3 marca 70. urodziny świętuje Zbigniew Boniek. O tym, że jest to jeden z najlepszych polskich piłkarzy w historii wie każdy, nie wszyscy natomiast mają świadomość, że znalazł się również na liście 100 najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej według FIFA. Reprezentował barwy Zawiszy Bydgoszcz, Widzewa Łódź, Juventusu i AS Romy. Zaliczył 80 występów w narodowej reprezentacji (debiutował w czasach legendarnego Kazimierza Górskiego, ale największe sukcesy odnosił w czasach Antoniego Piechniczka) strzelając 24 gole.
Boniek zakończył karierę sportową w 1988 roku, w wieku zaledwie 32 lat. Jest idealnym przykładem na to, jak nie roztrwonić (a wielu byłym piłkarzom się to zdarzało) zarobionych na boisku pieniędzy, a jeszcze je pomnożyć.
Zbigniew Boniek zrezygnował z gigantycznej wypłaty
Po zakończeniu przygody z AS Roma, czyli swoim ostatnim klubem Boniek zdecydował się pozostać we Włoszech. Zdobytą gotówkę inwestował lokując ją m.in. w nieruchomości.
– Przez całą swoją karierę miałem jedną zasadę: zgromadzenie wszystkich pieniędzy na koncie, żebym miał ich dużo. Powiedziałem, że jak skończę grać, to wtedy zajmę się ewentualnym biznesem i inwestycją, bo nigdy nie wierzyłem w to, że grając w piłkę, dając innym, żeby inwestowali moje pieniądze, coś z tego wyjdzie. Dlatego do dzisiaj spokojnie śpię, bo zawsze swoimi pieniędzmi sam zarządzałem. Nigdy nie bawiłem się w nerwowe inwestycje, inwestycje na poziomie wielkiego ryzyka. […] Nigdy nie powierzałem moich pieniędzy innym ludziom — mówił Boniek w wywiadzie dla Biznes Misji.
„Zibi” potrafił się natomiast pieniędzmi dzielić. „Przegląd Sportowy” przypomina o dramatycznym meczu Juventus Turyn z Liverpoolem, który został rozegrany 29 maja 1985 roku na Heysel. Doszło wówczas do jednej z największych stadionowych tragedii w historii piłki nożnej. W wyniku starcia kibiców obu klubów zginęło 39 osób, głównie Włochów. Boniek zrezygnował wówczas z należnej mu za mecz wypłaty, gigantycznej jak na tamte czasy wypłaty.
– Ja grałem kiedyś finał Pucharu Europy, gdzie zginęło trochę ludzi. Jako jedyny Polak. Grałem ostatni mecz w Juventusie i zrezygnowałem ze 100 tys. dol., czy 100 mln lirów, czy 200. Nie wiem. W ogóle powiedziałem — nie chcę pieniędzy. Pieniądze dajcie na fundusz, na fundacje. Ja wtedy za te pieniądze mógłbym kupić pół ulicy w Łodzi. Taka to była wartość — wspominał Boniek w rozmowie z Romanem Kołtoniem na kanale „Prawda Futbolu”.
Nie wszystkie inwestycje okazały się udane. Gazeta przypomina, że w 2006 roku Boniek za namową Władysława Puchalskiego założył wraz z wrocławskim General Consulting firmę Bon Oil, która miała zająć się produkcją biokomponentów do paliwa. Projekt jednak nie wypalił.
Dekadę później założył spółkę Bon Wid, która zajmuje się inwestowaniem w elektrownie wiatrowe w Polsce. Boniek jest także udziałowcem spółki branży budowlanej Sommo Mazowiecka 69 oraz agencji marketingowej Ganador Agency.
Nie jest tajemnicą, że “Zibi” zarobił duże pieniądze na kontrakcie reklamowym z firmą bukmacherską Expekt, której był ambasadorem, a jego kontakt miał opiewać na 150 tys. euro rocznie.
Nie zarabiał w PZPN?
Ów kontrakt, jak i udział w reklamie popularnego piwa był Bońkowi wypominany, gdy starał się o posadę prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pierwsza próbę podjął w 2008 roku, przegrywając jednak z kretesem z dawnym z kolegą z boiska Grzegorzem Latą. Gdy jednak cztery lata później słynny “król strzelców” z mundialu w 1974 roku odchodził w niesławie, działacze uznali, że jedynym ratunkiem dla PZPN jest nie kto inny tylko Boniek. Obejmując prezesurę zadeklarował, że nie będzie pobierał wynagrodzenia, które należy się szefowi związku (jego poprzednik na tym stanowisku inkasował 50 tys. zł miesięcznie). Po latach „Fakt” opublikował jednak nowe informacje świadczące o tym, że w czasie drugiej kadencji miał zaakceptować premię w wysokości 1,5 mln zł.
Kilka lat przed prezesurą Boniek zaliczył nieudany epizod w roli selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski. Objął kadrę po tym jak podopieczni Jerzego Engela wrócili “na tarczy” z pierwszego po 16-letniej przerwie mundialu w Korei i w Japonii. Trenerem Boniek był zaledwie pięć miesięcy, a w pamięci kibiców szczególnie utkwiła porażka naszych piłkarzy w meczu z Łotwą, która – jak pokazały dalsze rozgrywki – w największym stopniu utrudniła nam awans na Euro 2004. Boniek zdradził, że pracując z reprezentacją zarabiał 30 tys. zł brutto, mniej niż jego poprzednik.
O ówczesne zarobki Bońka pytałem blisko dwa lata temu Michała Listkiewicza, który zdecydował o jego wyborze na fotel selekcjonera. Szef PZPN w latach 1999-2008 nie był w stanie przypomnieć sobie dokładnych kwot, zaznaczył jednak, że „Zbyszek nigdy nie wyciągał ręki po związkowe pieniądze”.
– Pieniądze nie powinny być przed piłkarzem. Przed trenerem czy selekcjonerem też nie – podkreślił sam Boniek w książce „Mecze mojego życia” napisanej we współpracy z Januszem Basałajem.












