„Groźba rozpadu NATO, łagodzenie sankcji wobec Rosji, ogromny kryzys energetyczny w Europie, wstrzymanie pomocy dla Ukrainy i blokowanie pożyczki dla Kijowa przez Orbána – wszystko to wygląda jak wymarzony plan Putina” – napisał Donald Tusk w czwartek 2 kwietnia, podsumowując obecne wydarzenia na świecie.
Groźba rozpadu NATO
Temat NATO poruszył we wtorkowym wywiadzie dla FOX News sekretarz stanu Marco Rubio. – Będziemy musieli na nowo rozważyć wartość NATO i tego sojuszu dla naszego kraju – powiedział polityk. – Jeśli NATO polega tylko na tym, że bronimy Europy w razie ataku, a oni odmawiają nam praw do baz, kiedy ich potrzebujemy, to nie jest to dobry układ. Trudno w nim wytrwać – dodał. Trump oznajmił kolejnego dnia w „The Telegraph”, że słowa Rubio go cieszą.
Kiedy prezydent USA został zapytany, czy po tym, jak NATO nie przyłączyło się do wojny w Iranie, ponownie rozważyłby członkostwo USA w Sojuszu, odparł, że tak i stwierdził, że sprawa „wykracza poza ponowne rozważenie”. – Nigdy nie ulegałem wpływowi NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys i – tak w ogóle – Putin też o tym wie – odpowiedział Trump.
Cieśnina Ormuz a wojna w Ukrainie
Prezydent USA domagał się również, aby europejscy przywódcy doprowadzili do ponownego otwarcia cieśniny Ormuz, która została zablokowana przez Iran po ataku USA i Izraela. Według nieoficjalnych doniesień „Financial Times” polityk groził, że w przeciwnym razie wstrzyma dostawy do PURL, będącej inicjatywą NATO, dzięki której europejskie kraje mogą kupować amerykańską broń dla Ukrainy.
Premier, pisząc o ogromnym kryzysie energetycznym w Europie, zapewne miał na myśli skutki wspomnianej blokady cieśniny. Według doniesień Agencji Reutera przepływa przez nią bowiem około jednej piątej światowego zużycia ropy naftowej. Jej zamknięcie spowodowało więc wzrost cen paliw. Dodatkowo USA złagodziły sankcje wobec Rosji, wprowadzając na początku marca 30-dniowe zezwolenie na zakup rosyjskiej ropy i produktów naftowych. Celem było uspokojenie rynków energetycznych, ale wiązało się to również z ułatwieniem dalszego finansowania Kremla w wojnie przeciwko Ukrainie.
Jak poinformował „The Guardian”, do Moskwy zwraca się obecnie wiele krajów azjatyckich dotkniętych globalnym kryzysem podaży. – Jeśli to się utrzyma, w Europie usłyszymy więcej pomruków o rosyjskiej ropie i gazie, co oczywiście będzie miało katastrofalne skutki dla Ukrainy – komentuje reporter ds. rosyjskich Pjotr Sauer.
Ukrainie nie sprzyja również fakt, że Węgry zablokowały przeznaczoną na jej obronę unijną pożyczkę wysokości 90 miliardów euro. Jeden z etapów jej wdrażania wymaga bowiem jednomyślności wśród 27 państw członkowskich. Węgierski premier Victor Orban zapowiedział, że zmieni zdanie dopiero wtedy, kiedy przywrócony zostanie tranzyt ropy naftowej rurociągiem Przyjaźń, który został uszkodzony w wyniku rosyjskiego ataku. Kijów w reakcji informował, że rurociąg jest naprawiany i zwrócił uwagę, że proces ten nie jest łatwy ze względu trwające ataki ze strony Rosji.
Czytaj także: Bilans wojny USA z Iranem: ajatollahowie sprzedają więcej ropy za dużo wyższą cenę, mają więcej uranu, niż mieli i pracują nad napędem do międzykontynentalnych rakiet balistycznych, jakich dotąd nie mieli. A to początek listy – pisze Mariusz Zawadzki na Wyborcza.pl.












