systemy Gladius, dodano nowe drony uderzeniowe dalekiego zasięgu.
Innym sprzętem tej kategorii najpewniej jest PLargonia, powstająca w instytucie państwowym. O niej wiadomo ciut więcej, bo niedawno szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła wrzucił do sieci zdjęcia z testów, a prawie rok temu podawano podstawowe parametry.
Polskie Szachedy to nie są
Ogólnie prace nad czymś, co powszechnie nazywane jest „polskim Szachedem”, trwają już od kilku lat, ale bez nadmiernego rozgłosu. Przy czym polscy konstruktorzy tego sprzętu mogą się obrazić na porównanie do prostych irańskich systemów. Nie bezpodstawnie. Irańczycy stworzyli swoje w warunkach bardzo ograniczonych możliwości kraju objętego sankcjami i ze słabą gospodarką. Dużo przy tym korzystali z wcześniejszych rozwiązań jeszcze z końcowego okresu zimnej wojny w RFN i RPA (prace nad prostymi dronami mającymi głównie wyszukiwać i atakować wrogie radary), które około przełomu wieków różnymi drogami trafiły do Iranu. Osiągnięciem Irańczyków było jednak znaczące wydłużenie zasięgu do około tysiąca kilometrów i maksymalne uproszczenie przy zachowaniu zadowalającej celności.
Taki dron, pozornie niemający szans w starciu z nowoczesnym lotnictwem i obroną przeciwlotniczą, zyskał na wartości dzięki możliwości masowego użycia i niszczenia tym samym zasobów obrony przeciwnika. Bywa, że czasem trafia w coś wartościowego. Pokazuje to dobitnie wojna rosyjsko-ukraińska oraz wojna Izraela i USA z Iranem. Rozwiązanie okazało się na tyle ciekawe, że na szybko skopiowali je Amerykanie, budując swoje drony Lucas, których użyli przeciw Iranowi. W Polsce też nie spano.
Właśnie teraz w ramach SAFE po raz pierwszy zakupiono broń pozornie z podobnej kategorii dronów uderzeniowych dalekiego zasięgu. Szczegóły są owiane tajemnicą. Chodzi o wspomniany produkt Grupy WB. Jednym z największych kontraktów w ramach SAFE jest 12 baterii systemu Gladius za 9,3 miliarda złotych. 775 milionów za jeden. W 2022 roku kupiono cztery pierwsze baterie za 2 miliardy, czyli 500 milionów za sztukę.
Wzrost ceny można po części wytłumaczyć inflacją, ale zapewne także dodatkowymi możliwościami. Jeszcze w 2022 roku podpisano bowiem dodatkową umowę na rozwój dodatkowego bezzałogowca o nazwie Gladius 2. W 2025 roku na targach zbrojeniowych MSPO w Kielcach prezentowano za zamkniętymi drzwiami dziennikarzom branżowym wygląd maszyny, wówczas już testowanej w locie. Była większa i znacznie bardziej zaawansowana niż pierwszy dron uderzeniowy systemu Gladius, mający zasięg około stu kilometrów. Teraz według oświadczenia samej Grupy WB, w najnowszym kontrakcie firma:
…. dostarczy znane już w Wojsku Polskim systemy uderzeniowe, ale też nowe efektory, w tym opracowane w oparciu o wyniki pracy rozwojowej GLADIUS 2, zdolne do atakowania wybranych, wysokowartościowych celów oddalonych nawet o kilkaset kilometrów od miejsca startu.
Dodatkowo w mejlu rozesłanym mediom znalazła się tajemnicza grafika, przedstawiająca trójkątny bezzałogowiec wyłaniający się z chmur. Bez opisu i szczegółów. To wspomniany Gladius 2. Oficjalna prezentacja ma nastąpić dopiero podczas wrześniowej edycji targów MSPO,
Jedyne oficjalnie znane parametry nowej broni to te podane w zacytowanym powyżej fragmencie oświadczenia. Wiadomo, że ma ona pasować na te same wyrzutnie co pozostałe drony systemu Gladius (rozpoznawczy FT-5 i Gladiusy 1), więc musi być czymś, co uniesie opancerzony samochód terenowy Waran produkowany przez Hutę Stalowa Wola. Na nim umieszczono szynową wyrzutnię.
Z wyglądu dron będzie nieco przypominał powszechnie znane rosyjskie Gieranie. – W przypadku bezzałogowców nie należy się jednak szczególnie przywiązywać do tego, co widać na pierwszy rzut oka. Sam tak zwany płatowiec nie jest kluczowy. Najważniejsze są schowane w nim systemy, zwłaszcza łączności. Grupa WB ma w tym zakresie duże doświadczenie z frontu w Ukrainie, zwłaszcza dzięki rozpoznawczym Flyeye, które mają się wykazywać dużą odpornością na rosyjską walkę elektroniczną – mówi Kuba Link-Lenczowski, wydawca portalu „Milmag”.
Gladius 2 jest więc czymś znacznie bardziej zaawansowanym i o innym przeznaczeniu niż Szachedy. Nie do masowych i tanich ataków na zaplecze przeciwnika, które w ponad 90 procentach kończą się zestrzeleniem, ale do precyzyjnego i skrytego atakowania ważnych celów na zapleczu frontu. W tym naprawdę głęboko za nim. Takich jak punkty dowodzenia, stanowiska obrony przeciwlotniczej, łączności czy węzły logistyczne. Uzupełnienie znacznie droższych klasycznych pocisków manewrujących i balistycznych.
– Co moim zdaniem najważniejsze, jest to element przemyślanego systemu, zbudowanego w polskich Wojskach Rakietowych i Artylerii na bazie sprzętu Grupy WB., zbudowanego w polskich Wojskach Rakietowych i Artylerii na bazie sprzętu Grupy WB. Od rozpoznawczych Flyeye, przez większe FT-5, po uderzeniowe Warmate, Gladius 1 i teraz Gladius 2. Wszystko spięte jednym systemem łączności i wymiany informacji, który da znacznie większe możliwości odnajdywania przeciwnika i atakowania go. To coś zupełnie innego niż proste Szachedy czy Gieranie lecące na wskazany punkt na mapie, z ograniczonymi możliwościami manewrowania po drodze – opisuje Link-Lenczowski.
Inna kategoria, bliższa dziełom Rosjan
Bliżej do Szachedów najpewniej jest drugiemu polskiemu dronowi, który powstaje w ramach programu PLargonia (nawiązanie do rosyjskiej nazwy klonów irańskich dronów – gierań to jedno z określeń pelargonii). Opracowuje go państwowy Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych. Pierwszy prototyp też prezentowano na MSPO w 2025 roku, ale publicznie. Do produkcji między innymi tego drona, jeszcze w 2025 roku stworzono spółkę „Hornet – polskie drony”, będącą połączeniem sił ITWL oraz prywatnej Grupy Boryszew. Jesienią 2025 roku zapowiadano, że produkcja na większą skalę rozpocznie się w drugim kwartale 2026 roku. Czyli teraz.
Co do pełnoskalowej produkcji to jeszcze nie ma pewności. Ale na pewno drony istnieją i są testowane na poligonach oraz poza nimi. Mówi o tym choćby wspomniany wpis generała Kukuły. Nazywa on w nim drona PLargonia „polską wersją systemu LUCAS”, czyli amerykańskiej wariacji na temat irańskich Szachedów. Co dość jasno pokazuje, w jakiej kategorii o tej broni myśli wojskowe kierownictwo. PLargonia ma powstawać w dwóch wersjach. Po pierwsze jako cel dla systemów obrony przeciwlotniczej, który pozwoli doskonalić metody zwalczania rosyjskich Gieraniów. – To od zawsze specjalność ITWL. Nie dziwi zatem, że akurat oni tworzą tego rodzaju sprzęt. Najpewniej wykorzystali swoje wcześniejsze doświadczenia – mówi Link.
Dodatkowo PLargonie mają mieć odmianę bojową, służącą właśnie do ataków w stylu swoich rosyjskich odpowiedników. Są jednak od nich mniejsze, choć mają podobny ogólny układ. Według podstawowych danych podawanych na MSPO 2025 ich głowica ma ważyć jedynie do 20 kilogramów (Gieranie do 90 kg) i dostarczyć ją na odległość do 900 kilometrów (analogicznie na ponad 1000 km). Jeśli będą jednak relatywnie tanie i będzie można je produkować masowo, to mogą się jak najbardziej nadawać do tego samego, do czego używają ich Rosjanie. Przeciążania systemu obrony przeciwlotniczej wroga i okazyjnego trafienia czegoś cennego. Na razie nie ma jednak żadnych pewnych informacji wskazujących na zamówienie seryjnych PLargonii.












