„Financial Times” opisał, jak firma w 2023 roku próbowała zakontraktować dostawy wenezuelskiej ropy, omijając różne sankcje i trudności występujące przy współpracy z Wenezuelą. W tym korzystając z dubajskich pośredników wątpliwej renomy i kryptowalut. Koniec końców, Orlen miał na tym wszystkim stracić około 1,5 miliarda złotych i dostać ułamek ropy, na którą liczył. Od 2024 roku sprawą zajmuje się ABW i prokuratura. 7 lipca do sądu w Warszawie skierowano akt oskarżenia wobec 4 osób, w tym byłego prezesa szwajcarskiej spółki Orlenu i jej dwóch wysokich rangą menadżerów.
Przemyślana strategia przyciągania
Wszyscy trzej pracowali w tym samym niewyróżniającym się kompleksie biurowym na obrzeżach Baar. Nowoczesna złota fasada czterech bliźniaczych pięciopiętrowych budynków. Na niej żadnych szyldów, które wskazywałyby jakie firmy mają tu siedzibę. Loga tylko kilku z nich są na niskich słupach stojących na szerokim trawniku pomiędzy kompleksem a ruchliwą drogą obok. Tego Orlenu, wyraźnie widocznego praktycznie na każdym budynku związanym z tą firmą w Polsce, tutaj w Szwajcarii nie uświadczymy. Nie ma go nawet przy wejściu do klatki budynku Neuhofstrasse 24. Można je dostrzec co najwyżej na skrzynce pocztowej. Dopiero w środku na szklanych drzwiach prowadzących do biur na parterze widać znajomy napis „Orlen”. Firmy mające tutaj swoje siedziby ewidentnie nie mają potrzeby ogłaszać wszem wobec swojej obecności. Wiele z nich po prostu woli działać w spokoju i ciszy, a Baar jest do tego idealny.
Nie bez powodu to tutaj mieści się faktycznie jedno z kilku ważniejszych centrów globalnego handlu surowcami. Zaczęło się około wiek temu, kiedy do sąsiedniego miasta Zug, stolicy kantonu Zug, zaczęły pukać globalne firmy. Lokalne władze bardzo się postarały, aby je przyciągnąć. Wcześniej Zug był w grupie kantonów mało zamożnych, a po I wojnie światowej wręcz pogrążony w kryzysie. Głównie rolniczy, z niewielką ilością przemysłu, bez siedzib istotnych instytucji finansowych. Przed II wojną światową władze kantonalne postanowiły pójść za modnym wówczas przykładem kilku innych kantonów i spróbować przyciągnąć firmy niskimi podatkami oraz uproszczonymi procedurami. Stworzone przepisy okazały się z długiej perspektywy najlepszymi tego rodzaju w Szwajcarii. Po drugiej wojnie światowej stabilne zasady, przyjazna biurokracja, niskie podatki i do tego dostęp do szwajcarskich usług bankowych, szybko zaczęły procentować.
Już od lat 50. coraz więcej globalnych firm, zwłaszcza handlujących surowcami, zaczęło tworzyć w Zug swoje spółki-córki, które były niemal zwolnione z podatków. Wraz z nimi zaczęło pojawiać się całe środowisko wspierające ich działanie: zwłaszcza wyspecjalizowane usługi finansowe i prawnicze. W 1974 roku swoją pierwszą firmę założył w Zug jeden ze słynniejszych, jeśli nie najsłynniejszy handlarz surowcami XX wieku, Marc Rich. Do dzisiaj po przekształceniach i turbulencjach związanych ze ściganiem Richa przez USA za handel z państwami objętymi sankcjami, firma nazywa się Glencore i jest największą w swojej kategorii na świecie. Jej główna siedziba to ciągle Baar.
Łatwiej stąd niż z Płocka
Baar, a nie Zug, ponieważ samo miasto Zug po prostu było za małe. Jego ciasna historyczna zabudowa jest wtłoczona pomiędzy jezioro Zugersee i górę Zugerberg. Powierzchnia na nowe budynki bardzo ograniczona. Firmy zaczęły się więc osiedlać w sąsiednim Baar, ciągle leżącym w kantonie Zug, czyli podlegającym tym samym kantonalnym preferencjom dla biznesu. Wcześniej miasteczko było tak jak cała okolica mało zamożne i głównie rolnicze. Od lat 50. sytuacja zaczęła się zmieniać, a przyśpieszyła w ostatnich dekadach. Dzisiaj stare centrum Baar właściwie zniknęło przytłoczone licznymi nowszymi budynkami biurowymi. Nie uszanowano nawet starej zabudowy przy najstarszej ulicy miasteczka, którą w większości wyburzono i zastąpiono. W tym mało subtelnymi betonowo-metalowo-szklanymi klockami.
Szwajcaria jako kraj pełen pedantycznie zadbanych historycznych budynków to mit. Społeczeństwo, które nigdy nie doświadczyło tak powszechnej wojennej destrukcji, jak na przykład polskie, inaczej podchodzi do wartości starego budynku. Tutaj nie jest on niczym wyjątkowym, tylko normą. Widać to w wielu miastach i miasteczkach na względnie płaskiej tak zwanej Wyżynie Szwajcarskiej, gdzie mieszka zdecydowana większość Szwajcarów. Stare zabudowy najpierw przeorała rewolucja przemysłowa, a potem przemiany gospodarcze głównie ostatnich 50 lat. Zwłaszcza tam, gdzie udało się osiągnąć sukces i szybki rozwój.
Dobrze widać to w Baar. Nieliczne starsze budynki i więcej bloków oraz małych niepozornych biurowców, w których mieszczą się jednak przedstawicielstwa największych globalnych koncernów. Do tego licznych mniejszych instytucji finansowych i doradczych, które nie są szeroko znane, ale przepływają przez nie znaczne pieniądze. Tak jak tutejsze przedstawicielstwo Orlenu, które utworzono z zamysłem uczynienia go głównym narzędziem koncernu do działania na globalnym rynku surowców. Znacznie łatwiej robić stąd, gdzie jest cały ekosystem to ułatwiający, niż z Płocka, czy nawet Warszawy. Stąd siedziba ważnej spółki-córki Orlenu w niewielkim biurowcu na obrzeżach niewielkiego szwajcarskiego miasta. Bez żadnych szyldów i oznaczeń, za to z widokiem na gospodarstwo rolne po drugiej stronie drogi i Alpy w tle.












