Friedrich Merz wziął udział w piątek w spotkaniu z młodzieżą w ramach Zjazdu Katolików Niemieckich. Przekonywał m.in., że „jest głęboko przekonany, że niewiele krajów na świecie oferuje tak wspaniałe możliwości, zwłaszcza dla młodych ludzi, jak Niemcy”.
– Jestem wielkim wielbicielem Ameryki. W tej chwili mój podziw nie rośnie. (…) Nie poleciłbym dziś moim dzieciom wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, aby tam zdobywały wykształcenie i pracowały – mówił kanclerz Niemiec, nawiązując do „klimatu społecznego, jaki tam panuje”.
– Na pytanie, co może osiągnąć dobrze wykształcona młodzież, jeszcze kilka lat temu w Ameryce odpowiadano by zupełnie inaczej niż dzisiaj. Dziś najlepiej wykształceni ludzie w Ameryce mają ogromne trudności ze znalezieniem pracy – dodał. 70-letni Friedrich Merz ma troje dzieci (syn jest doktorem filozofii, starsza córka jest lekarką, a młodsza – prawniczką). Polityk ma też siedmioro wnucząt.
Kanclerz Niemiec na spotkaniu z młodzieżą. Okrzyki i gwizdy
Dyskusję z udziałem szefa niemieckiego rządu zakłócili na krótko aktywiści klimatyczni okrzykami i gwizdami. Ochroniarze wyprowadzili z sali jedną z protestujących kobiet, druga opuściła ją dobrowolnie. Wydarzenie mogło być kontynuowane. Według policji przed centrum kongresowym demonstrowało około 400 osób przeciwko polityce klimatycznej rządu Niemiec.
Był to już drugi raz w tym tygodniu, gdy wystąpienie Merza przerywano gwizdami i buczeniem. We wtorek spotkało go to podczas kongresu niemieckich związkowców w Berlinie, gdzie nawoływał do głębokich reform. Powiedział m.in., że kraj musi „wziąć się w garść”, bo w przeciwnym razie grozi mu pozostanie w tyle za szybko zmieniającym się światem.
Friedrich Metz: Muszę coś poprawić w swojej komunikacji
Kanclerz przyznał w Wuerzburgu, że ma problemy z komunikacją. Oznajmił, że z coraz większą intensywnością zastanawia się, dlaczego nie udaje mu się w wystarczającym stopniu dotrzeć do ludzi i przekonać ich, że obrany przez niego kurs jest właściwy. – Wiem, że muszę coś poprawić w swojej komunikacji, żeby ten przekaz był lepiej rozumiany – przyznał. Merz zaznaczył, że chce przekonać społeczeństwo, iż mimo wielkich wyzwań, jakie stoją przed krajem, można sobie z nimi poradzić.
6 maja minął rok od zaprzysiężenia Merza na kanclerza. Szef rządu mierzy się z niskimi notowaniami; w sondażach pozytywnie jego pracę ocenia zaledwie kilkanaście procent Niemców. Tygodnik „Der Spiegel”, podsumowując 12 miesięcy Merza u władzy, pisał o panującym w kraju „ponurym nastroju”, spowodowanym m.in. kryzysem w gospodarce, sporami w koalicji CDU/CSU-SPD oraz napięciami w relacjach transatlantyckich.
Rozmowa Donalda Trumpa i Fridericha Merza
Kanclerz Niemiec przekazał w piątek, że rozmawiał telefonicznie z wracającym z Chin prezydentem USA Donaldem Trumpem. Przywódcy omówili „pokojowe rozwiązanie dla Ukrainy”, „skoordynowali stanowiska przed szczytem NATO w Ankarze” [7-8 lipca – red.] oraz zgodzili się, że „Iran musi otworzyć cieśninę Ormuz”.
Była to pierwsza rozmowa telefoniczna między Trumpem a Merzem od momentu ogłoszenia na początku maja przez Pentagon decyzji o wycofaniu w ciągu roku 5 tys. żołnierzy amerykańskich z Niemiec. Merz w marcu został przyjęty w Białym Domu. Od tego czasu kanclerz regularnie krytykował USA za sposób prowadzenia wojny z Iranem, powtarzając kilkukrotnie że Stany Zjednoczone nie mają w konflikcie przekonywującej strategii. Komentarze te były przyjmowane negatywnie przez Trumpa.












