W Stambule rozpoczął się we wtorek (21 kwietnia) proces w sprawie śmierci czteroosobowej rodziny z Hamburga. Rodzice i ich dwoje małych dzieci zmarli podczas wakacji w Turcji – według aktu oskarżenia z powodu zatrucia środkiem owadobójczym używanym w hotelu.
Jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy głos zabrali bliscy zmarłych. Matka mężczyzny powiedziała, płacząc, że jej rodzina nigdy by tam nie pojechała, gdyby wiedziała, że w hotelu, w którym spędzali wakacje, stosowane są pestycydy. Ojciec i brat mężczyzny domagali się najwyższej możliwej kary. Brat zmarłego opowiadał, że często budzi się w nocy i przypomina sobie, że jego rodziny już nie ma. Wtedy dostaje ataku paniki.
Hamburska rodzina trafiła do szpitala podczas wakacji w Stambule w listopadzie 2025 roku, początkowo z podejrzeniem zatrucia pokarmowego. Najpierw zmarła 27-letnia matka oraz dzieci w wieku trzech i pięciu lat. Po kilku dniach na oddziale intensywnej terapii zmarł także 38-letni ojciec rodziny. W późniejszej ekspertyzie stwierdzono zatrucie fosforkiem glinu – szkodliwym środkiem owadobójczym.
Kto odpowiada za tragedię?
Przede wszystkim bliskich ofiar, ale także wiele osób obecnych na sali sądowej w pierwszy dzień procesu dręczyło pytanie: kto jest odpowiedzialny za tę tragedię? Prokuratura zarzuca oskarżonym świadome, ale nieumyślne spowodowanie śmierci i – jak informuje państwowa agencja informacyjna Anadolu – domaga się dla oskarżonych kary od dwóch lat i ośmiu miesięcy do 22 lat i pięciu miesięcy pozbawienia wolności.
Oskarżeni wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością. Właściciel hotelu był poruszony śmiercią rodziny, jednak przed sądem nie zgodził się z zarzutem, że jest odpowiedzialny za śmierć gości hotelowych. Co prawda zlecił komuś zwalczanie szkodników w jednym z pokoi, ale nie był zobowiązany do sprawdzenia, czy firma, którą zatrudnił, posiadała ważne certyfikaty – tłumaczył.
Właściciel hotelu powiedział również, że polecił swoim pracownikom, aby nie wpuszczali nikogo do pokoju, w którym zastosowano środek. Nie wiedział nic o stanie kanałów wentylacyjnych w hotelu i zagrożeniach z tym związanych. Adwokat i przyjaciel rodziny, Yasar Balci, powiedział niemieckiej agencji prasowej DPA, że trujący gaz mógł przedostać się do pokoju właśnie przez szyb wentylacyjny. Balci wszedł później do pokoju i zabrał rzeczy osobiste rodziny. – Kupili sukienkę księżniczki dla córki i koszulkę (klubu sportowego) Galatasaray dla syna – powiedział wzruszony.
Naruszenie przepisów
Również szef firmy zajmującej się zwalczaniem szkodników, który wraz z synem i zatrudnionym pracownikiem został postawiony w stan oskarżenia, zaprzecza zarzutom. Firma była zarejestrowana w urzędzie skarbowym jako firma sprzątająca, a organy państwowe tego nie sprawdziły.
Pracownik, który udał się do hotelu, by wyeliminować szkodniki, oświadczył, że został zatrudniony jako sprzątacz – bez certyfikatu. Sam był chroniony jedynie maską przeciwpyłową. Zaprzecza, jakoby użył fosforku glinu. Gdyby wiedział, że używane środki są trujące, nie zastosowałby ich – powiedział oskarżony pracownik.
Według ekspertyzy medyczno-sądowej w pokoju hotelowym rodziny wykryto toksyczny gaz fosfinę – podała agencja informacyjna Anadolu. Może on powodować u ludzi między innymi zaburzenia czynności wątroby i nerek, a wdychanie go może zagrażać życiu. Nie jest jasne, w jaki sposób firma zajmująca się zwalczaniem szkodników zdobyła chemikalia, które według zeznań pracownika były często stosowane.
W sądzie adwokatka oskarżonych domagała się natomiast dodatkowych dowodów w postaci badań laboratoryjnych, a nie tylko jednej ekspertyzy. Wątpliwe jest, jak mówiła, czy rzeczywiście gaz był przyczyną śmierci.
Sędzia: Rzeczywistość kończy się w sądzie
Wyrazy współczucia ze strony oskarżonych nie przekonały brata zmarłego mężczyzny z Hamburga. – Próbowali ratować się wymówkami – powiedział brat agencji DPA podczas przerwy w procesie. Syn właściciela firmy zajmującej się zwalczaniem szkodników powiedział podczas rozprawy, że nikt nigdy nie pytał o certyfikat, w przeciwnym razie powiedziałby prawdę – że go nie ma. Próbował wyjaśnić, że w rzeczywistości biznes działa inaczej, na co sędzia odparł, że „wtedy rzeczywistość kończy się w sądzie”.
Nielegalne stosowanie środków chemicznych, brak kontroli w branży i niedostateczne wyszkolenie pracowników to problem, który nie ogranicza się tylko do tej sprawy. Jak pokazują inne przypadki, niewłaściwe obchodzenie się ze środkami do zwalczania szkodników doprowadziło już w innych miejscach w Turcji do poważnych chorób i zgonów.
>>>>> Spełniło się moje marzenie o wolności. To jednak dopiero początek walki o uniewinnienie – mówi „Wyborczej” Jarosław Sosnowski, który po 21 latach warunkowo opuścił więzienie. Jego pełnomocnik mec. Adam Jasinski komentuje: – To historia jak u Tomasza Komendy. >>>>>
(DPA, AFP/dom)
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle
Katarzyna Domagała-Pereira, Deutsche Welle












